Rodzinne dialogi (2)

sobota, stycznia 30, 2016

 Inżynier wraca wieczorem do domu i natychmiast po ujarzmieniu szalejącego laba jeszcze w przedpokoju pobiera ode mnie Fruzię. Gada z nią, śmieje się, po czym pociąga znacząco nosem i pyta:
- Czy ona nie ma pełnej pieluchy?
Ja nic nie czuję, ale zaglądam małej pod bodziaka. Od kataru mam zatkany nos, więc kto ją tam wie... Nie, pieluszka sucha.
Inżynier wciąż jednak usiłuje odnaleźć przyczynę nieprzyjemnego zapachu, więc niucha w powietrzu jak Rudolf. W końcu pyta podejrzliwie:
- A kiedy Fruzia ostatnio się kąpała?

Córko, jak dorośniesz, opowiem Ci o tej haniebnej zniewadze ze strony ojca Twego!

Patrzę na Męża Mego z dziwną miną, bo nie mam pojęcia, o co mu chodzi, kiedy raptem dociera do mnie, co może tak podrażniać czuły nos Pifka.
- Już wiem!- wykrzykuję. - Zrobiłam Fruzi syrop z cebuli na kaszel!

A tymczasem w Moim Rodzinnym Town...

Mamuśka wraca z babskiej imprezy i opowiada o niej mężowi.
- Świetnie było, naśmiałyśmy się za wszystkie czasy, babskie spotkania są najfajniejsze, wypiłyśmy trochę winka, ja zjadłam taką pysznę sałatkę z pora...
- Ha! - przerywa jej Ojciec Dyrektor z satysfakcją kogoś, kto rozwiązał właśnie zawiłą zagadkę kryminalną. - To ten por tak mi tu śmierdzi!

Sami widzicie, że się nie myliłam. Mąż Mój i Ojciec Mój mają wiele wspólnego. (Ratunkuuuu!)

***

Rozmawiam z Mamuśką na skypie. (Kiedyś, jeszcze w Polandii, planowałam założyć blog pod tytułem “Zadzwoniła do mnie Mamuśka...” Mam wrażenie, że teraz mogłabym prowadzić podobny - “Rozmawiam z Mamuśką na skypie”.)
- Wiesz, nie martwiliśmy się specjalnie o to orzeczenie adopcyjne – mówię. - Ale po tych wszystkich opóźnieniach od czasu do czasu na ułamek sekundy zdarzało mi się brać pod uwagę scenariusz, że komuś w sądzie coś się odwidzi, coś wymyślą, czegoś zabraknie i będą chcieli zabrać nam Fruzię. I natychmiast zamierałam na samą myśl o takim horrorze.
Mamuśka odruchowo przykłada dłoń do klatki piersiowej.
- Boże, nawet o tym nie mów! - wzdycha.
- Ale my i tak byśmy jej nie oddali – uspokajam ją. - Mieliśmy już w głowach gotowy plan ucieczki z Fruzią na drugi koniec świata.
Mama zaczyna się śmiać. Taką emigrację z pewnością sama by poparła.

Godzinę później daje mi sygnał na komórkę, żebym jeszcze raz odpaliła skype'a. Normalka. Odkąd Mama jest na zwolnieniu, nie dość, że gadamy codziennie, to jeszcze po kilka razy w ciągu jednego dnia. Rodzicielka twierdzi, że to niesamowite, że dzieli nas tyle kilometrów, a ona i tak czuje, że bierze aktywny udział w życiu wnuczki.
- Mówiłam Dyrektorowi o waszym planie awaryjnym na wypadek kłopotów sądowych – zaczyna ze śmiechem. - I twój tatuś oświadczył całkiem poważnie, że nigdzie nie musielibyście uciekać, bo my już jesteśmy starzy, trochę posmakowaliśmy życia, więc nie byłoby nam tak żal, gdyby nas zamknęli. Zwyczajnie pozabijalibyśmy kogo trzeba, a wy moglibyście dalej sobie żyć z Fruzią.

To tak na wypadek, gdyby ktoś miał jakieś 'ale' do mojej mafijnej rodziny.

***

Sięgam po telefon, żeby puścić Mamuśce sygnał. Znak, żeby weszła na skype'a, bo już czekamy. Fruzia od razu sadowi się przed laptopem i nie może doczekać się rozmowy z Babcią.
- Mamuśko, jak ona zacznie już więcej kumać i nauczy się mówić, to jestem pewna, że na pytanie, gdzie mieszka Babcia, odpowie, że na skypie!
Rodzicielka oczywiście uderza w śmiech.
- A jak przyjadę, to przyniesie mi laptopa i oznajmi, że jeśli chcę z nią pogadać, to mam wskakiwać do monitora!

Jak znam własną Mamę, dla wnuczki zrobi wszystko.

You Might Also Like

4 komentarze

  1. To z naszych rodzinnych dialogów:
    Martyna wozi po podłodze Kasie usadowioną w kartonowym pudle, w którym przywieźliśmy zakupy, jak zwykle Martyna jest bez łapci
    - Martyna załóż łapcie
    - mama chyba się dzieckiem teraz zajmuję nie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Słodko:-)Gdyby co to mam fajną piwnicę, 4 duże pokoje z łazienką - kto by was tam u mnie szukał?:-))))

    OdpowiedzUsuń
  3. :)))) To się czyta, no! :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ładne. I krzepiące ze względu na solidarność rodziny.

    OdpowiedzUsuń