O ponownych spotkaniach

czwartek, lutego 18, 2016

Niespodziewane wejście mężczyzny do bejbikowej sali w Różowej Chmurce zwykle oznaczało kilka cennych dla personelu sekund oddechu. W tym czasie Lucasy niemal jednocześnie zarzucały wszelkie aktywności in progress, począwszy od tych pożądanych, jak jedzenie, a skończywszy na tych przyprawiających mnie samą o myśli, że ja się do tej roboty nie nadaję, do których to aktywności zaliczałyśmy na przykład rzucanie się ze szczytu zjeżdżalni głową w dół. Bez spadochronu. (Rzecz jasna zaniechanie akurat tej czynności mogło odbyć się jedynie przed jej rozpoczęciem, w trakcie lotu już niekoniecznie.) Kiedy do sali wchodziła kobieta, tylko nieliczne Lucasy przyglądały jej się przez ułamek sekundy z ciekawością, po czym w te pędy wracały do swoich zajęć. Mężczyzna zawsze wzbudzał większe zdumienie / fascynację / irytację  lub przerażenie małych ludzi. Najwyraźniej faceci mają w sobie to coś. Albo wręcz przeciwnie, czegoś im brakuje.

Nic więc dziwnego, że Drugiemu Dziadkowi Fruzia przypatrywała się zdecydowanie dłużej niż przybyłej ponad tydzień później Drugiej Babci. Nie było w niej lęku, o nie, wszak ze wszystkimi Dziadkami Fruzia regularnie odbywa na skypie głębokie i (nie)poważne rozmowy o życiu, niemniej jednak ciekawi byliśmy, jak kilkumiesięczna rozłąka w realu przełoży się na ponowne spotkanie z Drugimi. Dziadka przejęliśmy w posiadanie późnym popołudniem przechodzącym we wczesny wieczór, co tylko mogło spotęgować wszelkie nowe wrażenia u Tasmana, a jednak Fruzia nie zamierzała grać roli sierotki przyczepionej do spódnicy mamy. Tym bardziej, że spódnice u mamy to tylko od wielkiego dzwonu. Wsparta na ramieniu taty bacznie i z widoczną fascynacją przypatrywała się facjacie Dziadka, wsłuchując się w jego głos. No skądś cię znam, skądś cię znam, zdawała się myśleć. Czekaj, daj mi sekundę, zaraz sobie przypomnę... I voila! Mogę przysiąc, że na ułamek sekundy nad głową Fruzi rozbłysła żarówka oświecenia. Jeszcze chwila, a ujrzelibyśmy jak małą łapką klepie się w czoło. No jasne, Dziadek! 

Przez kilka następnych dni coraz bardziej wciągała Dziadka w swój świat. Notorycznie zdejmowała mu czapkę, kiedy Tata zabierał Rudolfa na rundkę wokół osiedlowych trawników. Wręczała mu swoje książki, za nic mając barierę językową, którą napotykał Dziadek otwierając "Your First 100 Animals" czy "That's Not My Snowman". Dziadek zresztą też nie dostrzegał żadnych trudności w lekturze. Czytał wnuczce po polsku, w Pongliszu, a jak wyczerpał mu się zapas słów, przepytywał mnie z angielskich słówek. Razem otwierali i zamykali różne głośne szufladki, przyciskali guziki generujące hałas (choć może to były odgłosy zwierząt i tylko w mojej skołowanej głowie brzmiały jak łomot) oraz usiłowali nie stracić zębów, poruszając się w bałaganie produkowanym przez Fruzię. Oboje nie mogli doczekać się klocków. Drugi Tata, budowniczy z prawdziwego zdarzenia, z rozrzewnieniem wspominał czasy drewnianych klocków, a los zrządził, że pudło takowych przyszło pocztą w ramach rodzicielskiego prezentu dla Fruzi kilka dni przed jej urodzinami.
- To kiedy Fruzia je otworzy? - pytał Tata z nadzieją w głosie.
No właśnie, mamo, kiedy?, zdawał się pytać mały Tasman, przewracając paczkę z prawej na lewą, z dołu do góry, żeby klocki jeszcze bardziej gruchotały.
- Jeszcze kilka dni, spokojnie - tłumaczyłam, zastanawiając się, które z nich bardziej się niecierpliwi, odliczając do wielkiego dnia.

A potem przyjechała Babcia.

Fruzia zobaczyła ją przez okno jak wysiada z samochodu, łapie nasze spojrzenia i macha nam radośnie. Uśmiechałyśmy się wszystkie trzy, Fruzia chyba najszerzej. Zza szyby wciąż jakby wszystko jej się zgadzało. Było jak na skypie! Dopiero kiedy Druga Babcia przekroczyła próg Piątej Chatki, Fruzia znów się zdumiała. Patrzyła, skanowała, badała... a potem jednym zgrabnym ruchem złapała za okulary Babci! Wszystko jak za dawnych czasów z pierwszego spotkania z Babcią Mamuśką. Fruzia nic się nie zmieniła w tej kwestii. Druga Babcia musiała więc odkładać okulary za każdym razem, kiedy zapragnęła wziąć wnuczkę na ręce. Najwyraźniej Fruzia lubi patrzeć bliskim głęboko w oczy.
A także przeglądać zawartość ich walizek.
- Fruziu, chodź, zobacz, co babcia ci przywiozła! - usłyszał Tasman i postanowił skorzystać z zaproszenia dość (nad)gorliwie.
Złapała za książeczkę, którą wręczyła jej Babcia, po czym dwa raczki w tempie perszinga później siedziała już w przedpokoju przy otwartej walizce, kolejno wyrzucając na podłogę wszystko, co się w niej znajdowało. Pach, poleciały Lubisie. Pach-pach, wyfrunęły prezenty urodzinowe. Fruuuuu! Ubrania i kosmetyki Drugiej Mamy znalazły się na progu kuchni. I co za radość na małym licu!
- Bardzo zaradne dziecko! - zaśmiewała się Druga Mama.
- Jesteś dokładnie taka sama jak Rudolf! - orzekł z dumą Inżynier.

Babcia pilnowała, żeby nie zgubić Fruzi z oka. Woziła ją w kartonowym pudle Poczty Polskiej udającym auto. Miałyśmy z Mamą wrażenie, że nigdy jej się to nie znudzi. (Chwała Poczcie, że ich kartony nie są niezniszczalne i wreszcie bryka rozpadła się na kawałki.) Ćwiczyła z wnuczką zapoczątkowaną przez matkę naukę dobrych manier.
- Dzia! - mówiła Babcia za każdym razem, kiedy Fruzia podawała jej smoczek / zabawkę / kubek.
Podawała w trybie niedokonanym, bo oddać jednak nie chciała.
- Ale intencje ma dobre - obtłumaczała wnuczkę Babcia, a figliki w jej oczach tańczyły macarenę.
Kulały po podłodze piłki, które jakimś cudem zawsze lądowały pod sofą, oglądały obrazki w książeczkach i uczyły (się) chodzić. Fruzia niedawno skumała, co się robi z nogami, kiedy ktoś trzyma ją za ręce w pionie. I chociaż wciąż wygląda, jakby usiłowała opanować sztukę tańca baletowego w połączeniu ze szczudłami, jest z siebie bardzo dumna. Tak dumna, że jak wędruje, to nawet Przyjaciel Smoczek z wrażenie wypada jej z buzi.
- Popatrz, popatrz, ona idzie! - cieszyła się Druga Mama.

A ja tylko wzdychałam.

Z radością i zachwytem, bo widok to dla nas niecodzienny. Babcia z wnuczką, małe dłonie w dużych.

I ze wzruszenia, że nasz Tasman robi się coraz bardziej samodzielny.

You Might Also Like

4 komentarze

  1. 100 lat Fruziu niech uśmiech zawsze gości na Twej buzi rosnij zdrowo :-). Ach Ci Dziadkowie ! są niezastąpieni :-) Moja Gwiazda też uwielbia wszystko wyrzucać czasami uda jej sie z powrotem włożyć. Ach te dzieci. ..

    OdpowiedzUsuń
  2. 100 lat dla Fruzinki, samych uśmiechów na małej buźce i szalonych pomysłów, coby mama miała o czym pisać :) Cudowny obrazek, wreszcie nic nie stanęło na Waszej drodze i doczekałaś się Rodziców u siebie:) Coz Dziadki są niezastąpieni i ich miłości do wnuków do niczego się porównać nie da, obserwując swoje dzieci doszłam do wniosku, że moi Rodzice bardziej kochają swoje wnuczęta (mają ich czwórkę - dwie moje dziewczyny i dwóch chłopców mojej starszej siostry, a w październiku dojdzie jeszcze jeden egzemplarz młodszej siostry :) niż nas - swoje dzieci. Chyba dlatego tak mi się wydaje bo naszym dzieciom pozwalają prawie na wszystko. Wyciskajcie z każdej chwili maksymalnie dużo i cieszcie się swoim towarzystwem :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sto lat, sto lat, niech żyje, żyje nam ! :) Wszystkiego dobrego dla Fruzi - i niech ta Wasza rodzinna wielopokoleniowa sielanka trwa w najlepsze jak najdłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczyny, Fruzia bardzo dziękuje za życzenia! Wciąż nie mogę uwierzyć, że mamy roczniaka w domu! Dopiero ogarniamy się po dłuuuugim świętowaniu, ale za to bagaż opowieści robi sie coraz cięższy!:-*

    OdpowiedzUsuń