O nadzwyczajnym znalezisku

wtorek, grudnia 01, 2015

Mąż Mój jest nie tylko fajnym mężem, ale przede wszystkim świetnym ojcem. Zaangażowanym, jakby to ładnie nazwano w związku, w którym kluczem do szczęścia jest partnerstwo. Takim, co to ugotuje córce kurczaka z warzywami, wyczyści jej uszy, popędzi po pieluchy, rozśmieszy, kiedy przeziębione dziecię marudzi i obejrzy z nią mecz, kiedy żona w tym czasie relasuje się w kąpieli zmywa naczynia. Aby jednak nikt nie pomyślał, że mam w domu faceta z aureolą nad głową, dodam, że przy tym wszystkim Inżynier sprytnie wręcza mi małą, kiedy ta bombarduje nozdrza zapachami z pieluchy, nie rozróżnia body od śpiochów, wciąż się dziwi, jak kobiety ogarniają pakowanie małego człowieka na całodniowe wyjście z domu i kompletnie nie wie, o której Fruzia je albo o której ostatnio jadła. Nie oszukujmy się jednak, żadne z nas nie jest wszystkowiedzące i wszystkorobiące. Ja na przykład od kilku miesięcy ściągam z poczty pay slipy i to zadanie jakoś wciąż wymyka mi się z rąk. Inżynier straszy, że za chwilę skończy mi się macierzyński, a wraz z nim dostęp do pracowego systemu i pay slipy szlag trafi. Nie mam też zielonego pojęcia, kiedy dostajemy rachunki, ile płacimy za wodę i prąd, ani który klucz jest do którego schowka. Ba, ja nawet nie wiem, co mamy w zamrażarce (jeśli nie ma w niej ciasta.) Tak się bowiem naturalnie i szczęśliwie ułożyło w naszym związku i domu, że już pierwszego dnia życia pod wspólnym dachem każdy chwycił za to, do czego było mu najbliżej (dlaczego akurat wtedy musiałam stać obok sedesu?!) i obowiązki rozdzieliły się same.

Co absolutnie nie oznacza, że czasem nie wyprowadzamy się nawzajem z równowagi swoją domową ignorancją.

Częściej jednak mamy powody do dobrej zabawy, kiedy jedno przypadkiem zaplącze się w działkę drugiego.

W miniony weekend Fruzia obudziła się przed szóstą. Po półgodzinnej próbie ululania jej do snu poddałam się i przekazałam ją Inżynierowi. Sama poszłam spać. Obudziłam się ponownie o 8.30. Cudowne uczucie. Mąż Mój stanął akurat w progu pokoju i oznajmił, żebym uważała przy wstawaniu, bo mała smerfuje między łóżkiem a ścianą.
- Założyłem jej czystą pieluchę i ubrałem - zameldował przy okazji.
Z ciekawości aż podniosłam głowę, a resztę ciała podparłam na łokciach. Próbowałam zerknąć na Fruzię, ale ta właśnie odkrywała podłóżkowy świat, więc zapytałam tylko:
- Tak? A w co ją ubrałeś?
Inżynier schylił się, aby pomóc małej się przesunąć.
- W ciuchy - oznajmił całkiem naturalnie i bez cienia ironii w głosie.
Po czym dodał jakby wyjaśniająco:
- W szafie znalazłem.

Widzicie? Człowiek uczy się przez całe życie.

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Hehe, no to faktycznie Amerykę odkrył ;) Fajnie masz, że możesz sobie tak dłużej pospać, podczas gdy Mąż opiekuje się Fruzią - u nas kiedy wstaje Bąbel, razem z nim wstaje cały dom (i chyba wszyscy sąsiedzi w promieniu kilometra również ;) )

    My też z Małżem mamy swoje "działki", w których czujemy się najlepiej - oraz takie, których szczerze nie znosimy. On na przykład bardzo nie lubi przebierać, ale to chyba stres pourazowy po jednej niezbyt udanej próbie założenia zbyt ciasnego bodziaka, w którym się Młody porządnie zaklinował ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym spaniem dłużej to akurat różnie bywa. U nas też Fruzia dyktuje pory wstawania, ale w weekendy oboje staramy się nadrobić, na zmianę oczywiście. Bardzo rzadko jest tak, że śpimy wszyscy w jednym czasie, np. w sobotę w południe. Rzadko, ale jednak się zdarza. Bosko jest wtedy!:-)
      Stres pourazowy mówisz?;-) To w takim razie mój musi mieć jakiś stres związany z pełnym pampersem. Muszę go o to zapytać!;-)

      Usuń
  2. U nas podobnie- każdy ma swoje pole do popisu i w czym innym jest dobry. Mamy podział obowiązków i staramy się wspierać i sobie pomagać. Mój mąż jest świetnym tatą i lepszego dla Juniora nie mogłabym sobie wymarzyć ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jest właśnie sedno wszystkiego - żeby sobie pomagać i się wspierać. Zdecydowanie łatwiej się wtedy żyje.

      Usuń
  3. hehe, skąd ja to znam...mąż na szczęście się wyszkolił przy dwóch córkach, ale nadal strategiczne kwestie są po mojej stronie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy dwoch córkach to Twój mąż powinien już wiedzieć, czym się różni spódnica od sukienki. Wie?;-)
      Myślę, że np. kwestia ubioru / przebierania dziecka jest dla wielu facetów tym, czym dla wielu kobiet kwestia naprawianie auta. Dla wielu nie oznacza oczywiście dla wszystkich (bo się jeszcze ktoś obrazi, że stereotypami tak jadę);-) Ale niech i tak będzie, jakoś musimy się różnić, dopóki da się to zgrać tak, żeby nikt nie czuł się pokrzywdzony / wykorzystywany to jest dobrze.

      Usuń
  4. Mężowie stają się lepsi z pokolenia na pokolenie. Mój własny ojciec miał mnie na rękach po raz pierwszy kiedy skończyłam 3 miesiące. Podobno wcześniej się bał, że mnie uszkodzi (a może brzydził? :-))))0 . Mój mąż dzielnie chodził ze mną do szkoły rodzenia i wspaniale sobie radził z kąpielai, noskami, przewijaniem od pierwszego dnia. A teraz widzę dookoła młodych ojców rewelacyjnie opiekujących się maluchami. I wspaniale:-))))

    OdpowiedzUsuń
  5. Też mam wrażenie, że podejście ojców do dzieci z pokolenia na pokolenie się zmienia, np. mój dziadek do dzieci nie wstawał nigdy (min. do mojej mamy), o tym czy się z nimi bawił nie słyszałam, może jak były już starsze? Z moim tat pamiętam jak się bawiłam, jak razem siedzieliśmy przy motorze i coś "naprawialiśmy", mówi nie raz że nas kąpał czy przewijał, ale tego nie pamiętam to nie wiem czy mu wierzyć ;) Mąż mój przy swoich dzieciach robił od początku wszystko (no poza karmieniem mlekiem cyckim ;), a Młodsza woli usypiać z nim niż ze mną. Jedyne zastrzeżenie miałam co do ubioru Starszej jak byłam w szpitalu (ubrał ją w sukienkę o dwa rozmiary za małą, więc Martyna świeciła tyłkiem odzianym w rajstopy), ale nie komentowałam tego, jedynie jej kitkę poprawiłam, bo włosy mimo, że związane nadal spadały jej na oczy ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak mi się przypomniało, już kiedyś chyba o tym wspominałam - do przedszkola, w którym pracowałam, tata przyprowadził córkę. Zdjął jej kurtkę, my patrzymy lekko zdziwione, ale nic nie mówimy. Mała była ubrana w bluzkę i rajstopy. Ojciec skapował po kilku minutach, że coś nie pasuje i że zapomniał małej założyć sukienkę:-) Tak, wszystko się zmieniło. Nie sądzę, żeby mój dziadek brał aktywny udział w przewijaniu swoich dzieci, Mamuśka twierdzi, że mój tata na zmianę z nią wstawał do nas, ale tak jak piszesz - nie pamiętam tego, muszę im wierzyć na słowo:-) Pamiętam natomiast, że jak mnie odprowadzał do przedszkola w czwartki, to wyłam całą drogę. Mój Ojciec tak szybko chodzi, że prawie biegłam, żeby dotrzymać mu kroku. Jak go poprosiłam, to zwalniał na chwilę, a potem się zapominał i znów biegłam!;-)

    OdpowiedzUsuń