O młodej tradycji

poniedziałek, grudnia 21, 2015

Paczka Ze Wschodu ważyła trzydzieści osiem kilogramów. Przyjechała w sobotę i w pierwszej kolejności została poddana kontroli celnej Rudolfa. Zanim Inżynier wyjął z szafki w kuchni nożyczki, Rudolf wykopał w kartonie dziurę. Dokładnie tam, gdzie sok z mięsa nadwerężył nieco chrupliwość kartonu (prawda, że ujmujące zdanie?) A zanim sznurek oplatający paczkę został przecięty, otwór w pudle był już na tyle duży, że trzeba było Rudolfa ewakuować do kuchni. Zaistniało bowiem niebezpieczeństwo, że miękka zawartość przesyłki zostanie skonsumowana na miejscu przez jednego tylko domownika.

Paczka to już tradycja. Po czterech latach tutaj możemy spokojnie uznać ją za część świątecznego klimatu i rodzinnej historii. A szalona radość z jej powodu rozkłada się niemal równomiernie po obu stronach Kanału. Nadawcy przebierają nogami na myśl o ekstazie adresatów, odbiorcy natomiast nie mogą spać od momentu, kiedy padnie magiczne 'pojechała!' Zawsze wyjeżdża w środę, dociera do nas w weekend. To jeden z tych nielicznych momentów, kiedy telefony mamy naładowane i przezornie nie planujemy długich eskapad poza domem, bo przecież kurier może zadzwonić w każdej chwili! Jesteśmy jak dzieci.

Piąta Chatka od weekendu pachnie więc kapustą i suszonymi grzybami, które Inżynier natychmiast dodał do bigosu i farszu na pierogi. Moja osobista spiżarnia zapełniła się suszonymi jabłkami autorstwa Mamuśki, legendarnymi ciasteczkami-gwiazdkami od Szwagierki, czekoladami z okienkiem, piernikami w czekoladzie od Sowy oraz Teatralnymi, bez których paczka się nie liczy. W tym roku po raz pierwszy dzielę spiżarnię z Fruzią. Specjalnie dla niej przybyły miękkie biszkopty i herbatniki. Obiecałam, że nie będę podjadać jej zapasów, ale te biszkopty marki Lewiatan ...
(A ja się martwiłam, że to ona będzie uszczuplać moje zapasy!)
- One są trochę za słodkie dla niej, więc Fruzia nie może dostać za dużo, a przecież nie mogą tak leżeć otwarte w nieskończoność, bo wyschną - wyjaśniłam Inżynierowi.
Szczerze mówiąc, bez nadziei, że się nabierze.
Ten popatrzył tylko na mnie i westchnął komicznie.

Przyjechały też prezenty. Cała góra prezentów. Nawet nie próbowaliśmy upchać ich pod naszą nawet-nie-metrową-choinką, bo tam zmieściły się jedynie podarunki od zakochanych we Fruzi starszych sąsiadek. Padło więc na naszą sypialnię. Boże, czego tam teraz nie ma! Ubrania, zabawki, płyty, książki... Najbardziej kuszą oczywiście te ostatnie, których - tak jak biszkoptów - obiecałam nie dotykać do Świąt. Gładzę więc ich grzbiety, strzepuję nieistniejące pyłki z okładek i delektuję się ich widokiem.  (Oraz czasem zajrzę na pierwsze strony, ale to tylko czasem i tylko na pierwsze!) Póki co, żywimy się Newsweekami, co niektórzy Polityką, inni Zwierciadłem. Grudniowe Zwierciadło przebiło wszystkie dotychczasowe wydania. Ledwie je otworzyłam, a tu - alleluja! - natychmiast wyskakuje mi to oto zdanie:

"Bo o bliskości osób nie decyduje przestrzeń, jak w przypadku przedmiotów, tylko więź. A zatem nie jesteśmy blisko, kiedy jesteśmy Z, tylko wtedy, kiedy jesteśmy DLA." ("Szukam człowieka", rozmowa Aliny Gutek z Tadeuszem Gadaczem) 

A tym, którzy nie wierzą w horoskopy, radzę zerknąć na ostatnie strony Zwierciadła. Może się okazać, że ten grudniowy również jest o Was. Nie w przenośni żadnej, ale dosłownie. Tak jak ten jest o nas:

"Dobrze będzie wyciągnąć go kogoś rękę, a niektóre Wodniki sfinalizują jakieś niekończące się negocjacje albo rozwiążą kwestię prawną. Grudzień to również dobry czas na podpisanie kontraktu albo podjęcie rozmów, które pomogą ci osiągnąć większą zawodową satysfakcję." *

Wieczorem, siedząc w łóżku i obgadując kolejny dzień, pijemy grzane wino. Nie, nie z paczki, ale tutejsze mulled wine świetnie komponuje się z choinką i zapachami stamtąd. Sądziłam, że dwie butelki wystarczą - jedno na spróbowanie, a drugie na wieczór wigilijny - a tymczasem nie dość, że Inżynier podpiął się pod moje smakowanie, to jeszcze uświadomiliśmy sobie, że ciało na tym zyskuje, bo przecież to samo zdrowie...  I teraz trzeba kupić sześciopak, bo Pifko od Wigilii ma jedenaście dni wolnego, a wieczory świąteczne i długie. Sami rozumiecie.

*(Teraz to już na pewno będę musiała opowiedzieć Wam o tym kontrakcie.)
*(I co prawda nie ma w tym horoskopie mowy o złamanych nadgarstkach, a przecież Mamuśka też z tej samej zodiakalnej bandy, ale może to i dobrze. Kiepsko by było, gdyby nagle wszystkie Wodniki wylądowały na ostrym dyżurze.)

You Might Also Like

7 komentarze

  1. Źle to może zabrzmi, ale czytając pomyślałam sobie, że dla takiej fajnej paczki to może warto być na emigracji ;) To tak żartem, a poważnie - niech to wszystko cieszy Was tak długo, jak tylko się da. Dawkujcie rozsądnie i rozkładajcie sobie w czasie wszystkie przyjemności dla podniebienia (i nie tylko), żeby starczyło przynajmniej do Nowego Roku :)

    Prawda, o kontrakcie już teraz MUSISZ napisać, bo wszystkich tu chyba ciekawość zeżre ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bąbelkowa Mamo, jest dokładnie tak, jak napisałaś - w takich momentach tak bardzo doceniamy emigrację!;-) Z tym dawkowaniem to jakoś nam nie idzie (mnie głównie), ale na szczęście mamy tego tyle, że nawet przy moim braku opanowania wystarczy do Nowego Roku!
      O kontrakcie napiszę. W styczniu!:-)

      Usuń
  2. To fakt juz się z tym kontraktem nie ukrywaj, bo tak Ci będziemy marudzić ze i tak będziesz musiała napisać :D Smakowało wina przy choince, ehh szkoda ze nie mam kominka... ale się rozmarzyłam a porządki utknęły w martwym punkcie. Lecę ogarniać dalej, trzymajcie się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miało być smakowanie wina przy choince ale pisze z telefonu a on mnie zawsze poprawia.

      Usuń
    2. Opowieść o kontrakcie zachowam na styczeń. Blogosfera będzie wtedy pękać od noworocznych planów i postanowień, więc będę na czasie, ha ha!:-)

      Usuń
  3. Och, a ja właśnie pakuję siebie w paczkę i wysyłam jutro do domu. No, trochę to więcej niż 38 kg, cóż...jak wiadomo, "każdy kilogram obywatela z wyższym wykształceniem, dobrem narodu". :-))
    I będę piła wino grzane, i leżała na sofie w leniwych pozycjach - czego i Wam serdecznie życzę:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, to mamy takie same plany świąteczne!
      Mam nadzieję, że masz dobrego kuriera na tę priorytetową przesyłkę. Byłoby kiepsko, gdyby paczka z obywatelem gdzieś się po drodze zagubiła i przeleżała Święta w jakimś magazynie... ;-) Baw się dobrze!!

      Usuń