O jednym dniu

wtorek, grudnia 15, 2015

Wczoraj. 

Fruzia rozpoczęła dzień przed siódmą. Do ósmej zdążyłam przebrać jej pieluchę dwa razy, napoić mlekiem, ubrać, przeczytać stertę jej ulubionych książek, pościelić łóżko, ogarnąć naszą sypialnię oraz wyciągnąć małą spod łóżka, stołu i Rudolfa. Na spokojnie. Po ósmej wszystko poszło siłą rozpędu.
Drzemka (10 minut usypiania, 15 minut snu). Pielucha, zabawa, śniadanie.
Fruziu, nie właź do kuchni. Fruziu, zostaw nos Rudolfa. Jego ogon też. Nie wydłubuj mu oczu, na litość boską! A w ogóle to przesuń się, Rudolfie, tylko delikatnie!, bo stoisz nad siostrą! 
Krótki skype z Mamuśką. Umawiamy się na popołudnie.
Boże, 11.45! Muszę wstawić warzywa do piekarnika!
12.30. Twarde. I jakieś takie pomarszczone... Fuck! Co zrobiłam źle? Ostatnio wyszły takie dobre.*
Fruzia ryczy, bo głodna. Trudno, dostanie wczorajszego kurczaka z wczorajszymi ziemniakami, bez warzyw. Te warzywa to ja mogę sobie o kant tyłka rozbić.
Lunch. Fruzia dostaje nagłego ataku płaczu. Coś jej ewidentnie dolega, niech zgadnę... Tulę, noszę, usypiam. Uff, śpi.
Pukanie do drzwi. Nie, już nie śpi. Rudolf dostaje szału z radości i skacze po ścianach. Biorę małą na ręce, mam nadzieję, że to listonosz tylko. Otwieram. Wolontariusz z Cancer Research.
- Tylko proszę, nie zamykaj mi drzwi przed nosem - mówi błagalnie po okazaniu identyfikatora. Akurat mój mózg zdążył wydać ciału komendę, żeby faktycznie podziękować i zamknąć wrota. Nie dziś, nie teraz.
Zostawiam jednak szczelinę pomiędzy framugą a drzwiami, które przytrzymuję łokciem i stopą, bo Rudolf natychmiast wciska tam swój pysk.
- Mam na ręku zmęczone dziecko, a obok szalejącego psa. Proszę, streszczaj się - mówię.
Wbrew pozorom mój głos brzmi całkiem przyjaźnie. Wolontariusz to młody chłopak, szkoda mi go tak spławiać, poza tym Cancer Research to przecież wszystkie moje Race for Life, w tym  roku nie wyszło, więc ... Młody faktycznie się streszcza. Wyrzuca z siebie informacje o leczeniu małych dzieci i kobiet. Jestem przekonana, że dokładnie wie, które statystyki padną na podatny grunt w Piątej Chatce. To widać gołym okiem.
- Zostaw mi ten formularz, wróć po niego o piątej, możesz? - instruuję go po wykładzie.
Dobrze wiem, że tu nikt nie przychodzi z puszką, do której na odczepnego wysypiesz denerwujące drobniaki z portfela. Tu potrzeba stałych datków, co miesiąc.
- Mogę - mówi młody.** - Ale na pewno jesteś zdecydowana coś nam przekazać?
- Tak, chociaż nie będzie to wielka kwota - uprzedzam lojalnie.
Zamykam drzwi. Sadzam Fruzię na kolanach i wypełniam formularz. Mała zabiera mi długopis, gniecie kartkę, kręci się... Dobra, później z tym.
Kładę Fruzię spać. Śpi. Całe 25 minut. W tym czasie zmywam naczynia, kończę wypełnianie formularza, piję herbatę. Tęsknię spoglądam w kierunku laptopa, ale czuję w kościach, że dzisiaj nic z tego nie będzie.
Kiedy mała się budzi, Rudolf dostaje świra. Psi nos podpowiada mu, że to jego pięć minut. Ogarniamy się. Kurtka, buty, czapka - to Fruzia. Kurtka, buty, szalik - to ja. Smycz i worek. Wiadomo. Zamykam drzwi na klucz i biorę głęboki oddech. Wszystko mam? Mam. Idziemy. Byłby to relaks, bo wszyscy szczęśliwi, gdyby Rudolf nie uciekał mi za płot boiska, bo przecież za płotem są ciekawsze zapachy. I gdyby na koniec spaceru nie wsadził sobie do mordy jakiegoś wielkiego, obleśnego worka pokrytego mazią przypominającą pastę maślano-jajeczną. Fuj! Wlecze to to do domu, z pyska mu to zwisa z obu stron, a ja nawet z nim nie walczę, bo jestem na z góry straconej pozycji.
- Oddaj, coś dostaniesz - próbuję.
Z zabawkami w domu się sprawdza, nauczył się. Ale z trofeami z zewnątrz nie da rady. Wzdycham z rezygnacją.
W domu zamykam go z tym workiem w kuchni. Inaczej rozniósłby tą maź po całej chacie.
Rozbieram Fruzię, zerkam w telefon. Strażniczka prosi o rozmowę. Dzwonię. Na linii coś trzeszczy, słyszę co drugie słowo, ale wiem, o czym rozmawiamy, więc sklejam te puzzle w jedną całość. Pod koniec rozmowy Fruzia zaczyna płakać, policzki robią się czerwone. Zębiska jak nic. Strażniczka szybko się żegna.
Tulę Fruzię, trochę się bawimy. Humor jej wraca, kiedy sadzam ją na wielkim, białym misiu. To zwykle działa, dobrze, że dzisiaj też.
Dzwoni Inżynier. Rozmawiamy wśród Fruzinych odgłosów z podłogi. Nagle słyszę, że coś podejrzanie głośno szeleści w kuchni. Podnoszę się, przechodzę przez salon, wciąż słuchając Męża Mego, wchodzę do kuchni...
- Fuck - informuję go dość pogodnie.
Zastaję Rudolfa przed otwartym na oścież schowkiem. Tylna połowa Rudolfa wciąż stoi na podłodze, przednia schowana jest w ogromnym worku karmy. Chrupanie dochodzące z wnętrza worka mówi samo za siebie.
- Zostawiłam otwarty schowek w kuchni, a w kuchni zamknęłam Rudolfa - mówię do Pifka.
W zasadzie ten komunikat wystarczy.
- Czyli tydzień diety - zarządza Mąż Mój, śmiejąc się do słuchawki.
Rudolf chyba właśnie odbył swoje prywatne, przyspieszone Święta.
Inżynier prosi mnie, żebym zadzwoniła do urzędu w jednej sprawie. Fruzia radośnie bawi się wyłączonym bębenkiem, więc korzystam z okazji i dzwonię tam natychmiast. Mnie udaje się dogadać co do formularza i płatności, a Fruzi... włączyć bębenek z Macareną. Urzędniczka coś do mnie mówi, ale nie wiem, co. Po tonie wnioskuję, że się żegna. Po kilku sekundach słyszę ciszę w słuchawce (miałam rację). I Macarenę obok, ma się rozumieć.
Fruzia idzie spać. Trzecia drzemka, ostatnia. I krótka. Mała budzi się po jednej mojej kawie i sprzątnięciu bałaganu w salonie, który w międzyczasie jakoś sam się zrobił. A może jednak ta drzemka nie była taka krótka?
Pielucha.
Podwieczorek. Jogurt z jabłkiem.
Mamuśka pyta, czy dokończymy sesję na skypie. Jasne. Mała szczerzy się do Babci, coś tam śpiewa i tańczy do piosenek Disneya. Układ choreograficzny do gospel wciąż w modzie. Rudolf złazi z kanapy i postanawia dołączyć do imprezy. Kładzie mi ciężki łeb na kolanach, jedną łapę na dłoni małej. Dziecię odpycha Rudego, on zaczyna ją wąchać dość nachalnie po szyi. Fruzia włazi pod krzesło i wali głową w jego nogę. Krzesła, nie Rudolfa. Ryczy. Rudolf chce ją pocieszyć (nieudolnie), liże ją, mała łapie go za nos. Z miłości tak. Rudy nadeptuje mi na stopę, muszę go przesunąć, bo zaraz zdepcze małą. Cały czas usiłuję spokojnie rozmawiać z Mamuśką. Rodzicielka śmieje się do rozpuku, bo tak jest za każdym razem, kiedy do sesji na skypie usiądziemy w salonie na podłodze. Fruzia + Rudolf = nie-pogadamy-normalnie-ale-będzie-zabawnie.
Patrzę na zegarek. 4.45. Gdzie? Jak? Kiedy?
Fruziak zaczyna zawodzić. Noszę, tulę, kołyszę.
Kilka minut po piątej Inżynier staje w drzwiach Piątej. Rozdaje głaski i buziaki. Fruzia tańczy kankana na jego widok. Troski odchodzą w niepamięć. Rudolf staje na rzęsach, żeby pańciunio nie zapomniał podrapać go za uszkami.
- Jak wam minął dzień, dziewczyny? - pyta. I natychmiast dodaje, patrząc na Rudego: - ... i chłopaki.
- Tradycyjnie - mówię lekko. - Jak w pracy?
- W porządku - mówi Pifko. - Głowa mi pęka, ale było spoko.
Uśmiechamy się do siebie.
Nie wszystko da się opowiedzieć w przedpokoju. Szczegóły będziemy omawiać na naszym codziennym zlocie w kuchni.

Fajrant dla nas obojga.
Nadeszła najprzyjemniejsza część dnia.

* Włączyłam grillowanie, zamiast tradycyjnego pieczenia. No i nie włożyłam warzyw do rękawa.
- Bo się skończył - wyjaśniłam Mężowi.
- Jest nowy - oświadczył on. Z litością w głosie.

** Nie wrócił. Musiałam być nieprzekonująca. Ciekawe, dlaczego...

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Strasznie dużo się u was dzieje w ciągu jednego dnia :) Pewnie gdybym miała posumować każdy dzień z rocznego pobytu z Kasią to chyba wygladałby podobnie (z tym, że ja mam psa na podwórku więc na spacery nie chodzimy). Starsza corka jakoś mniej boleśnie przechodzila ząbkowanie, Kasia natomiast już gorzej. Nawet nie chodzi o to, że miewa gorszy humor, noce też są jako takie w miarę przyzwoite, ale najgorszy jest u niej brak apetytu. To mnie martwi, ponieważ ona jest bardzo drobna (ma prawie 1,5 roku a waży 9 kg) i jak dochodzi do sytuacji, że nie chce jeść nic poza chrupkami kukurydzianymi i mlekiem (tylko w nocy) to zaczynam mieć gęsią skórkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, najwięcej adrenaliny zawsze podkręca pies;-)
      9 kg to faktycznie drobnica taka:-), nasza Fruzia waży niewiele ponad to, a jest dużo młodsza. Ale podobno dzieci nie są w stanie się zagłodzić, więc jeśli ma takie przejściowe napady braku apetytu, to może po prostu taka jej uroda. Chociaż rozumiem, że się martwisz, ja pewnie też bym się niepokoiła.

      Usuń
  2. Wyobraziłam sobie Fruzię tańczącą kankana i trzęsę się cała ze śmiechu teraz:) Ty to masz zdolne, żywiołowe dziecko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Rudolfa stojącego na rzęsach też zobaczyłaś:-)

      Usuń
  3. U nas było bardzo podobnie, dzień za dniem. I szczerze mówiąc nie tęsknię do tych czasów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inesko, skoro nie tęsknisz, to znaczy, że dobrze Ci w tym tu i teraz. I tak trzymaj!:-)

      Usuń
  4. Jakbym czytała o sobie jakieś półtora roku temu;-)))I szczerze, to tęsknie za tamtymi czasami;-)
    Z tym, że zamiast labka mamy sukę jack russell terrorystkę;-0
    Jeszcze trochę i będzie jeszcze gorzej - pies będzie atakowany z każdej strony, a łapy, uszy i ogon "wyrywane".
    Witam się po raz pierwszy - mama adopcyjna Hani już prawie od dwóch lat;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj, Tyśka, w naszych blogowych progach! Lubimy tu gości, więc fajnie, że nas odwiedziłaś!:-)
      Ja czasami tęsknię nawet za tym, co tu i teraz, bo mam świadomość, że to wszystko ucieka tak szybko i zdarza się tylko raz.
      A jeśli chodzi o psa, to już mamy przygotowany psi azyl - kuchnię. Tyle, że na razie Rudolf ani myśli rezygnować ze 'swojej' sofy w salonie. (Dajmy mu czas, jestem pewna, że w końcu sam będzie uciekał przed Fruzią;-))

      Usuń
  5. Oooo.. to ja już teraz rozumiem, czemu po niespełna osiemnastu miesiącach ze swoją dzieciną na pokładzie czuję się, jakbym przeżyła lat dziesięć co najmniej;)
    Każdy jeden TAKI dzień to jak tydzień bez mała, co?:)
    Buziaki dla Fruzi:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie. Ale popatrz, ile my doświadczeń zbieramy w tak krótkim czasie! Szkoda, że do cv nie można ich sobie wpisać...;-) Buziaki dla Was!:-*

      Usuń