O tym, jak dobrze być przeciętniakiem

sobota, grudnia 05, 2015

Rewelacyjnie jest mieć niemarudzące dziecko. Nie bez powodu unikam słowa grzeczne.Tak mnie internety i Różowa Chmurka  wychowały. Grzeczne jest passe, a niegrzeczne jest etykietyzujące. W Piątej Chatce i Rodzinnych Towns próżno co prawda szukać styczności z najnowszymi trendami w parentingu oraz grandparentingu (- Niegrzeczna jesteś, Fruziu! - mówi rozbawiona Mamuśka za każdym razem, kiedy wnuczka dostaje szału z braku dostępu do klawiatury), ale tutaj trzeba trzymać formę. Nawet jeśli jest mocno naciągana.

A więc cudownie jest mieć niemarudzące dziecko. Takie radosne, ciągle zadowolone i uśmiechnięte. Wiecie, takie co to tylko raz na jakiś czas wpadnie w chmurny nastrój z powodu zębów albo wirusa. Tak od czasu do czasu tylko, żeby przypomnieć rodzicom, że wychowywanie dziecka to naprawdę jest ciężka praca, a potem wrócić do tego swojego radosnego szczebiotania, żeby mogli otrzeć pot z czoła i westchnąć, jak trudne były te ostatnie dwa dni. Wspominam ten czas z rozrzewnieniem.

- Nie, nie wolno - tłumaczę spokojnie, kiedy Fruzia na oślep wali małymi łapkami, usiłując podrapać mnie na twarzy. Chyba, bo nie do końca wiem, o co jej chodzi. Poza wyładowaniem frustracji, ma się rozumieć. Może być też tak, że coś jej nie odpowiada w mojej facjacie i próbuje jedynie zrobić mi mały lifting. Pomóc chce.
To pewnie znowu zęby. Nie wiem na pewno, bo boję się sprawdzić. Wtykanie paluchów do buzi Fruziaka grozi ich utratą. To pewnie też przeziębienie, bo z nosa jej leci jak z cieknącego kranu, a przed chusteczkami ucieka szybciej niż przed założeniem czystej pieluchy. Ale jak byśmy sobie tego nie tłumaczyli, charakterek też z niej przy okazji wyłazi.
- She's going to be quite a character - powiedziała ze śmiechem Foster Mama podczas jednego z  naszych pierwszych spotkań. Ona pierwsza się na niej poznała. Uwierzyliśmy jej na słowo, w końcu ma kobieta wieloletnie doświadczenie, z pewnością niejedno już widziała. Nas też właściwie nie zwiodły te słodko-tasmańskie oczy Fruzi. Ewidentnie i od początku to były oczy zgrywusa i uparciucha w jednym. No i masz babo i dziadzie placek. Fruzia uznała, że skoro jest już w miarę mobilna, czas trochę pokazać różki.
- A gdybyś miała w przybliżeniu oszacować, jaki procent dzieci w wieku Fruzi w Różowej Chmurce był taki tu-i-teraz-natychmiast-chcę!, to jak by to wyglądało? - zapytał Mąż Mój, kiedy Fruzia odstawiała swoje show z serii nie-będę-siedzieć-w-foteliku-buuu! (a za chwilę kolejne: na-podłodze-też-nie-buuu!)
- Pięćdziesiąt - powiedziałam po chwili namysłu.
- Kurczę, czyli połowa dzieci jest grzeczniejsza - zasępił się Inżynier. (Pamiętajcie, że on ani internetowy, ani nie pracował w Różowej. Nie wie chłopak, jak teraz się mówi.)
- Ta druga połowa po prostu jeszcze nie weszła w tę fazę - uspokoiłam go. - Ale nie martw się, prędzej czy później każdy rodzic musi przez to przejść. W sumie lepiej szybciej niż później. Mniejszy szok.
Chyba trochę mu ulżyło. Choć za chwilę zapytał jeszcze:
- A do której podgrupy tych niegrzecznych byś ją zaliczyła? Tych najbardziej?
- Hmm... - popatrzyłam na córkę i dokonałam szybkiej analizy naszych dotychczasowych doświadczeń. - Tych średnio - oceniłam z miną eksperta.
Łobuz przeciętniak. Nic specjalnego. Wciąż jeszcze możemy spać spokojnie.

W międzyczasie Fruzia znów wróciła do marudzenia. Inżynier szybko wycofał się do kuchni. Ja złapałam za ryżowe ciastko i wetknęłam małej w łapkę. Jeszcze nie jest z nami tak źle, bo przecież wszystkim wiadomo, że stopień rodzicielskiej frustracji określa to, czym zatykasz marudzące dziecko.

Do chipsów to nam jeszcze daleko.

You Might Also Like

5 komentarze

  1. Kurczę, a ja mam wrażenie (bardzo często), że jesteśmy w grupie "najbardziej" ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. To mój Junior tak samo jak Fruzia "przeciętniak" ;) To chyba dobrze? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Bąbla jeszcze całkiem niedawno zaliczyłabym bez wahania do tych "najbardziejów", ale teraz chłopak się trochę ogarnął i chyba też możemy mówić o "przeciętniaku" ;) Uffff, co za ulga :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kasi też zdecydowanie jest przeciętniakiem w tej kwestii, "najbardziejem" staje się kiedy ma katar, cieknący nos=drżyjcie narody ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bez wysilania pamięci - do tych najbardziej plus. Z tym, że o marudzeniu mowy nie było, kultura też na wysokim poziomie, i nieschodzący z twarzy uśmiech samozadowolenia. Problemem był bezustanny ruch oraz tysiące pomysłów, które kończyły się połamanymi kończynami, wybitymi zębami, rozbitą głową, szyciem łuku brwiowego (a to tylko w przedszkolu)Co ciekawe, z wiekiem było lepiej i lepiej. Teraz jest cudownie:-)

    OdpowiedzUsuń