Adopcja w UK (8): Panel adopcyjny

środa, stycznia 20, 2016

Na mojej osobistej liście najbardziej przerażających momentów w procesie adopcyjnym panel uplasował się na miejscu trzecim, tuż za pierwszą wizytą social worker i szkoleniami adopcyjnymi. Oczywiście listę utworzyłam sobie w głowie, jeszcze zanim cokolwiek zaczęło się dziać (brawo dla tej pani!) i szybko uległa ona dezaktualizacji, bo żadne z tych momentów nie okazało się przerażające. Stresujące - owszem, ale tylko przed oraz przez kilka pierwszych minut w trakcie. Niemniej jednak słowo panel odmieniliśmy w ojczystym języku przez wszystkie istniejące przypadki, panel śnił mi się po nocach (a raczej panele, bo na jednym historia się nie kończy), o panelu myśleliśmy i rozmawialiśmy coraz częściej i intensywniej w miarę zbliżania się do ukończenia Stage 2 procesu. Panel był stresującym, ale i bardzo wyczekanym momentem w całej tej przygodzie. Rekomendacja panelu stała się dla nas magiczną przepustką do rodzicielstwa. Trochę jak dwie kreski na teście - co prawda to tylko rekomendacja / dwie kreski i teoretycznie jeszcze wszystko może się zdarzyć, ale do cholery - wygląda na to, że będziemy mieli dziecko!:-)

W skład panelu adopcyjnego (Adoption Panel; jest jeszcze Matching Panel, ale o nim pogadamy innym razem) wchodzą eksperci od adopcji, opieki nad dziećmi, medyczni doradcy, psychologowie oraz adoptersi. W Anglii i Walii przynajmniej 3 osoby z tego towarzystwa + przewodniczący panelu muszą być niezależni od agencji, która was prowadzi. Kiedy my stawiliśmy się na spotkaniu z panelem, w sali było około dziesięciu osób. Nie licząc nas samych i Drugiej Strażniczki. Faktycznie, trochę onieśmielająca perspektywa, ale naprawdę było sympatycznie, a świadomość, że nikt nas nie zmuszał do uczestnictwa w tym osobliwym spotkaniu, dodawała odwagi. Pokażemy im na co nas stać! Pamiętajcie jednak, że w Anglii i Walii macie prawo odmówić wzięcia udziału w panelu - bowiem celem panelu nie jest już ocena was jako kandydatów na rodziców; jest to bardziej okazja do dyskusji i sprecyzowania powodów i oczekiwań oraz temu podobnych spraw. Wszystko, czego panel potrzebuje do wydania bądź odmowy rekomendacji, członkowie komisji mają już w papierach.

Dlaczego zatem warto wziąć w nim udział?

Bo jeśli panel odmówi wam rekomendacji, przynajmniej będziecie mieć świadomość, że tam byliście. Że mogliście coś wyjaśnić, dopowiedzieć.

Jeśli agencja doprowadza was do panelu, z reguły oznacza to, że uważa was za odpowiednich kandydatów na adoptersów i tak będzie was przedstawiać komisji. Jeśli jest inaczej, powinniście dostać sygnały od swojego social worker w tym temacie. Nie powinniście być więc zaskoczeni rezultatem spotkania. Niemniej jednak od czasu do czasu zdarza się, że kandydat / kandydaci doznają szoku z powodu braku rekomendacji.

Z jakich więc powodów panel jej odmawia?

Na przykład:
- powody techniczne - może się okazać, że wasza agencja gdzieś dała ciała w papierach i wyszło to dopiero w trakcie panelu; wówczas panel tylko odracza rekomendację do czasu uzupełnienia papierkologii
- skłamaliście i sprawa się rypła - np. na temat waszej lekko kryminalnej przeszłości;-)
- wasze referencje były niezbyt pochlebne (a social worker jest zobowiązany do zachowania tajemnicy w tej sprawie) - ale bądźmy poważni: chyba wiecie, kogo podajecie jako referenta?
- poważnie zachorowałeś - ale nie mam na myśli zapalenia płuc tylko śmiertelną albo bardzo utrudniającą życie chorobę
- wasz social worker (albo gorzej - cała wasza agencja) to ludź niepoważny i mówił wam jedno podczas home study, a co innego okazało się na panelu.

Mam nadzieję, że nikomu nic z powyższych przykładów się nie przytrafi. Osobiście nie słyszałam o żadnym takim przypadku. Wszystko znalazłam w sieci jako dowody na to, że faktycznie się zdarza. Ale przecież nie wam!

Zanim zaszczycicie członków panelu swoją obecnością, wyjdzie do was przewodnicząca/y i opowie wam, jak krok po kroku będzie przebiegało spotkanie. Nam powiedziano nawet, jakie tematy eksperci chcą z nami poruszyć - innymi słowy, znaliśmy pytania, zanim jeszcze weszliśmy do sali. Bardzo pomocne to było, dzięki temu mieliśmy w głowie odhaczone punkty 'aha, wiem, wiem, wiem... hmm... co by tu można powiedzieć?' W sali spędziliśmy jakieś 30-40 minut, ale znam pary, które weszły do sali na 10 minut i też uzyskały rekomendację.

Po przemiłej (fingers crossed!) rozmowie z członkami panelu opuszczacie salę i czekacie na równie miłe wieści. Zwykle chwilę to trwa, ponieważ komisja rozmawia sobie wówczas z waszym social worker i uzupełnia kolejne formularze. (Formularzami adopcja mocno stoi!) Potem znów odwiedzi was przewodnicząca/y, uśmiechnie się i ... I już! Zarekomendowali was! Możecie zacząć świętować! Albo zaczekać na oficjalny list z agencji, który potwierdzi, że ADM - Adoption Decision Maker - na podstawie rekomendacji panelu podjął decyzję, że nadajecie się na rodziców adopcyjnych. W Anglii i Walii ADM ma na to 7 roboczych dni od daty panelu. W ciągu 2 dni od jego decyzji zostaniecie poinformowani o tym ustnie, a w ciągu 5 dni roboczych - na piśmie. W Szkocji ADM ma na to 14 dni roboczych, jeśli zaś jest to decyzja odmowna - 7 dni.

W rekomendacji panelu znajduje się informacja ile dzieci, jakiej narodowości i w jakim wieku możecie adoptować. I znowu - dla nikogo nie powinno to być zaskoczeniem, bo decyzję taką podejmuje się w porozumieniu z wami, social worker i waszą agencją na podstawie waszego home study i warunków mieszkaniowo-finansowo-zawodowych.

W przypadku odmowy rekomendacji przez panel, o czym dowiadujecie się zaraz po spotkaniu, lub odmownej decyzji ADM (bo to również może być zaskoczeniem), macie prawo odwołać się do Independent Review Mechanism (IRM). Z IRM musicie skontaktować się w ciągu 40 roboczych dni od pisemnej odmowy w przypadku Anglii lub 20 dni w przypadku Walii. Szkocja daje 28 dni na apelację.

O czym rozmawia się podczas panelu? O tym wszystkim (znowu!), o czym rozmawialiście już z waszym social worker podczas home study - o motywacji do adopcji, jak pogodzicie pracę z wychowywaniem dzieci, o wielokulturowości, jeśli taka wchodzi w grę...

--------------
Kraina Deszczu, 2014

(...) Wszyscy członkowie panelu przedstawili się, po czym Julie zadała pierwsze pytanie. Standardowe. Jak oceniacie cały proces przygotowujący do adopcji? Chwila wahania. Wymieniamy się z Inżynierem spojrzeniami. Dobrze, zaczyna on.

I już wiemy, że jest dobrze.
Może coś nas jeszcze zaskoczy, ale póki co, płyniemy.
Odpowiadamy.
Emocje w naszym głosie są coraz mniej słyszalne, zaczynamy koncentrować się na treści przekazu.
Oboje gestykulujemy.
Patrzymy na siebie, jakby szukając potwierdzenia własnych słów w oczach tego drugiego.
Jest dobrze.
I dobrze o tym wiemy.

Jak zamierzacie zintegrować dziecko z rodziną w Polsce?
Jaki macie pomysł na dwukulturowe wychowanie dziecka?
Jak zachowacie jego angielską tożsamość po wyjeździe do Polski?
Jakie dostrzegacie różnice w wychowywaniu dzieci w Polsce i UK?
Jaki masz plan na pogodzenie wychowania dziecka z powrotem do pracy?
Czy Rudolf będzie zazdrosny o nowego lokatora w domu? Jak sobie z tym poradzicie?


Rozgadujemy się, łącząc wiele wątków naraz. Co rusz słyszymy "właściwie częściowo już odpowiedzieliście na moje pytanie...". Żartujemy, że polskie mamy uwielbiają obarczać dziecko szaliczkami, kurteczkami i rajstopkami, zaś te angielskie wypuszczają młode do przedszkola w krótkich spodenkach, kiedy za oknem jesień. Inżynier nazywa Rudolfa naszym "first baby", co rozbawia wszystkich członków spotkania. Z każdej strony łapiemy przyjazne spojrzenia, uśmiechy i kojące potakiwanie głową.

A więc to tak..., myślę sobie jakieś pół godziny później, kiedy zbieramy się do wyjścia. Już po wszystkim. (...)

---------------
Wiecie, ile błędów gramatycznych zrobiłam na tym spotkaniu? Obawiam się, że jakieś sto pięćdziesiąt. Ale to akurat średnio mnie wtedy obchodziło. Bo pewnie domyślacie się, co było w tym wszystkim najważniejsze. To poczucie, że daliśmy radę. Na obcej ziemi, w obcym języku, w obcych realiach. Po zaledwie 2,5 roku od przyjazdu. Cały sztab ludzi w Krainie Deszczu uznał, że nadajemy się na rodziców adopcyjnych, że podołamy wychowaniu dziecka z przeszłością. Powtórzę po raz kolejny - sam fakt adopcji nie czyni z nas świętych, czy nawet dobrych. Ale to poczucie, że się nie poddaliśmy, że przebrnęliśmy przez tę machinę płynnie i ramię w ramię, jest naprawdę bezcenne. To pewnie dlatego dziś wspominam ten panel jako jeden z najbardziej satysfakcjonujących dni w życiu.

A przy tym wszystkim, tamtego dnia odetchnęliśmy z ulgą, że nasze czekanie to już inne czekanie. Bo wiedzieliśmy, że się zdarzy.
***

(Opowiecie mi, jak wygląda kwalifikacja w Polsce? Czy to też jest rodzaj spotkania z komisją? Czy może dzieje się to zaocznie?)

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Skoro Wasza Strażniczka uznała, że nadajecie siędo adopcji nr 2 to najważniejszy egzamin w życiu zaliczony na 6+ :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale czad! Chyba bym - za przeproszeniem - w majty ze strachu zrobiła ;) I coraz bardziej błogosławię naszą polską adopcyjną rzeczywistość, która na szczęście nam takich stresów zaoszczędziła :) Kwalifikacja w naszym OA odbywała się zaocznie - zostaliśmy wstępnie poinformowani o dniu, w którym ma nastąpić i poinstruowani, by tegoż dnia w godzinach popołudniowych zacząć gnębić panie natarczywymi telefonami ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, kochana, wystarczy poszukać tylko kraju, gdzie wszystko jest jeszcze bardziej zakręcone!;-) Pędzę szperać w necie, może gdzieś jest jeszcze więcej papierkologii i to ja będę mogła wzdychać, że uff, u nas nie było tak źle!;-)
      A tak poważnie, to ja wiem, że to dość zawile wygląda i brzmi, my sami byliśmy zaniepokojeni tym, co nas czeka, ale ostatecznie udało nam się przekonać samych siebie, że przecież ktoś te procedury musiał przejść przed nami i że nie mogły to być same cyborgi...;-) Osobiście też uważam, że kwalifikacje powinny odbywać się zaocznie, Fajnie, że tak u Was było, bo po co narażać ludzi na stresy, skoro za nimi już cały długi proces przygotowawczy? Ale tutaj jest zwyczaj, że w panelu bierze się udział. Nie trzeba, ale 90% kandydatów decyduje sie na uczestnictwo. Co kraj, to obyczaj

      Usuń
  3. A mnie się podoba taki panel, to jak postawienie ostatniej kropki, i spawdzenie, czy faktycznie wszystko jest w porządku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I pewnie o to chodzi, w końcu adoptersi mają mieć powierzone dziecko, a to jest ogromna odpowiedzialność, ale po kilku miesiącach rozmów i spotkań ostatnie, na co człowiek ma ochotę, to siedzieć przed jakąś komisją i po raz kolejny coś udowadniać. To oczywiście to kwestia nastawienia - my staraliśmy się podejść do tego pozytywnie i udało się, ale bywały momenty, że oboje myśleliśmy w kategoriach "i jeszcze, kurwa, ten panel!";-)

      Usuń
  4. My z mężem właśnie ostatnio zaczęliśmy rozmawiać o adopcji... czekamy do drugiej rocznicy ślubu i umawiamy się w ośrodku na rozmowę... żeby wstępnie dowiedzieć się co i jak...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamila, w takim razie życzę powodzenia i gratuluję jednomyślności w tej sprawie!:-)

      Usuń
  5. Mamy panel w poniedzialek damy znac co i jak po 2 latach wreszczie sie doczekalismy

    OdpowiedzUsuń