O wujku z Gorzowa

wtorek, listopada 17, 2015

To było w czasach licealnych.

Mamuśka Moja bardzo często opowiadała mi o swoim kuzynie z Gorzowa, którego nie dane było mi poznać (a przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo), jako że ich drogi na długi czas naturalnie się rozeszły. Mama zawsze wspominała wujka bardzo ciepło, a kiedy w pewnym momencie ich życia udało im się nawiązać kontakt telefoniczny, opowieściom nie było końca. Mamuśka wciąż powtarzała, że wujek bardzo chciałby poznać naszą rodzinę, ostatecznie jednak tylko starszyzna się spotkała, bo dorosłe lub niemal dorosłe potomstwo - wiadomo, miało swoje życie i sprawy znacznie pilniejsze niż zjazdy rodzinne. O wujku z Gorzowa nasłuchałam się jednak sporo.

Którego dnia byłam sama w domu i zadzwonił telefon. Kiedy podniosłam słuchawkę, przywitał mnie radosny, męski głos.
- Witaj, Basieńko - usłyszałam.
Przyjmijmy, że Mamuśka Moja to Basia.
Głos i powitanie zupełnie w stylu wujka z Bogatyni, którego bardzo lubię i z którym, dla odmiany, miałam wówczas dość częsty kontakt.
Roześmiałam się. Kiedy mieszkałam z Rodzicami, wciąż mylono mnie i Mamę przez telefon. Nawet Ojciec Dyrektor nie rozróżniał naszych głosów, więc kiedy dzwonił, na wszelki wypadek zawsze pytał: "mała czy duża?"
- Cześć, wujku - przywitałam się. - Mamy nie ma, ale powiem jej, żeby do ciebie oddzwoniła - rzuciłam lekko.
- Aaaa... to w takim razie rozmawiam z Literką - ucieszył się wujek. - Co u ciebie?
- Ech, matura za pasem - westchnęłam komicznie.
I tak od słowa do słowa zaczęliśmy gawędzić. O czekających mnie egzaminach, studiach, na które się wybieram... Wujek więcej dopytywał o mnie niż sam opowiadał o rodzinie, no ale przecież zawsze taki był. Bardzo  fajnie nam się rozmawiało. Dopiero po kilku minutach konwersacji coś zaczęło mi się nie zgadzać.

I dokładnie w tym samym momencie, kiedy uzmysłowiłam sobie, że to nie wujka z Bogatyni mam po drugiej stronie kabla, mój rozmówca oświadczył, że nie spodziewał się, że tak sympatycznie będzie mu się ze mną gawędziło i zapytał:
- A ty w ogóle wiesz, z kim rozmawiasz?

Zatkało mnie na ułamek sekundy. Chyba zaklęłam szpetnie w myślach, a już na pewno zrobiłam do samej siebie głupią minę. W jednej chwili zdecydowałam:
- Wujek z Gorzowa. Mama dużo mi o tobie opowiada.
Musiałam zabrzmieć bardzo pewnie, bo wujek był pod wrażeniem.
- No cudownie, nie spodziewałbym sie, nie spodziewał...

A ja po odłożeniu słuchawki niemal zjechałam ze śmiechu z fotela, na którym siedziałam.

Przez długi czas po tej rozmowie wujek nie mógł wyjść z zachwytu nad tym, jak przesympatyczną córkę ma Mamuśka. Wiele lat później zaprosiliśmy wujka na nasz ślub. Los chyba jednak nie dąży do naszego spotkania, bo tego samego dnia wujek miał rodzinne wesele i nie mógł przyjechać na nasze. Przysłał nam jednak ogromny kosz pięknych kwiatów.

Wciąż się nie znamy, wyobrażacie to sobie?

You Might Also Like

8 komentarze

  1. Fajna historia ☺Jak wrócicie na stałe do Polski to musicie koniecznie to nadrobić i się spotkać wreszcie z wujkiem! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie! Wujek pewnie byłby zaskoczony, że tak tę historię pamiętam.

      Usuń
  2. O! Właśnie może przyjazd w rodzinne strony z Fruziakiem da szansę na poznanie Wujka? Kontakt Wam się nie urwał?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że Mama wciąż jest z nim w kontakcie, muszę ją zapytać. Trochę szkoda, że tak naprawdę człowiek nie zna całej swojej rodziny, ja też mam kuzynów od strony taty, których na ulicy pewnie bym nie poznała, tyle czasu się nie widzieliśmy...

      Usuń
  3. Myślałam, tuliłam, zdrowiejącego po grzywce muskałam.
    Przelew takich myśli przez bajty to jak ręka wyciągnięta w naszą stronę, by uścisnąć.
    Lubię :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że już całkowicie ozdrowiały!:-)

      Usuń
  4. Wyobrażamy, wyobrażamy...U mnie w rodzinie też całkiem sporo takich wujków/ciotek/kuzynów, z którymi kontakt jedynie telefoniczny albo już zupełnie zerwany. Wielu z nich widziałam tylko raz w życiu kiedy byłam małą dziewczynką, a niektórych znam wyłącznie z babcinych czy maminych opowieści...Czy ciągnie mnie do spotkania z nimi? Chyba nie...Każdy z nas ma swoje życie, swoje sprawy, swoje priorytety - i z większością pewnie nie miałabym o czym rozmawiać poza jakimiś standardowymi, grzecznościowymi formułkami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Szczególnie jeśli druga strona nigdy nie wyraziła najmniejszego choćby zainteresowania. Zresztą chyba w każdej rodzinie są tacy ludzie, z którymi naturalnie wszystko się urywa, nie wiem nawet, czy człowiek dałby fizycznie radę utrzymywać ze wszystkimi kontakty. Ale mnie czasem żal, że z kuzynostwem od strony taty jest aż tak kiepsko. Tylko czy, tak jak piszesz, faktycznie mielibyśmy o czym rozmawiać?

      Usuń