Fruzia - odsłona dziesiąta

środa, grudnia 30, 2015

Nasz elektryczny kominek z papierowym płomieniem i kamiennym podestem spędzał mi sen z powiek, odkąd Fruzia poczyniła przy nim pierwsze nieśmiałe próby pionizacji. Przy sofie zdecydowanie lepiej jej to szło, ale bez upadków się nie obeszło, więc w okolicy kanapy zaległ dywan, którego chyba nigdy nie będę w stanie doczyścić po powrotach Rudolfa ze spacerów, a w okolicy kominka kanapa. Tym sposobem pozbyłam się również (na chwilę) koszmarnych wizji, że Fruzia wali głową w podest, nabijając sobie guza, po czym w wyniku rezonansu z kominka spadają ramki ze zdjęciami wprost na głowę ryczącego już dziecięcia i oto karambol i wyrzuty sumienia, że mogłam temu zaradzić, gotowe. Pozostaje mi obmyślenie strategii pozbycia się z salonu roweru treningowego Inżyniera.

Stanęła więc. Pewnego grudniowego dnia Inżynier  wywołał mnie z kuchni scenicznym szeptem i oświadczył, że ona sama tak, znienacka i bez żadnej pomocy. Nogi jej się wykrzywiały pod jakimś dziwnym kątem, ale trzymała się sofy z determinacją godną pochwały. Po kilku dniach zaskoczyła mnie po raz drugi. Wyszłam do kuchni na dwie sekundy, zostawiając dziecię siedzące na środku pokoju, odstawiłam szklankę do zlewu, wróciłam  i ... natychmiast wstrzymałam oddech. On stała. Ale nie tak, jak poprzednio, chwiejąc się. Stała pewnie, prosto, patrząc mi zuchwale w oczy i nawet odważyła się zluzować jedną dłoń, kurczowo trzymając się kanapy drugą. Potem runęła na tyłek, ale odtąd świat ludzi w pionie zyskał dla niej nowy, kuszący wymiar. Bywa, że próbuje wstać, ciągnąc mnie za nogawkę piżamy, łapiąc się krzesła lub opierając o... Rudolfa.
- Ale sobie stabilną podpórkę wybrałaś - śmieje się z niej Inżynier.
Rudolf nie jest zachwycony tymi jej pomysłami. Zerka wówczas na nią dość niespokojnie, ale doprawdy nie wiem, czy bardziej martwi się o bezpieczeństwo Fruzi czy swoje własne.

Zgoda na buty okazała się chwilowym kompromisem. Aktualnie Fruzia z powodzeniem mogłaby brać udział w marszach wolnościowych, trzymając nad głową malutki transparent krzyczący z mocą "Uwolnić stopy!" Buty skopuje, skarpety są bez sensu. Nosi je dokładnie tyle czasu, ile zajmuje mi włożenie ich na jej małe girki. Potem bezpardowono je zdziera, wkłada sobie do buzi i żuje. Pozostają nam rajstopy, ale i te wyciąga do granic ich elastycznej możliwości, memła w otworze gębowym i wyraźnie daje otoczeniu do zrozumienia, że akceptuje jedynie getry. Wciąż się nam dziwi, że my akurat lubimy nosić skarpetki i wolelibyśmy, żeby naszych nie jadła. Szczególny tych, które właśnie mamy na nogach. W tej kwestii rozumie się tylko z Rudolfem. Kiedy z głupia frant założyłam jej osobiste skarpetki na zwisające z kanapy przednie łapy sierściucha, mała dostała dokładnie takiego samego ataku śmiechu, jak wtedy w parku. Do łez. A potem szybko pomogła mu pozbyć się niechcianych gadżetów. Gdybym wiedziała, że tak ją to rozbawi, kupiłabym Rudolfowi świąteczny sweter dla czworonogów...

Bawi ją zresztą wszystko, co jest z związane z jej żywą maskotką. Na spacerze szuka Rudolfa wzrokiem. Zrywa boki, kiedy sprzątam jego kupę. Cieszy się, kiedy zapinam mu smycz. Intryguje ją jego zastawa stołowa. Któregoś dnia poraczkowała do kuchni i zanim zdążyłam ją stamtąd ewakuować, już trzymała głowę w jego misce.

Namiętnie czyta. Bejbikowe historie, Politykę, ulotki oraz wszystko, co wpadnie w jej ręce. Czyta i smakuje. Gustuje szczególnie w twardych okładkach, papier gazetowy jednak ciężko się gryzie. Od czasu do czasu muszę ratować ją pierwszą pomocą, kiedy fragment jakiegoś ciężkostrawnego felietonu przyklei jej się do podniebienia...

Tam, gdzie się coś dzieje, świetnie sobie radzi beze mnie. W bibliotece nurkuje w półkach z książkami na wysokości jej nosa, pełza po podłodze i chce włazić pod regały. Od czasu do czasu obejrzy się, jakby sprawdzając, czy jestem i pędzi dalej. Tylko raz dostała ataku zazdrości. Em przyszła do biblioteki z JJ i natychmiast wręczyła mi małego.
- Jest tak marudny, że nie daję rady - powiedziała. - Błagam, potrzymaj go chwilę.
Mały, co typowe, przestał marudzić w jednej sekundzie. Szczerzył się do mnie, coś tam gaworzył po swojemu. Łaskotałam go po bródce, śmiałam się do niego. W pewnym momencie zerknęłam na Fruzię. Przypatrywała nam się uważnie, z powagą. Jej oczy z każdą sekundą robiły się coraz bardziej okrągłe, a broda zaczęła niebezpiecznie trząść. W końcu mały Tasman zaczął ryczeć i wyciągać do mnie ręce. Houston, mamy problem, pomyślałam z rozbawieniem. Co będzie, jak zjawi się rodzeństwo?


Uwielbia się chować - pod kocem, maskotką czy za książeczką. Odczekuje kilka sekund, zrywa z siebie to, czym aktualnie się nakryła i rechocze głośno na nasze a kuku! Peek-a-boo! też nie pogardzi, w końcu chodzi o to, żeby było głośno.

Ma za sobą pierwsze strzyżenie! Z grzywką zasłaniającą oczy i loczkami wystającymi niesfornie zza uszu zaczęła przypominać gwiazdę estrady z lat osiemdziesiątych. Usadziłam ją więc na kolanach Inżyniera i dokonałam stosownego cięcia. Mała miała to w nosie. Mąż Mój był przerażony.
- Jesteś pewna, że wiesz, co robisz? - pytał niespokojnie.
Nie wiedziałam.
Nie wiedziałam, że bejbikom ta trudno obcina się włosy! Trzy małe ciachnięcia musiałam podzielić na dwa wieczory.

Są dni, kiedy poza śpiewnymi tonacjami, nie wydobywa z siebie ani jednej sylaby. Zwykle potem następuje magiczne odblokowanie i słowotok bababa, ajajajaja, łełełe i nenene. To ostatnie niepokojąco przypomina nie, nawet kontekst wypowiedzi zaczyna nam się zgadzać... Najbardziej gadatliwa jest wtedy, kiedy się zapomni i wydaje jej się, że nikt nie słyszy. Podsłuchujemy ją wówczas, zastanawiając się, czy obmyśla właśnie plan na życie, czy może jedynie głośno zastanawia się, jakby tu uniknąć spania.

Bo wciąż śpi mało, choć mało to pojęcie względne. Na moje  ''wiesz, tylko półtorej godziny w ciągu dnia" usłyszałam od znajomej, że ona wiele oddałaby za takie półtorej godziny i całe przespane nocki. Zrezygnowaliśmy z drzemek w wózku po tym, jak pewnego dnia weszłam do pokoju i zastałam ją rozbudzoną i siedzącą - paski, które w założeniu miały nie pozwolić jej usiąść, powypinały się z klamerek i spokojnie leżały obok zadowolonej Fruzi. Drzemka w łóżeczku oznacza czterdziestominutową łobuzerkę Fruzi, zanim zaśnie. Koniecznie w moim towarzystwie, bo inaczej się nie liczy.

Na dobre zakochała się w Białym. Biały jest już w zasadzie szary, ale w przeciwieństwie do filcowej torby Śniętego dobrze się pierze w pralce, niech więc szaleją. Na widok Białego Fruzi rozjaśnia się pyszczycho, a ciało wpada w drgawki. Tarzają się razem po dywanie, mała włazi na niego, czołga się pod nim, całuje go w nos i wydłubuje mu czarne oczy. Rudolf tylko wzdycha, patrząc na te szaleństwa. Jestem pewna, że jest wdzięczny za obecność Białego. Kto wie, ile razy Biały uratował jego własny nos i oczy przed miłosnym uniesieniem Fruzi.

Patrzę na nią i myślę, że nasza mała córeczka powoli przestaje być bejbikiem. Tak szybko się zmienia.
Chłonę więc każdą chwilę, kiedy śpi i wydaje się taka maleńka, kiedy wtula się we mnie, zmęczona dniem pełnym wrażeń i kiedy śmieje się w głos tym swoim dziecięcym głosikiem.
Zapisuję.
Koduję na twardym dysku pamięci.
Wdycham.
Gdybym tylko mogła zamknąć choć odrobinę jej zapachu w słoiku...

You Might Also Like

12 komentarze

  1. Ach, ta pionizacja ! :) Uwierz mi, że jeszcze niejedno bolesne spotkanie z podłogą/kominkiem/ścianą przed Wami, niejeden guz wielkości śliwki, niejeden siniak zmieniający kolory niczym kameleon...Tego się po prostu nie da uniknąć, choćby człowiek nie wiadomo jakie triki i zabiegi zastosował. No ale cóż - tak wielkie rzeczy nie mogą odbywać się bez pewnych ofiar ;)

    Wszystkiego dobrego w Nowym Roku ! :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda to, prawda, bez ofiar się nie obejdzie. (Bardziej nowocześnie powinnyśmy powiedzieć, że Fruzia musi wyjść poza strefę komfortu, żeby dokonał się rozwój;-) Niemniej jednak wierzę, że ten zasłonięty kanapą kominek to przynajmniej jeden guz mniej. Czyli - warto było.;-)
      Dziękujemy i dla Was również wszystkiego, co tylko sobie wymarzycie!:-*

      Usuń
  2. Witaj etapie "oczy wokoło głowy", jak dziecko zaczyna stawać i chodzić to chyba staje się jeszcze bardziej absorbujące :-)

    Ponieważ po powrocie do pracy nie mam czasu już prawie dla siebie, nadrabiam hurtowo czytanie blogów, bo systematyczność odpadła - dlatego z opóźnieniem życzenia poświąteczne i baaardzo szczęśliwego Nowego Roku w liczniejszym i liczniejszym gronie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, dla Was również wystrzałowego Nowego Roku i trochę więcej czasu dla siebie!:-*

      Usuń
  3. Wszystkiego naj na Nowy Rok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Inesko, dziękuję, dla Was również najserdeczniejsze życzenia bombowego roku!:-) :*

      Usuń
  4. Jak miło czytać... :)
    Kochani życzę Wam cudowności w Nowym Roku! Wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niech Was również nie ominą!:-) :-*

      Usuń
  5. Kochana wszystkiego niemozliwego w Nowym Roku Wam zycze.
    Niemozliwego, bo jak to sie spelni to z mozliwym na pewno dacie rade:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała rodzinka z Fruzią na czele śle buziaki! Już takie mocno noworoczne, bo nam dzień przed Sylwestrem neta wcięło i dopiero teraz wrócił. Wszelkiego spełnienia od nas dla Was!:-*

      Usuń
  6. Ja nie wiem czego Wam jeszcze życzyć, chyba tego żebym mogła nadal czytać to co napiszesz (ale to chyba bardziej sobie). Szczęście macie, marzenie Wam się spełniło - to największe to chyba żeby było tylko fajniej :) Fruzia jest super :) czytam i czytam i próbuje rozwikłać zagadkę w jakim jest mniej więcej wieku ale nie daje rady :) Kochana jest to widać w postach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, myślę, że Twoje życzenie, żeby było jeszcze fajniej, zawiera w sobie wszystko, czego potrzebujemy:-) Dziękujemy i również wysyłamy w Twoją stronę chmurę noworocznych życzeń wszelkiej radości!:-* Fruzia jest wciąż nieletnia, to pewne, i myślę, że niebawem zagadka sama się rozwiąże;-) A czytać będziesz miała okazję, jeśli tylko będziesz chciała, bo ja się stąd nigdzie nie wybieram. Za dobrze mi tutaj:-)

      Usuń