O grudniu, który miał nam wynagrodzić listopad

wtorek, grudnia 08, 2015

To jest właśnie jeden z tych momentów, kiedy twoje własne obawy, na co dzień pochowane gdzieś głęboko na dnie duszy, przybierają realne kształty i rzeczywistą postać. Mamuśka Moja tak fatalnie upadła, że złamała nadgarstek w kilku miejscach i właśnie czeka na operację. A ja nawet nie mogę usiąść obok jej łóżka i pogłaskać jej po głowie. Mogę jedynie siedzieć i o niej myśleć. I ryczeć, bo kto mi zabroni?

Pieprzona emigracja.

You Might Also Like

13 komentarze

  1. Przykro mi :(
    Wiem doskonale jak to jest. Dlatego emigracji mówię "nie". Nigdy więcej.

    Trzymaj się! A dla mamy udanej operacji życzę!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimie, usunelam ten komentarz tylko ze wzgledu na moje imie. Tak, wszystko sie zgadza, poza jednym - gdyby nie emigracja, nie mielibysmy Fruzi. A kolejne mozemy miec juz tylko tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  4. Aaaaaaa,przepraszam,zapomnialam.Nie chcialam sie wtracac,ale tez przez to przechodzilam i nigdy nikomu nie polecam emigracji,chyba,ze zapominamy o swoim kraju,godzimy sie na to,zeby rzadko widziec sie z rodzina,a jezeli jestesmy bardzo zwiazani to niestety za bardzo duzo rzeczy na co dzien nam umyka,a nadrobic nie bardzo jest kiedy.Ale sa tez plusy,jak w Waszym przypadku,tez to rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spoko, nic się nie stało:-) Nie odebrałam tego, że się wtrącasz, w końcu jeśli piszę o czymś na blogu, to liczę się z różnymi komentarzami. Niestety, tak to jest z emigracją i ze wszystkim w sumie w życiu - coś za coś. Nie jesteśmy tu przecież za karę tylko z własnej woli, ale jednak chwilami człowiek czuje się trochę uziemiony (no teraz to nawet dosłownie). A w takich momentach trudnych to najchetniej kierowałabym się emocjami i spakowała nas już dziś, łącznie z Rudolfem;-) Cóż, najważniejsze, żeby Mamuśka wyzdrowiała, a my w końcu naprawdę kiedyś będziemy się pakować w drogę powrotną.

      Usuń
  5. Matko od liter, dawaj łapkę. Głaszczę, przytulam, klepię po pleckach i robię głupie miny dla rozweselenia. Choćby na ćwierć sekundy.
    Dobrze będzie.
    Mamuśka na pewno czuje wsparcie mentalne. Żadna, nawet najbardziej pieprzona emigracja nie ma wpływu na intensywność mentalnego przekazu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Leśna, dzięki, głupie miny zadziałały:-) Od rana mam też dobre nowiny, Mama czuje się lepiej, choć chirurg powiedział jej po zabiegu, że złamanie paskudne, no ale dziś wraca do domu. Teraz będę mogła doglądać ją na skypie:-)))
      A Twoje ostatnie zdanie to balsam na moje zamartwiające się serducho.

      Usuń
  6. Przykro mi bardzo z powodu Twojej Mamy - moja dwa lata temu tuż przed Świętami złamała sobie rękę, ale u nas akurat ten komfort, że wszyscy jesteśmy na miejscu i w kryzysowych sytuacjach możemy pomóc. Nie martw się - w końcu Mama nie została w kraju sama, a Wasze wsparcie na odległość też na pewno odczuwa.

    A tak z ciekawości spytam (jeśli można?) - dlaczego drugie dziecko możecie adoptować już tylko tam? Są jakieś obwarowania prawne, które zabraniają kolejnej adopcji w Polsce (gdybyście kiedyś jednak zdecydowali się na powrót)? Czy po prostu o czas chodzi i konieczność ewentualnego rozpoczynania wszystkich procedur od nowa?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, myśl, że oni tam wszyscy czuwają, jest bardzo kojąca. Mój brat jest ratownikiem medycznym, więc nawet profesjonalna podwózka do lekarza czy szpitala jest w pakiecie;-) Oby tylko nikt nie musiał z takich pakietów korzystać...

      Nie mam pojęcia, czy są jakieś obwarowania prawne, ale na pewno są obwarowania w naszych głowach. Do kraju zamierzamy wracać i to od samego początku się nie zmienia. Oczywiście ze względu na rodzinę i bliskich. Tutaj mamy przetarte ścieżki adopcyjne, wiemy też, że przy drugiej adopcjijest już łatwiej, bo przecież i agencja nas zna, my znamy cały adopcyjny team, procedury, papierkologię... Jak sobie pomyślę, że to wszystko mielibyśmy zaczynać w Polsce od nowa (mimo że przecież sama wspominałaś, że nie jest to takie skomplikowane w PL), to mi się słabo robi. Inna sprawa, że wracając do Polski, będziemy od nowa stabilizować swoją sytuację zawodową. Nie wyobrażam sobie wrócić, szukać / zaczynać nową pracę i w tym wszystkim jeszcze brać się od razu za adopcję. A przecież lata lecą:-) Są jeszcze inne czynniki, mniej istotne, które każą nam myśleć, że zamykanie otwartych drzwi tutaj po to, żeby jeszcze raz otwierać nowe w ojczyźnie, to byłoby w naszej sytuacji trochę nielogiczne. Ale oczywiście w życiu bywa różnie, więc co będzie, to się okaże. :-)

      Usuń
    2. A będziecie wracać ? Na pewno chcecie ? Do Maliniaka na urzędzie prezydenta I rządów takich jakie są ?

      Przykro mi z powodu twojej mamy...

      Usuń
    3. Ech, Brytusiu, o tym też myśleliśmy, ale ostatecznie nie chcemy wracać do kraju tylko do rodziny. To wszystko zmienia.
      :-*

      Usuń
    4. OK - już rozumiem, czym się kierujecie :) Bardzo Ci dziękuję za taką wyczerpującą odpowiedź.Życzę Wam, żeby ostatecznie wszystko ułożyło się po Waszej myśli, czyli szczęśliwie i "wielodzietnie" :)

      Usuń