O zimie na Ranczo

czwartek, stycznia 07, 2016

Budzę się w okolicach szóstej nad ranem. Fruzia daje znaki z łóżeczka, ale wiem, że to jeszcze nie jej, a już na pewno nie nasza!, pora na pobudkę, więc wyskakuję szybko spod cieplutkiej kołdry i pędzę, aby ją dotulić jeszcze choćby na czterdzieści minut snu. Jesuuuuuu, jak zimno! Znów położyłam się spać w koszulce na krótki rękaw i znów jestem zaskoczona, jak pieruńsko lodowato potrafi być rano. Wisząc na barierce łóżeczka, przestępuję energicznie z jednej nogi na drugą, żeby się rozgrzać. Nie wiem, jakim cudem Inżynierowi i Fruzi nigdy nie jest tak zimno... Kiedy malutka zaśnie, popędzę jeszcze do kuchni włączyć ogrzewanie. Jeden przycisk i za kilka minut w mieszkaniu zrobi się ciepło. Zawsze w takie chłodne poranki przypomina mi się zima na Ranczo.

Spaliśmy pod pierzynami. Takimi wielkimi, puchatymi, które miały jednak tę wadę, że pierz przesuwał się w dowolną stronę wedle własnego widzimisię, można więc było skończyć z ogromną, pierzynową bezą na górnej części ciała i cienkim, bezpierzowym materiałem na nogach, lub - co zdarzało się zdecydowanie częściej - odwrotnie. Człowiek usiłował w nocy przykryć się po samą brodę, ale jedyne, co mu się udawało, to naciągnąć kawałek sflaczałego materiału na korpus. Całe ciepło kumulowało się na stopach, trzeba więc było się odkryć, wstać i wyrównać pióra. Nie raz słyszałam w nocy przekleństwa Wielkiego Brata i kuzynostwa i ich wściekłe"jak ja tego nie cierpię!" Poduszki, też wypchane pierzem, często kłuły. Końcówki piór przebijały materiał i poszewkę i wyłaziły na wierzch. Można było takie pióro wyskubać z poduszki, ale efekt czasem był taki jak z wyjmowaniem chusteczek nawilżających - jedno pociągało za sobą następne. Zresztą Babcia zabraniała nam skubania pościeli...

Rano w całym domu tak przeraźliwie piździło, że nikt nie odważył się wystawić koniuszka palca spod pierzyny dopóki Dziadek, a potem Babcia, nie napalili w piecach. Wypuszczaliśmy kłęby pary przy oddychaniu, jak zawodowi palacze. Gorzej, jeśli człowiekowi zachciało się siku... Nawet Mamuśka Moja, na co dzień zwierzę zimnolubne, piszczała w poduszkę, że boi się wstać i przytulała się do mnie jeszcze mocniej. Matkobosko, a przecież u Dziadków długo nie było łazienki ani toalety, wychodek był na końcu podwórka, a zimy były prawdziwymi zimami, pamiętacie je? Na szczęście na lżejsze potrzeby fizjologiczne w nocy i nad ranem Dziadkowie mieli coś, co - idąc z duchem czasu i kreatywnej terminologii -  można by nazwać mobilną toaletą. Mówiąc nienowocześnie i bardziej dosadnie, w sieni stało wiadro...

W kuchni za to stał wielki piec, na którym się gotowało, a w pokoju piec kaflowy. Kiedy w nich rozpalono, oba długo dawały ciepło, ale też powoli się rozgrzewały. Dopóki Dziadek żył, to on wstawał bladym świtem i wrzucał do nich węgiel i drewno z szufelki, która musiała mieć chyba ze sto lat. Mamuśka wspomina, że kiedy była młodsza niejeden zimowy wieczór spędziła, opierając się o boczną ścianę kaflowego. Czasem ćmiła papierosy w ukryciu przed Babcią. "Dmuchej w popielnik", upominała ją legendarna Prababcia Joasia, która kryła Mamuśkę przed własną córką. Czasem Babcia siadała na brzegu któregoś z łóżek i sama do siebie wyliczała na głos, ile chlebów musi kupić. "Kupię cztery, bo chłopaczyska lubią zjeść", mruczała. "Albo lepiej pięć... tak, kupię pięć", decydowała po chwili namysłu. Zniecierpliwiona Handziukowa czasem nie wytrzymywała i błagała spod kołdry: "Mamo, kup pięć, ale daj nam spać!" Moja Rodzicielka wspomina to dziś z wielką tęsknotą. "Co ja bym dała, żeby jeszcze raz ją usłyszeć i poczuć, że siedzi na brzegu łóżka....", mówi.

Późnym rankiem w domu było już tak ciepło, że wszyscy zapominali o strasznym poranku. Do następnego takiego. Na piecu w kuchni stały wielkie gary, rondle i patelnie, w których Babcia od rana coś mieszała, a ciężki czajnik, w którym gotowało się wodę na herbatę był na tyle pojemny, że mógł napoić pułk wojska.

Przy odrobinie szczęścia ferie mieliśmy ze śniegiem. Ranczo położone jest na wzgórzu, więc jeden z ogródków Dziadków zamieniał się zimą w jedną wielką zjeżdżalnię. Nie zawsze mieliśmy sanki, ale pamiętam, że z powodzeniem zjeżdżaliśmy też na tyłkach albo własnych butach. Pamiętam szczególnie jedne Święta Bożego Narodzenia, kiedy solidnie przyśnieżyło. Musiałam mieć wtedy 6 może 7 lat, nie jestem pewna.W wigilijne popołudnie Starszyzna pozwoliła nam się bawić na podwórku przed wieczerzą. Wróciliśmy przemoczeni i przemarznięci do szpiku kości. Mamuśka nie mogła wtedy pojąć, jak może chodzić w taki mróz po dworzu w tak zamrożonych rękawiczkach. Ale jak inaczej ulepić porządnego bałwana? Zresztą, wspomnienia Mamy z jej Ranczerskich zim są bardzo podobne. Tylko mróz w nich jeszcze bardziej jakby mroźny, śnieg bardziej skrzypiący pod stopami i zdecydowanie go więcej.

Później wszystko się zmieniło, a Ranczo dzisiaj to już zupełnie inna bajka. Zimą w naszych rodzinnych stronach rzadko jest śnieg. W domu Dziadków nie ma kaflowych pieców, jest za to kotłownia, w której pali się szybko i sprawnie, a ciepło rozlewa się po całym domu z grzejników. Jest łazienka i toaleta, więc nikt nie marznie i nie biega do wychodka. Z dwóch mieszkań połączonych jedną sienią, Rodzice i Wielki Brat zrobili jedno duże mieszkanie. Jest taras, którego wcześniej nie było. Ogródków już nikt nie uprawia.

Ale mury domu na Ranczo to te same mury, które postawił Dziadek własnymi rękoma.

A kiedy nad ranem robi mi się naprawdę zimno, na myśl przychodzą wspomnienia z tamtego czasu. Nieważne, na jakiej szerokości geograficznej aktualnie się znajduję.

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Tak kiedyś to były zimy, nie to co teraz.. Nasze dzieci nie poznają raczej prawdziwej zimy.

    Piękne wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam bardzo podobne wspomnienia z wizyt u dziadkow na wsi. Dzis juz nikt nie wie co to wiadro? a jeszcze z takim przeznaczeniem:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam takie wspomnienia;)
    Ale i wasza Fruzia też pewnie będzie miała ranczowskie wspomniejia. Może inne ale tak samo ciepłe:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytając Twoje posty czuję się jakbym oglądała film, tak barwnie wszystko opowiadasz:) Masz u mnie Oskara za piękne zdjęcia:)
    P.S. Pamiętam te pióra! Wepchnąć ich nie potrafiłam, a wyjęcie tego jednego (uwierającego tak, że nie dało się spać) powodowało lawinę następnych. Tak źle i tak niedobrze;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Pędzę układać przemowę na galę;-)

      Usuń
  5. Ja najlepiej pamiętam babcine kaflowe piece, wysokie pod sam sufit - i tylko one NAPRAWDĘ dawały tyle ciepła, bo nasze obecne gazowe ogrzewanie to o kant tyłka rozbić - ile bym nie kręciła tym elegancko wbudowanym w ścianę ustrojstwem, to i tak zimno jak diabli. Fajnie jest mieć takie wspomnienia :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak u moich Dziadków :) Z tym, że u nas już były kaloryfery - przynajmniej ja takie czas pamiętam. Co do pierzyny mam dokladnie te same wpomnienia, dodatkowo u Babci na łóżku leżały (w dużym pokoju dla ozdoby) poduszki-jaśki z haftowanymi albo wyszywanymi poszewkami i z nich czasem też wyłaziły pióra (a ja lubilam je wyskubywać ;). Pamiętam zimy kiedy spokojnie można było zrobić wielgachnego bałwana, iglo i jeszcze wojne na śnieżki urządzić z dzieciakami z sąsiedztwa. Jak nie mieliśmy sanek to często zjeżdżaliśmy na workach po nawozach wypełnionych słomą :) Raz nawet podczas takich zjazdów (u nas górki tylko w lasach były) kolega złamał obojczyk, ale nie przeszkodziło mu to w dalszych workowych szaleństwach. Piękne wspomnienia masz, ja też i staram się do nich wracać jak najczęsciej, żeby mi to nigdy nie uciekło.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziewczyny, skoro wszystkie macie wspomnienia podobne do moich, to znaczy, że raczej nie ma tu nikogo poniżej dwudziestki;-) Nasze dzieci będą pamiętały te zimy, w czasie których spadnie kapka śniegu i dlatego tak bardzo wyryją im się one w pamięci:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no coś Ty my tu wszystkie mamy osiemnaście z haczykiem (mniejszym lub większym ;)

      Usuń
    2. Uff, to dobrze, ulżyło mi!;-) Tak naprawdę nie chciałabym przecież, żeby mojego bloga czytali starzy ludzie po 25 roku życia...:-)

      Usuń