O smaku dzieciństwa

wtorek, stycznia 26, 2016

Wpis powstał we współpracy z marką H&H Family Bakery



Jestem z pokolenia, które pamięta jeszcze kolejki w sklepach i kartki na mięso. Bardzo mgliste i rwane są to wspomnienia, jakieś migawki jedynie, bo musiałam mieć 7-8 lat, niemniej jednak sobotnie poranki pamiętam bardzo wyraźnie. Mama wyganiała mnie lub Wielkiego Brata do sklepu po chleb, bo przecież w sobotę było on czynny tylko do 14.00, a w niedzielę to jedynie auto można było zatankować na stacji. W naszym Blaszaku ludzki wężyk zwykle ciągnął się od lady do samych drzwi. Ludzie nerwowo przestępowali z nogi na nogę, ktoś się o coś wykłócał, ktoś zbyt głośno plotkował. Nie znosiłam tego przesuwania się do przodu o pięć, dziesięć centymetrów i wypatrywania, ile osób jeszcze przede mną. Jak gdyby to mogło coś zmienić. Uwielbiałam jednak zapach świeżego pieczywa i ten moment, kiedy wracałam do domu i od progu krzyczałam, że "dupka dla mnie!" Dupka, czyli przylepka. Ta fajna, chrupiąca końcówka chleba. A i tak mama zwykle kroiła dupki z dwóch stron, aby uniknąć awantury pomiędzy mną a Wielkim Bratem. Cały ciepły, pachnący bochenek znikał w ciągu kilku minut. Mama zawsze miała to wliczone w swoje żywieniowe kalkulacje.

W dorosłym życiu trudno już było o ten smak. Owszem, staraliśmy się kupować pieczywo w dobrych piekarniach, ale w trybie intensywnego życia zawodowego i kilku przeprowadzek ciężko było o stałe miejsce, które spełniałoby nasze oczekiwania. Po przyjeździe do Krainy Deszczu było jeszcze gorzej. Nie chcę przez to powiedzieć, że tutaj nie można kupić dobrego chleba, ale w okolicach Cegiełki, a teraz Piątej Chatki, naprawdę nie ma sklepu, w którym dostalibyśmy pieczywo choć w połowie tak dobre w smaku jak to, za którym tak tęsknimy. Nie wspominając o jego wartościach odżywczych.

Dlatego możecie wyobrazić sobie moją radość, kiedy okazało się, że w okolicach Piątej Chatki powstaje piekarnia z prawdziwego zdarzenia! Mała, lokalna, ale z domowymi wypiekami, z pieczywem z dobrych mąk prosto z młyna. Nie muszę chyba dodawać, że ciekawość natychmiast wzięła górę i popędziliśmy podglądać nowo powstające miejsce. Naprawdę nie sądziłam, że ten spontaniczny wypad do Sąsiedniej Wioski skończy się na pierwszej w moim życiu współpracy reklamowej.

Główny piekarz i właściciel firmy H&H Family Bakery (- Współwłaściciel - poprawia mnie za każdym razem. Ale ja uparcie twierdzę, że to on jest głównodowodzącym i mózgiem całego przedsięwzięcia. I wiem, że jego biznesowa partnerka nie będzie miała mi za złe, że tak to ujmę. Ją też poznałam. Fajna babka!) podkreśla, że piekarnia jeszcze nie ruszyła, ale to kwestia najbliższych tygodni, a dobra reklama przyda się jeszcze przed uroczystym otwarciem. A polecam ich z czystym sumieniem, ponieważ od dłuższego już czasu mam zaszczyt testować produkty z oferty H&H Family Bakery. A są to:

- kilka rodzajów chleba - na zakwasie, z ziemniakami, z ziarnami, razowe i jasne
- bułki
- bagietki
- brioche
- cynamonki
- danisze z czekoladą

... a wszystko świeże prosto z pieca, chrupiące, pachnące i taaaak pyszne, że nie znam nikogo, kto oparłby się takim delicjom!

- To smak mojego dzieciństwa - wyznałam Inżynierowi podczas jednej z moich (licznych) degustacji chleba. Tym razem był to chleb z ziemniakami, ale uwierzcie mi, jego smak nie ma z nimi nic wspólnego! To jest raj, kochani, raj na ziemi. W dodatku całkiem blisko domu...

Głodni? Mam nadzieję. Jeśli tak jak my jeszcze nie tak dawno temu wciąż szukacie swojego chleba, a mieszkacie w Krainie Deszczu, stay tuned. Niedługo ruszy strona internetowa H&H Family Bakery i ja Wam tę stronę udostępnię. Nie mogę przecież zatrzymać takiego miejsca tylko dla siebie!

A tymczasem dane kontaktowe firmy:

Siedziba zarządu: Piąta Chatka
Produkcja i dystrybucja: Sąsiednia Wioska
Główny wykonawca: Inżynier Pifko
Promocja i public relations: Litermatka *
Asystent ds. public relations: Fruzia
Utylizacja odpadów produkcyjnych: Rudolf Sierściuchowłosy
Email: litermatka81@gmail.com

* Tylko mi nie piszcie, że dostałam tę pracę przez łóżko!

(PS. Wygląda na to, że to on będzie musiał zapłacić mi za reklamę przez łóżko. Stwierdził bowiem, że chwilowo jest niewypłacalny. Cholerni reklamodawcy!)

You Might Also Like

8 komentarze

  1. O mamo ! przyślijcie proszę trochę tych specjałów do G.!! TNT FEDEXEM;-) pokryję wszystkie koszty ;-). Ja mam taką francuską co prawda piekarnię niedaleko domu.. pyszne chleby, bułki, bagietki croissanty ach! jak tam wchodzisz od razu chce się jeść od samego zapachu:-). A i najlepsze pączki w mieście pod samym oknem :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, mysle, ze to sie da zorganizowac:-) Niech no tylko moj piekarz sie rozkreci i wrocimy do tematu!:-) Az sie glodna zrobilam przez Twoj komentarz, ale to znak, ze wracam do zycia, bo poleglysmy dzis z Fruzia w walce z wirusem jakims... :-*

      Usuń
  2. Ja dupki nigdy nie donosiłam do domu - uważałam, że w międzyczasie za dużo by straciła ze swojej chrupkości i gorącości;) Znikała więc w moich zębach, a do mamy donosiłam wymemłanego ogryzka.

    Nie pamiętam, żeby się kiedykolwiek o to zdenerwowała. Może dlatego, że byłam niejadkiem. Widać wychodziła z założenia, że lepiej jeśli zjem cokolwiek, nawet tak nieelegancko i w biegu, niż nic ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybym miała niejadka, też bym się cieszyła, że wsuwa chociaż chleb!:-)

      Usuń
  3. Przypomniałaś mi jak spedzając wakacje czy ferie na wsi u dziadków, Babcia kazał mi wstawać bladym świtem (o 8.30) i iść do sklepu stanąć w kolejce, bo o 9.00 przywozili pachnący i chrupiący chleb (który nota bene był na zapisy, więc jak się nie zapisałaś to dupa, chlea nie dostałaś, sklepowy w zeszycie odhaczał nazwisko i ilość bochenków), kilkanaście bułek, parę angielek i na sztuki chałkę, więc kto pierwszy ten lepszy i do chlebka mógł dodatkowo coś dokupić :) Babacia czasem chodziła wcześniej i nam coś "lepszego" na śniadanie przynosiła :)
    Gdybym tylko mieszkala w Krainie Deszczu wyrobiłabym sobie kartę stałego klienta (i rozpuszczała Fruzię czekoladami kiedy bym przychodziła na zakupy z dziewczynami moimi ;p).
    Zdrowiejcie, bo chory maluszek to totalna masakra!! A z zapchanym nosem to już nawet gorzej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli więc będziesz kiedyś planować mieszkanie w UK, u nas już masz zniżkę!

      Ach, te wspomnienia z wakacji i ferii u dziadków! U nich zawsze było najfajniej, prawda? A ten Twój blady świt to wręcz środek nocy był!;-)

      Usuń
  4. Ja też te dupki najchętniej miętoliłam ;)Pamiętam, że wracałam ze szkoły zawsze w towarzystwie tej samej koleżanki, która mieszkała obok - i kupowałyśmy sobie w piekarni jeden wielki bochen na spółkę (jeszcze cieplutki) i "obracałyśmy" go prawie w całości, zanim dotarłyśmy do domu. Na zjedzony obiad oczywiście potem nasze mamy już nie mogły liczyć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniałaś mi, że u nas przez moment w podstawówce też była moda na wyskakiwanie ze szkoły na przerwie do sklepu po drugiej stronie ulicy po bochen chleba. Kilka osób z takiego korzystało, a smakował lepiej niż jakiekolwiek inne słodkości:)

      Usuń