O tym, kto kogo

piątek, lutego 05, 2016

Siedzimy z Liz w kawiarni przyjaznej bejbikom i małym dzieciom. My dwie pijemy herbatę, Superhero i Fruzia rządzą w kąciku domowym. W pewnym momencie młody postanawia podnieść Fruzię. Liz i ja jednocześnie wstajemy i czuwamy nad ruchami tej dwójki. Superhero łapie Fruzię pod pachami i przodem do świata niesie ją w kierunku niskiego basenu z piłkami. Malutka jest wyraźnie zadowolona, w ten sposób oboje pokonują trzy kroki, po czym Superhero przenosi Fruzię nad krawędzią basenu i kiedy wszystko wskazuje na to, że mała za chwilę bezpiecznie i spokojnie usiądzie na jego dnie... Superhero dosłownie wrzuca ją między piłki, głową do przodu! Liz wstrzymuje oddech. Przez ułamek sekundy robi mi się niemrawo, ale bez mrugnięcia okiem patrzę na dalszy rozwój wypadków, nie chcąc niepotrzebnie wprowadzać nagłej paniki lub zamętu.

A co robi Fruzia?

Z niemałym trudem wygrzebuje się z piłek, patrzy na mnie, szczerzy się i rusza przed siebie, nawet nie poprawiając zwichrzonej fryzury!

Liz stwierdza, że Rudolf nieźle ją wyszkolił.

Myślę, że Rudolf powiedziałby coś dokładnie odwrotnego.

You Might Also Like

12 komentarze

  1. Liz miała rację, i Rudolf także by ją miał;)
    Litermatko, gratuluję opanowania! Ja jeszcze przed ostatecznym pirzgnięciem taką Fruzią w piłkowy basen przeżyłabym trzykrotny zawał z konwulsjami i natychmiastowym osiwieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, jak sobie o tym na spokojnie myślałam, to doszłam do wniosku, że to atmosfera kawiarni i ta herbata tak mnie wyluzowały. W każdych innych, mniej relaksujących okolicznościach przyrody też mogłabym dostać zawału. Wniosek jest jeden - częściej przesiadywać w kawiarniach. I matki i Fruzie mają się tam całkiem nieźle!;-)

      Usuń
  2. Martyna tak targała Kasię jak mniejsza skończyła 10 mies. Za każdym razem przechodziłam zawał z osiwieniem i ocipieniem ale wyobraź sobie, że nigdy nic się nie stało. Fenomen co? Teraz już Kasia za duża ale po przeczytaniu Twojego wpisu normalnie przeżyłam zawał po raz kolejny i znowu przybyło mi siwych włosów ;)
    Ps. Rudolf kocha Fruzię to zgadza się na wszystko :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie ta kwestia, która troszkę mnie martwi, kiedy myślę o rodzeństwie dla Fruzi. Dwójka dzieci + Rudolf. Biedny sierściuch!
      PS. Dobrze, że Martyna poczekała chociaż te 10 miesięcy...;-)

      Usuń
  3. U mnie też byłby zawał murowany - a i Bąbel pewnie nie zniósłby tego lądowania tak dzielnie ze swoją histeryczną, panikarską naturą ;) Tobie gratuluję mocnych nerwów , a Fruzi - pomyślnie zdanych "testów zderzeniowych" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żeby tylko tak ktoś mógł mi obiecać, że to był ostatni taki test!;-)

      Usuń
  4. Tylko spokój może nas uratować ;)
    I oczywiście popieram koncepcję Rudolfa! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, spokoju nam trzeba! I duuużo herbaty! (Najlepiej jakiejś melisy. Zresztą kto wie, co w tej herbacie było, że tak spokojnie do tego podeszłam;-))

      Usuń
  5. Ależ one są z gumy!! Z GUMY!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I do tego z takiej dobrej, balonowej! Tak łatwo nie pękają!;-)

      (Dwuznaczność tego komentarza nie była zamierzona.)

      Usuń
  6. OMG ! dostalabym palpitacji... zarówno Gwiazda ( wyszkolona przez starszego brata) jak i ja i synek (ten przede wszystkim panikarz z Niego ;-) i przesadnie troskliwy jest) dostalaby histerii gratuluję opanowania Litermatko :-) a Fruzia jedt nie do pobicia!.Ps: Czytając poprzednie notki tj jeden tydzien mam nadzieję , że juz Wam lepiej ! zdroweczka dużo Kochani a dls Rudego poglaskania za uszkiem! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak, Nicole, już nam zdecydowanie lepiej! Jakieś światełka na horyzoncie się tlą, więc poskładamy jakoś zdrowie, znajdziemy pracę, poradzimy sobie z tęsknotą i generalnie będziemy piękni i młodzi:-) :-*
      Mam nadzieję, że moje opanowanie nie było jednorazowym wyskokiem:-)

      Usuń