O małym Wielkim Bracie

poniedziałek, stycznia 04, 2016

Mamuśka opowiadała mi, że kiedy jej pierworodny był jeszcze w rozmiarze S, tak mniej więcej dwuletnim S, bo mnie nie było jeszcze na świecie, a mały Wielki Brat umiał już mówić, często spotykała się z dzieciatymi koleżankami kolejno w domu każdej z nich. Było im razem raźniej, weselej, mogły wypić kawę, bo dzieciaki też miały swoje towarzystwo. (I niech ktoś mi powie, że play date to wymysł dzisiejszych lajfstajlowych mamusiek!) Pewnego razu spotkały się u Rodzicielki. Mój mały Wielki Brat, który wtedy jeszcze bratem nie był, spokojnie bawił się na dywanie.
- Co ty gadasz, że on taki łobuz? - zagaiła koleżanka mamy. - Zobacz jak się grzecznie bawi, jak aniołek.
Mamuśka być może popadłaby w rodzicielski samozachwyt po takim komplemencie, gdyby nie była Mamuśką i nie miała dobrej intuicji. Mówiłam Wam, Rodzicielka Moja tak naprawdę pochodzi z książek Marqueza i Allende. Uśmiechnęła się więc tylko i proroczym tonem uroczyście odparła:
- Nie chwal, przyjacielu, nocy przed świtaniem - nie wiadomo z kim spać pójdziesz, a z kim rano wstaniesz!
Na te słowa Wielki Brat podniósł się i przytaknął Mamie:
- No właśnie.
Po czym, niczym niewierny Piotr trzy razy zapierający się Jezusa, oświadczył z mocą:
- Pierdolę! Pierdolę! Pierdolę!

Doprawdy nie rozumiem, dlaczego Mamuśka dziwi się, że przeklinam. Ja, rzekomo ta najgrzeczniejsza w klanie. Kto by nie przeklinał w takim klanie?

You Might Also Like

9 komentarze

  1. Hehe to dał czadu :) Niestety takich przygód z moimi siostrami nie pamiętam (między mną a starszą jest 2 lata róznicy, a mną i młodszą 4 lata). Ale moja starsza corka Martyna mając może ze dwa lata, może troszkę więcej (zaczęla mówić mając 1,5 roku), nie mogła poradzić sobie z łapciami i wzięła je w raczkę, popatrzył, rzuciła w kąt z tekstem: piedolone łapcie! i sobie poszła, a ja szczenkę z podłogi zbierałam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzieci czasami potrafią zaskoczyć ;)

      Usuń
    2. Red_Sonia, wyobrażam sobie Twoją minę, ha ha!:-) Ale Martyna miała w sumie rację, też bym się wściekła na niewdzięczne łapcie!
      Kamila, ja wciąż próbuję przygotować się psychicznie na kwiatki językowe Fruzi, ale jednocześnie zakładam, że do tego nie da się tak do końca przygotować;-)

      Usuń
  2. hahahaha!Czyli nie tylko ja bluzgam jak szewc;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, nie, nie tylko Ty! Generalnie traktuję przeklinanie jako sposób na wyrażenie emocji, pod warunkiem, że nie pełnią one funkcji przecinka oczywiście i nawet jeśli Fruzia kiedyś będzie kląć, to niech sobie klnie. Byle w odpowiednim miejscu i czasie. Czyli nie w przedszkolu, szkole, sklepie... I nie przed piętnastymi urodzinami!;-)

      Usuń
  3. :-) Moje kompromitowało rodziców w bardziej przemyślny sposób. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na przykład? Dawaj, Pieprzu! No chyba nie zostawisz mnie tutaj takiej zaintrygowanej?? Poza tym muszę być przygotowana na manipulację Fruzi!

      Usuń
  4. Huehuehue ! Ale jaja! :) No ale co - skoro w późniejszym okresie to podobno dziecko ciągle wstydzi się za rodziców, to trzeba i ich trochę pozawstydzać, dopóki z racji na wiek wszystko uchodzi płazem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też możemy to tłumaczyć:-) Ciekawe jest to, że po latach wszyscy traktują te historie jako dobre anegdotki do opowiadania przy rodzinnym obiedzie, a w momencie, kiedy się one dzieją, człowiek ma ochotę zapaść się pod ziemię...Nie mam złudzeń, że u nas będzie inaczej. Niestety.;-)

      Usuń