Adopcja w UK (7): Trudny temat, czyli dzieci, które czekają

wtorek, stycznia 05, 2016

Decydując się na adopcję, pierwszą rzeczą, o której należy pamiętać, jest ta, że wszystkie dzieci czekające na swoją rodzinę-na-zawsze niosą ze sobą własny bagaż doświadczeń. Wszystkie. Nawet teoretycznie zdrowe dzieci adoptowane krótko po narodzinach doświadczyły już pewnej straty i rozdzielenia z rodzicami, w szczególności z matką biologiczną, z którą spędziły 9 miesięcy życia płodowego. Przeżyły więc pewien rodzaj stresu. Naukowcy do dziś nie mają gotowej odpowiedzi na pytanie, jak bardzo to kilkumiesięczne współistnienie dziecka i matki ma wpływ na późniejsze życie tego pierwszego. W jednym się zgadzają - tego wpływu nie da się negować. Jeśli do tego dodamy alkohol, narkotyki i złe odżywianie w czasie ciąży, nie trzeba już naukowców, żeby wiedzieć, jak negatywne skutki niosą one za sobą. Na efekty często nie trzeba długo czekać, jednak pewne choroby (np. niektóre z zaburzeń FASD - Spektrum Alkoholowych Uszkodzeń Płodu) rozwijają się po cichu i dopiero po kilku miesiącach życia z dzieckiem można dostrzec wyraźne ich symptomy. Spora część dzieci oczekujących na adopcję doświadczyła zaniedbań, przemocy fizycznej, seksualnej bądź psychicznej. Część z nich urodziła się z niepełnosprawnością fizyczną lub intelektualną. Tylko minimalny odsetek noworodków zostaje oddany do adopcji przy narodzinach z woli rodziców biologicznych. Ale i tu wracamy do punktu wyjścia - strata i rozdzielenie, choć nie da się tego oczywiście nijak porównać do problemów dzieci, które ze względu na okoliczności, w jakich przyszło im żyć, we własnym domu od niemowlęctwa musiały rozwijać w sobie strategie przetrwania.

Dlatego tak ważne jest, żeby w pełni zrozumieć konsekwencje, jakie niesie ze sobą adopcja, zanim się na nią zdecyduje. Trzeba chcieć zrozumieć ewentualne problemy swoich przyszłych dzieci. Trzeba też jasno i wyraźnie odpowiedzieć sobie na pytanie, z czym jestem w stanie sobie poradzić, a z czym nie. To klucz do szczęśliwej rodziny. Bo że adopcyjne rodziny najczęściej są bardzo szczęśliwe, to chyba nie muszę nikogo przekonywać?:-)

Żeby zobrazować wam sytuację na froncie adopcyjnym w Anglii, posłużę się statystykami z okresu 31 marca 2014 - 31 marca 2015. Źródło: BAAF (klik). 

69,540 dzieci znajdowało się pod opieką władz (stan na dzień 31 marca 2015; dla porównania: 68,840 dzieci na dzień 31 marca 2014) z czego:

77% (53,600) dzieci stanowiły dzieci białe
9% (6,170) - dzieci rasy mieszanej 
4% (2,660)- dzieci pochodzenia azjatyckiego lub azjatycko - brytyjskiego
7% (4,920) - dzieci czarnoskóre / czarnoskóre narodowości brytyjskiej
2% (1,700) - inne grupy etniczne
1% (500) - nie sprecyzowano

75% (52,050) dzieci mieszkało z rodziną zastępczą
9% (6,570) - w specjalnych hostelach, pogotowiach i domach opieki
5% (3,510) - mieszkało z rodzicami biologicznymi (wciąż będąc pod opieką władz)
5% (3,320) - umieszczono w rodzinach adopcyjnych

4,060 dzieci miało sądowy status 'do adopcji', ale do końca tego okresu, który obejmują statystyki, jeszcze  nie zostały one umieszczone w rodzinie adopcyjnej.

73% (2,050) dzieci ze  statusem "placement order" (umieszczenie dziecka  poza rodziną biologiczną) zakwalifikowano jako "harder to place", czyli mówiąc krótko, dla nich trudniej jest znaleźć dom, ponieważ są to: 
- dzieci w wieku i powyżej 5 lat
- dzieci niepełnosprawne
- rodzeństwa
- dzieci należące do grupy tzw. BME (Black and Minority Ethnics)

W okresie, o którym mowa, średni czas od wkroczenia pod skrzydła opieki społecznej do zamieszkania z rodziną adopcyjną (dla tych, którzy mogli być i zostali adoptowani), wynosił 533 dni. To wciąż długo. O wiele za długo.

W ciągu tego roku (31.03.14.-31.03.15) 5,330 dzieci zostało adoptowanych. Średni wiek adoptowanego dziecka to 3 lata i 3 miesiące. 

4% z tych 5,330 (230) to dzieci poniżej 1 roku życia. Sami widzicie, że to niewielki odsetek.
76%(4,050), a więc to największa grupa, to dzieci między 1 a 4 rokiem życia.
19% (990) - dzieci w wieku 5-9 lat
I tylko 1% (60 dzieci) - 10-15 lat.

Po co tyle liczb? Po to, aby wam pokazać, jak wiele dzieci wciąż czeka na swój dom, a także po to, aby przekonać cię, że to nieistotne, do jakiej grupy etnicznej TY należysz. W tak wielkiej grupie czekających dzieci z pewnością odnajdziesz To TWOJE. Twoje własne.

W trakcie procesu adopcyjnego, w Stage 2, pracownik socjalny wiele razy będzie nawiązywał do tego, że należy dobrze przemyśleć, jaką liczbę dzieci, wiek oraz ich historię bierzesz pod uwagę. My początkowo byliśmy przekonani, że adopcja dwójki dzieci to najrozsądniejsze rozwiązanie, skoro jesteśmy pewni, że chcemy mieć więcej niż jedno dziecko. W drodze do panelu rozmawialiśmy jednak z innymi adoptersami i doszliśmy do wniosku, że w naszej szeroko pojętej sytuacji życiowej może lepiej jednak będzie zdecydować się na jedno dziecko, a po jakimś czasie na kolejne. Ostatecznie kolejne przygotowanie do adopcji będzie już zdecydowanie krótsze, a i my będziemy lepiej znać potrzeby naszej rodziny.

Zdecydowanie jednym z trudniejszych elementów procesu był formularz, który zawierał wszystkie te nasze przedadopcyjne decyzje i rozważania w punktach i tabelkach. Dokument Pro-forma for matching miał trzy strony i w większości wypełnienie go ograniczało się do wstawienia ptaszka lub krzyżyka w odpowiednich rubrykach.

Kolumny do odhaczenia były trzy - would accept, would not accept oraz would discuss. Krótko mówiąc - jesteśmy gotowi, zdecydowanie nie oraz do przemyślenia.

Musieliśmy określić się w następujących kwestiach:

- Kontakt z rodziną biologiczną (kontakt bezpośredni lub/i pośredni z rodzicami biologicznym,  dalszą rodziną biologiczną, kontakt z rodziną zastępczą)
- Historia rodzinna dziecka (istniejące choroby dziedziczne w rodzinie, np. schizofrenia; narkomania, nadużywanie alkoholu itp.)
- Choroby dziecka (Zespół Downa, AIDS, HIV, autyzm, FAS, WZW, itp.)
- Przeszłość dziecka (zaniedbanie, przemoc fizyczna, wykorzystywanie seksualne, ciężkie zaburzenia emocjonalne, itp.)
- Inne obecne i przypuszczalnie przyszłe kwestie (niepełnosprawność ruchowa, uszkodzenia słuchu i wzroku, opóźnienie w rozwoju, zaburzenia w zachowaniu, nieznana historia jednego z rodziców, itp.)
Na koniec mogliśmy sprecyzować, czy mamy jakieś preferencje etniczne bądź religijne.

Wiem, że dla wielu kandydatów na rodziców wypełnienia takiego formularza jest trudne. Wiem, bo sami mieliśmy różne rozterki. Wcale nie jestem ani wtedy nie byłam taka opanowana i trzeźwo myśląca.  Bo przecież jak tak można klasyfikować dzieci? Jak powiedzieć głośno i wyraźnie - nie, nie czuję się na siłach, aby adoptować dziecko, które było wykorzystywane seksualnie? Brzmi strasznie, prawda? Ale o to właśnie w tym wszystkim chodzi - żeby wiedzieć, czego chcemy, a czego nie będziemy w stanie unieść. Tylko wtedy adopcja ma szansę być udaną, będę to powtarzać do znudzenia. Nie ma nic złego w tym, że chcesz mieć zdrowe dziecko. A który rodzic nie chce? Jeśli czujesz, że jesteś gotów przyjąć do swojego życia dziecko wymagające dodatkowej opieki, to wspaniale. Ale nie rób nic, czego nie czujesz albo do czego nie jesteś przygotowany finansowo i mieszkaniowo. Jesteś gotów zrezygnować z pracy, żeby opiekować się chorym dzieckiem? Wbrew temu, co myśli pewnie spora część ludzi, naprawdę są rodziny, które mają możliwości i chęci, żeby dać chorym dzieciom prawdziwy dom. Taki normalny, w którym wszyscy czują się kochani, równi, a nie podzieleni na frakcje biologiczną, adopcyjną, zdrową i chorą. Serio. Poznaliśmy takich osobiście.

Poza tym, jak już napisałam na początku, wszystkie dzieci czekające na adopcję, nawet te teoretycznie zdrowe, niosą swój własny bagaż doświadczeń. Każdy rodzic adopcyjny i tak będzie miał co robić - nawet jeśli to "tylko" wyjaśnienie dziecku jego przeszłości. Więc siadaj, przemyśl sprawę, a potem bierz długopis w rękę i wypełnij ten formularz zgodnie z tym, co naprawdę myślisz i czujesz. 

Na potrzeby tego wpisu, zerknęłam w kopię naszego własnego dokumentu z tymi niewdzięcznymi rubryczkami. Ze zdumieniem stwierdziłam, że w jednej z nich zaznaczyliśmy would not accept, podczas gdy w momencie, w którym dowiedzieliśmy się o Fruzi, natychmiast powiedzieliśmy "to nie ma znaczenia!" Dziś to już nieważne, to naprawde nie ma i nie miało żadnego znaczenia. Trafiłam też na bardzo ciekawy artykuł pt: "The Medical Condition Check List and What We Know We Can't Do" (klik), który pokazuje, że często zwyczajnie nie wiemy, że jesteśmy w stanie sobie z czymś poradzić. Dlatego bywa, że jedna adopcja zdrowego dziecka pociąga za sobą kolejne, te, które wymagają od rodziców regularnych wizyt u lekarza ze swoimi pociechami. Powód? Przestajemy się bać. 


"We see ourselves being stretched in ways we didn’t imagine. You just never know what is going to happen… "

Sami widzicie, można się zdziwić. Coś, co na początku wydaje się problemem nie do przeskoczenia, przestaje nim być w momencie, kiedy odnajdujesz swoje dziecko.

Swoje wlasne.

You Might Also Like

12 komentarze

  1. Mam koleżankę z liceum, która razem z mężem zaadoptowała 4 dzieci, najpierw 2 braci, potem kolejnego chłopca i po kilku latach kolejnego, który jest chory-ma wodogłowie. Krótko po jego adopcji wyprowadzili się oni do innego, większego miasta i nie mam z nią już kontaktu, ale strasznie ich podziwiam za to co zrobili i że stworzyli tym dzieciakom fajną, normalną rodzine. Wielki szacun dla takich ludzi jak oni!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Junior ma też w grupie chlopca-Olka, który jest adoptowany ☺ Jego rodzice adoptowali dwóch braci, gdy mieli 2 lata, a drugi roczek, bo nie mogli mieć biologicznych dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja mam ogromną nadzieję, że u nas też będzie więcej biegających po domu dzieciaczków:-) Myślę, że temat adopcji powoli przestaje być tematem tabu, bo w zasadzie większość z nas zna kogoś - osobiście lub ze słyszenia - kogoś, kto adoptował. To tylko świadczy o tym, że ludzie mówią o adopcji coraz bardziej otwarcie. Bardzo, bardzo mnie to cieszy, bo oznacza to lepsze życie dla naszych dzieci!

      Usuń
  3. U nas nie było wprawdzie żadnego formularza do wypełnienia - "tylko" spotkanie z psychologiem i rozmowa odnośnie naszych "wymogów" - ale dla mnie (i dla innych par - jak się potem okazało - też) to był najtrudniejszy moment w całej procedurze, po którym prawie każdy wychodził z gabinetu psychologa zupełnie rozbity (osobiście przepłakałam w ośrodkowym kiblu pół godziny).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rany, domyślam się, jak się człowiek czuje na takim spotkaniu... Sama myśl, że rozmawiasz z psychologiem, który niejako ma w ręku narzędzia do 'prześwietlenia' cię (albo przynajmniej tak nam / im się wydaje, bo co do niektórych psychologów to mam pewne wątpliwości), już czyni tę rozmowę trudną. U nas byli tylko pracownicy opieki, z którymi w kółko wałkowało się te same tematy, ale dzięki temu, kiedy człowiek zasiadał już do takiego formularza, to 1. miał już w głowie nieco poukładane, 2. nie czuł się aż tak źle (bo i tak nie da się uniknąć rozterek i bolącego serca), bo wiele razy powtarzano nam, że to decyzja na całe życie i tu nie ma miejsca na mówienie czegoś, czego człowiek nie czuje. Inna sprawa, że ten dokument nie sprawiał, że trafiały do nas jedynie profile dzieci zgodne z tym, co zaznaczyliśmy w rubrykach. Ale to już temat na inny post, bo to, co się dzieje po panelu, wygląda całkowicie (CAŁKOWICIE!) inaczej niż w Polsce.

      Usuń
  4. Straszna szkoda,że nie ma u nas takich formularzy.Powinny być.Panie sobie coś piszą na spotkaniach a my nie wiemy co. Wyraziliśmy gotowość na adopcję dziecka z czymkolwiek,co nadaje się do wyprowadzenia.Po pół roku oczekiwania nawiązałam do tematu, a pani z ośrodka była wielce zdziwiona - myślała że my chcemy tylko zdrowe dziecko.
    Żadne z dzieci nie jest zdrowe przecież, tak btw. Każde ma na koncie coś, nawet jeśli to "tylko" odseparowanie od matki, nawet zaraz po porodzie.
    Smutne są statystyki - tylko 1 % dzieci poniżej roku;/ Domyślam się, że Fruzinka była młodsza?Ile na Nią czekaliście?Przepraszam,że pytam ,sama swoje małe statystyki prowadzę, w sensie że każdego pytam i dane są dziwne;)
    Nam też wydawało się, podobnie jak Wam,że nie zaakceptujemy kilku rzeczy i równie przestały mieć one znaczenie po telefonie o wiadomości,że jest Adaś.
    Dodatkowo przecież, niby zdrowy był z asymetrią, a kilka miesięcy w szpitalu rok temu spędziliśmy. No nigdy nie wiesz. Wierzę ,że tak miało być, bo to nasz Syn, Wasza Córeczka.
    Byliśmy bardzo zgodni, że nie podołamy historii rodzinnych z chorobami psychicznymi. To powiedzieliśmy jasno i dostaliśmy propozycję dziecka po matce schizofreniczce. Zgodnie odmówiliśmy, ale jaki ślad zostawiło to w nas - nikt nie wie oprócz nas właśnie. Do dziś myślę o tym dziecku, a minął ponad rok.
    Dodatkowo , jesli chodzi o brak gotowości do przyjęcia dziecka z danymi obciążeniami - grupa w ośrodku patrzyła na nas dziwnie, gdy mówiliśmy o naszych "wymaganiach" ,ale my nie startujemy w konkursie na Matkę Teresę.Nie bijemy się, kto podoła, kto zniesie więcej. To my z tym wyborem musimy żyć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Fruzia miała kilka miesięcy, kiedy do nas trafiła, a czekaliśmy na nią tylko pół roku od panelu (kwalifikacji). Ale wtedy wydawało nam się, że czekamy wieki:-) Statystyki faktycznie nie wyglądają różowo, szczególnie dla dzieci wymagających specjalnej troski, ale pocieszające jest to, że sporo dzieci przebywa w rodzinach zastępczych, a nie instytucjach, a poza tym jest coraz więcej ludzi chętnych, aby adoptować.
      Najgorsze jest odmawianie. Człowiek czuje się wtedy tak, jakby... no nie wiem... był niegodny tego, aby zostać rodzicem. A przecież jest tak, jak piszesz - to nie konkurs na to, kto jest bardziej miłosierny.
      Dziękuję za komentarz. Dobrze jest wymienić doświadczenia nawet "po". Człowiek dochodzi do wniosku, że nieważne, jakie procedury i gdzie - wszyscy przechodzimy przez to samo.

      Usuń
    2. Wiesz, każda forma zastępcza i -nie tylko w sumie - ma swoje ciemne strony.znam dzieci z DD, znam z RZ - niektóre bez problemów, niektóre po RZ nadających się tylko do pierdla.Kolejna względna sprawa.
      Zapraszam do naszego bloga, od roku jest już "po".

      Usuń
  5. Oglądałam jakiś czas temu program o matce, która samotnie wychowywała dwóch adoptowanych chłopców - obaj z autyzmem, generalnie bardzo głębokim autyzmem. Podziwiam ją, tak zresztą jak i Was wszystkich którzy tą drogę przeszli, ja chyba już na starcie bym wymiękła. A może to kwestia tych bohaterów drugoplanowych - rodziny, która wspiera lub nie chce wesprzeć adoptersów, taka która akceptuje w pełni wybór czy taka, od której słyszy się "ja takiego dziecka nie pokocham, bo to nie wasze". Może w tym tkwi siła rodziców adopcyjnych? Jak już Ci kiedyś pisałam doświadczenia w tej kwestii nie mam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, jestem przekonana, że byś nie wymiękła:-) Jak człowiek czegoś naprawdę pragnie, to (nie, nie napiszę, że wszystko może, bo to nieprawda) znajduje w sobie niesamowite pokłady determinacji i cierpliwości. Po prostu zamyka oczy i fruuuuuuu... rzuca się w dół, niech się dzieje! (Polecam jednak mieć ze sobą spadochron;-)) Tak, wsparcie rodziny i przyjaciół naprawdę dużo, dużo daje.

      Usuń
  6. Tylko dla porządku:
    zacytowane dane dotyczące liczby dzieci "znajdujacych się pod opieką władz" ("children in public care" albo "children looked after") dotyczą stanu na dzień 31 marca 2015 (69 540 dzieci), a nie okresu 2014-2015 jak podano. Odpowiednio, stan na dzien 31 marca 2014, to 68 840 dzieci.
    Ponadto liczby te dotyczą jedynie Anglii, a nie całego UK.
    Szkoda, że takie statystyki trudno znaleźć dla Polski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moj blad, poprawie i dziekuje. Ale w tekscie jest wspomniane, ze to dane dotyczace Anglii.

      Usuń