O kolejnej ostatniej wizycie

piątek, stycznia 22, 2016

Health visitor przybyła na swoją ostatnią wizytę we wtorek. Najwyższy czas przestać używać tej frazy, wiem. Nie ma czegoś takiego jak 'ostatnia wizyta'. A przynajmniej nie w tym znaczeniu, o jakim myślę.
- Powinnam była cię uprzedzić, że Fruzia jest już po właściwej stronie mocy - zaczęłam, zanim Kitty drugą nogą przekroczyła próg Piątej Chatki. - Ale kompletnie wyleciało mi to z głowy, a dziś rano zdecydowałam, że nie będę rujnować ci planu dnia - dokończyłam z nadzieją, że Kitty dobrze ukryje swojego wkurwa z powodu takiego obrotu spraw.
Pewnie wolałaby siedzieć sobie w przytulnym i ciepłym biurze niż ganiać tu do mnie i Rudolfa, który zostawił na jej płaszczu oraz w torbie trzydzieści osiem milionów pojedyńczych psich włosów.
Skłamałam. Najpierw owszem, zamierzałam zadzwonić, no bo kto w mojej sytuacji nie odwołałby wizyty, która już wcale nie musi się odbyć? Fruzia nosi to samo nazwisko co jej pies na metalowym znaczku przypiętym do obroży, więc tylko szaleniec zdecydowałby się po namyśle nie odwoływać tego spotkania.

Albo matka, która potrzebuje motywacji do posprzątania chaty.

Zgadza się, to o mnie. Strażniczka już dawno temu straciła swą moc i nie jest w stanie wywołać we mnie tego poczucia, że wypadałoby pozbyć się tych kęp Rudolfowej sierści z kątów. Opiekunka społeczna Fruzi chyba nigdy tej mocy nie posiadała, zresztą ona z początkiem grudnia tak jakby rozpłynęła się we mgle. Jedynie health visitor jeszcze trzyma mnie w jako takich ryzach. Nie żeby ona na jakąś pedantkę mi wyglądała, o nie. A przynajmniej nie bardziej niż Strażniczka. Jest coś jednak w jej funkcji, co sprawia, że czuję się lekko zobligowana do pobieżnego ogarnięcia chaty. Wiecie, żeby ten cały health, z którym ona tu przychodzi, nie natknął się na chlew.

Zamiast słabo skrywanej agresji, oblicze Kitty w ułamku sekundy wyraziło czystą, nieskazitelną radość. No proszę, a jednak. Kitty to fajna babka; z tej całej bandy nawiedzających nas ludzi z nią chyba najluźniej mi się rozmawia, ale na wszystkich świętych, nasze relacje nie są tak zażyłe, żebym zaczęła podejrzewać ją o aż tak wielką radość z powodu nowych aktów urodzenia Fruzi. (Które to dokumenty, imaginujcie to sobie, Szanowni Weterani, przyszły w całości i Royal Mail nie musiał składać nam kondolencji z powodu ich zgonu!)
- You've made my day! - powtórzyła Kitty jakieś osiem i pół razy, kiedy usłyszała newsy.
Ostatnie pół padło w drodze powrotnej do drzwi.
Wcześniej jednak, tak dla przyzwoitości, Kitty usiadła na chwilę na kanapie, nie zdejmując płaszcza z futrzanym kołnierzem, machnęła ręką na moją propozycję kawy lub herbaty, po czym dwa razy zapewniła mnie, że przygotuje dla Fruzi nową książeczkę zdrowia i oświadczyła, że cieszy się również dlatego, że wreszcie uwolnię się od niej i tej całej reszty ludzi. Jak ja ją za to lubię!
- Ciesz się córką i brakiem niechcianych gości - rzuciła, wstając z kanapy po jakichś siedmiu minutach. - You've sooooo made my day!

Nie wątpię. Pewnie zaraz po wyjściu z Piątej Chatki pognała na jakiś przedłużony lunch do domu. Albo na rozgrzewający seks w samochodzie.
Albo na jedno i drugie.

Na jej miejscu dokładnie tak bym zrobiła.

You Might Also Like

4 komentarze

  1. To mówisz, że teraz się już do Wa nie wejdzie do domu? Skąd ja to znam,sprzątam i sprzątam a za 10 min wszystko wygląda jak poprzednio ;) Dlatego czasem sobie odpuszczam i wtedy zdecydowanie trzeba się przedzierać jak przez dżunglę :D A dzisiaj mamy mieć jeszcze dodatkową dwójkę dzieci więc sajgon totalny. U nas jak się dziecko urodzi to tez są takie wizyty położnej, gdzieś tak do końca trzeciego miesiąca dziecka, również to motywacja do sprzątnięcia domu. Raz przyjechała pielęgniarka niestety bez zapowiedzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha, uwielbiam takie niezapowiedziane akcje! Kiedyś byłam umówiona ze Strażniczką na 9.30, a jej się coś pomyliło i zjawiła się o 9.00. Przyjęłam ją w mokrych włosach, spodniach od piżamy i jakimś dziwnym swetrze - na szczęscie sprzątnęłam wcześniej, ale jak sobie potem pomyslałam, jak musiałam fajnie wyglądać...:-) Tak, teraz u nas może być ciężko o porządek, ale tylko chwilowo, bo w przyszłym miesiącu zjeżdżają Rodzice, cała czwórka, więc nowa motywacja będzie!:-)

      Usuń
  2. No i wszyscy zadowoleni. Wy macie chatkę wysprzątaną i wreszcie święty spokój (lecz pewnie nie definitywnie ;) ), a ona wolne i pretekst, by jeszcze przez jakiś czas nie pokazywać się w pracy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, możemy złapać oddech. Czas pokaże, co dalej i na ile tego oddechu wystarczy;-)

      Usuń