O sylwestrowym (kinder)balu

sobota, stycznia 02, 2016

Prolog

Już w południe wskoczyłam w sylwestrową kreację (czarno-srebrna kiecka, czarne rajstopy i czerwone kapcie). Godzinę później moje rajstopy były okłaczone od góry do dołu. I to nie dlatego, że zapomniałam wydepilować nogi. O 19.00, kiedy większość nieokłaczonych ludzi dopiero udawała się na imprezy, nasz kinderbal był już w mocno zaawansowanym stadium. A dla niektórych (Fruzia) to się nawet zdążył skończyć.
__________

 Dwuletnia Ajka opowiada Inżynierowi, że w Wigilię pomagała lepić pierogi.
- A z czym te pierogi robiłaś? - podpytuje Mąż Mój.
- Z mamą – odpowiada mała.

***
 Tata Ajki opowiada o tym, jak trudno ostatnio uśpić małą. Ajka wymyśla tysiąc sposób na zatrzymanie rodzica przy łóżeczku.
- Porozmawiaj ze mną – prosi któregoś wieczoru.
Rozbawiony ojciec pyta:
- A o czym chcesz porozmawiać?
Dziecię wypala bez wahania:
- O żużlu.
Porozmawiali więc. Ajkowy Tata nie jest specjalnym fanem tego sportu, ale skoro córka pyta, to trzeba ją doszkolić. W sylwestrowy wieczór Inżynier sprawdza stan żużlowej wiedzy małej.
- Jaki kolor kasków mają zawodnicy?
Ajka myśli, po czym wypala:
- Biaaaaałyyyyy...
- Brawo! - chwali wujek.
- Bluuuuuu... - wylicza dalej mała.
- Super! - serce Męża Mego rośnie.
- Zielonyyyy.... - ciągnie Ajka.
Inżynier parska. Staje się jasne, że mała wymyśla.
- ...i pink! - kończy.
(Nad zielonym może bym się chwilę zastanowiła. Ale ten pink!)
- A jak mówimy na zawodników, którzy jeżdżą na motorach żużlowych? - testuje dalej wujek.
- Yyyy... - zastanawia się Ajka. - Kierowcy?
(No czyż można zarzucić dziecku brak logiki?)
Pifko ma niezłą zabawę z odpowiedzi Ajki.
- To powiedz mi teraz, ile okrążeń po torze robią żużlowcy?
- Dwadzieścia! - mówi z zapałem dziecko.
- A ile kół ma motor? - rzuca jej koło ratunkowe Inżynier.
- Jedno – słyszymy w odpowiedzi.
Pifko z uznaniem patrzy na swojego kumpla.
- Pełen szacun – mówi, tłumiąc śmiech. - Nieźle ją wyszkoliłeś!

***
 Ajka przechodzi fazę galopującej wyobraźni. Dużo rozmawia ze swoimi wymyślonymi przyjaciółmi, bawi się nieistniejącymi przedmiotami. W pewnym momencie podchodzi do leżącego na podłodze Rudolfa i udaje, że zawiązuje mu coś na szyi.
- A co ty teraz robisz? - pyta jej mama.
Ajka patrzy na nią, jakby odpowiedź była oczywista, po czym postanawia nas oświecić:
- On będzie kucharzem.
Wybuchamy śmiechem. Chyba wszyscy myślimy o tym samym. Wróżę śmierć głodową każdemu, kogo miałby karmić nasz sierściuch!

***
Fruzia jest wpatrzona w Ajkę jak w obrazek. Ajka - w Rudolfa. Ci ostatni biegają dziko z salonu do kuchni, z kuchni do salonu. Fruzia, na czterech, pędzi za nimi. Nie nadąża oczywiście, bo kiedy usiłuje dogonić ich w biegu do salonu, oni są już w drodze powrotnej do kuchni. Mijają ją hałaśliwie, a mała, trochę zdezorientowana, zmienia kierunek. I tak w kółko. Wreszcie siada w połowie trasy, w przedpokoju, i po prostu obserwuje Ajkę i Rudolfa.
Mądra dziewczynka.
Po mamusi.

***
Wieczorem Inżynier niespokojnie zerka w stronę lodówki.
- Zabraknie nam paliwa - mówi. - Trzeba jechać na stację.
Pojechali. Ajkowa Mama za kółkiem.
Po powrocie mówi mi, że chłopaki kupili strasznie cuchnące piwo.
- Śmierdzi kupą - relacjonuje obrazowo.
- Stella? - pytam, bo akurat zapachu tego piwa nie znoszę. A Ajkowa Mama jest w ciąży, więc może nie znosi go jeszcze bardziej.
- Nie wiem - mówi i patrzy na mnie zdziwiona. - To Stella zawsze tak śmierdzi?
- Niestety - odpowiadam zbolałym głosem.
W kuchni widzę, że to jednak nie Stella. A chłopaki kolejno wkładają pełne puszki z piwem pod ciepłą, bieżącą wodę i szorują je tam drutami do garnków!
- Co wy robicie? - pytam zaintrygowana.
- Powąchaj - mówi Mąż Mój i podtyka mi pod nos nieumytą jeszcze puszkę.
Odrzuca mnie na drugi koniec kuchni.
- W sklepie nie czuliśmy, bo puszki stały w lodówce - tłumaczy rozbawiony Inżynier. - Ale w samochodzie tak zaczęło walić, że podejrzewaliśmy siebie nawzajem o wdepnięcie w psie gówno. A to tylko nasze piwo!
- Bleee... - Ajkową Mamę przeszywa widoczny dreszcz. - Pewnie jakieś szczury biegały po nich w magazynie!
Pięć minut później Inżynier przynosi do pokoju dwie szklanice piwa. Jedną wręcza Ajkowemu Tacie.
- Z puszki ci nie zaproponuję... - mówi wesoło.
Szczury czy nie - coś pić trzeba.
Może nawet być ze szklanki.

***
Siedzimy w blasku świec i choinkowych lampek (rozbłysły wreszcie ostatniego dnia roku). Na sofie, na krzesłach, na dywanie. Rudolf leży pomiędzy nami, na środku pokoju, i miętoli coś w pysku. W pierwszej chwili nikt nie zwraca na niego uwagi. W końcu zauważam, że to chodniczek z kuchni, taki filcowy (prześladuje mnie ten materiał), który świetnie udaje mopa napędzanego naszymi kończynami. W tej samej chwili Inżynier też zauważa chodniczek w pysku sierściucha. Zrywa się z krzesła.
- Rudolfie, co ty robisz? - wykrzykuje z emfazą. - To jest przecież dobra szmata!
Parskamy śmiechem.
Oczyma wyobraźni widzę Bogusława Lindę, który tym swoim gangsterskim tonem stwierdza:
- Bo to dobra szmata była!

***
O północy składamy sobie życzenia, po czym pędzimy z Inżynierem do pokoju małej.
- Szczęśliwego Nowego Roku, kochana Fruziu! - szepczę nad jej łóżeczkiem.
- Niech ci się spełnią wszystkie marzenia - dodaje czule Inżynier. - I baw się dobrze ze starymi!
Głaszczemy malutką po głowie, śpioszkach. Fruzia śpi w najlepsze i w nosie ma, czy wkroczyliśmy właśnie w 2016, 2070, czy może 3000 rok. Do pokoju wchodzi Ajkowy Tata.
- A wy śpiącemu dziecku życzenia składacie? - śmieje się z nas. - Zaraz ją obudzicie.
Ma rację. Wychodzimy. W drodze do salonu szepczę do Męża:
- Popierdoliło nas, nie?
Ten odwraca się do mnie, pyszczycho ma rozjaśnione, prezentuje mi najszerszy uśmiech świata.
- No - stwierdza zadowolony.
I nie wygląda na kogoś, kto ma z tym jakiś problem.

_____________

Epilog

O pierwszej zasnęłam na sofie w połowie czyjegoś zdania. Imprezy z dziećmi mają tę niezaprzeczalną zaletę, że nie ma się po nich kaca, ale też szybko się je kończy. To znaczy matki nie mają kaca, gdyż bilans zysków i strat wychodzi niekorzystnie dla wersji z alkoholem. Poza tym życiowa mądrość ludowa autorki mówi, że dzieci zapewniają człowiekowi o wiele więcej wrażeń niż procenty we krwi. Choć inna mądrość ludowa głosi, że czasem procenty są potrzebne, żeby ukoić wrażenia serwowane przez dzieci... 
O drugiej obudził mnie Inżynier. Towarzystwo rozchodziło się na spoczynek. To znaczy panowie, bo Ajkowa Mama też zarządziła swój osobisty odwrót zaraz po moim odpłynięciu w niebyt. 
- Nie przyniosłem materaca ze schowka - mówi Mąż Mój.
(Wiem. Mniej więcej od godziny dwudziestej wiedziałam, że już go raczej nie przyniesie.)
- Prześpisz się na sofie? - pyta mnie przymilnym tonem.
Spoko. W końcu i tak już na niej śpię.
- A ty? - pytam.
- Ja położę się na dywanie.
Przyniosłam mu kołdrę i koc. Poduszkę zarekwirowałam dla siebie. On przywlókł sobie pod głowę... legowisko Rudolfa. Miękkie, skórzane poduchy, pozostałość po poprzedniej sofie. Umościłam się z powrotem na kanapie, zamknęłam oczy... 
I czuję, że ktoś się na mnie gapi.
Rudolf, ma się rozumieć.
- O nie! - protestuję. - Nie śpisz ze mną, jest za mało miejsca!
Sierściuch siada na tyłku i dalej świdruje mnie tymi swoimi brązowymi oczami. Znacząco kładzie łeb na kocu, kalkuluje w tej swojej rudej głowie, czy jak wskoczy, będzie miał się gdzie ułożyć. Wiem, że wystarczy jedno nieopatrzne 'hop' i już będzie na sofie, a wtedy będzie spał na mnie. Bardzo dziękuję za tę wątpliwą przyjemność.
- Idź na swoje legowisko - mówię mu. 
(Jakby kanapa nim nie była!)
- Nie! - krzyczy gwałtownie Inżynier. - Ja mam na nim głowę!
Aaaa, rzeczywiście.
Rudolf odpuścił po kilku jęknięciach, wielu ciężkich westchnieniach i upierdliwym kręceniu się w tę i z powrotem. Ostatecznie ulokował się na kołdrze obok Inżyniera. Biedny, okradziony z godności sierściuch...

Jeśli ktoś (Mamuśka) mówi mi, że rozpieszczamy Fruzię, zawsze odpowiadam temu komuś (Mamuśce), że rozpieszczony to jest Rudolf. To pierwsze dzieci (Wielki Brat) są rozpieszczone, kolejne (ja) nie mają już na to szansy!

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Znam to spojrzenie o treści " no ustap mi miejsca, zejdz, siedzisz na moim miejscu "... czyli na kanapie. ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A najlepsze jest to, ze sami na to pozwolilismy...;-)

      Usuń
  2. Świetny Sylwester! Oby taki wesoły był cały rok!

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczęśliwego Nowego Roku ! wszystkiego najlepszego najpiękniejszego najcudowniejszego dużo zdrówka szczęścia pomyślności radości miłości! spełnienia marzeń :-) buziaki wielkie dla Was i dla Rudolfa poglaskania i drapki za uszkiem oraz buziak w psi nos :-).Nasz Sylwester wyglądał podobnie tylko nie mamy psa ;-) acha i stanowczonprotestuje Stella nie śmierdzi :-D tylko pachnie mleczkiem i dzidzia :-D ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, masz racje, TA Stella pachnie pewnie bosko! :-) Kochana, dla Was rowniez wszystkiego, co najlepsze, na ten Nowy Rok! Niech dzieciaczki zdrowo rosna i rozrabiaja w granicach normy. A gdybys chciala kiedys sprobowac Sylwestra z psem, to za rok wyslemy Wam naszego paczka;-)

      Usuń
  4. Sylwester jak u nas ale udało mi się zorganizować opiekę nad śpiacymi dzieciakami na godzinkę i wyskoczyłam na ognisko za dom :) Milo powitaliśmy Nowy Rok - mimo że w domu z 4 dzieci (11 lat, 5 lat i 2×po 1,5 roku), ogólnym rozgardiaszu oraz poszukiwaniu zaginionego po północy psa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noooo, kochana, to u Was licznie było! I mieliście ognisko, to lepsze niż fajerwerki! A pies to sobie taką wyprawę dalszą gdzieś zrobił, czy po prostu chował się przed hałasem?

      Usuń
  5. (Czerwone) kapcie są najważniejszym elementem każdej szanującej się sylwestrowej kreacji. I u mnie takiż dodatek do ałtfitu był;)
    A życiowe mądrości Autorki w temacie procentów - obie mądrości! - można sobie spokojnie drukować, oprawiać w ramki i sruu na ścianę. Sama prawda;)
    Niech nie tylko Fruzia dobrze się bawi ze starymi w tym roku. Starym też niech będzie wesoło z Fruzią!
    No i z Rudolfem rzecz jasna. Najwyraźniej rozpuszczonym jak dziadowski bicz;)
    (U nas w charakterze rozpieszczonego pierwszego dziecka występuje kot. Z piekła rodem.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leśna, ale to dobrze, że w kwestii rozpieszczenia padło na Rudolfa i Waszego kota. Zawsze łatwiej ich zostawić w domu niż dziecko, które może narobić wstydu wśród ludzi, ha!:-) Wesołego również i dla Was!
      PS. Kapcie rządzą! Przynajmniej rano nogi nie bolą od obcasów!

      Usuń