Opowieści z krypty

wtorek, listopada 10, 2015

Dawno, dawno temu Rodziciele Moi wybierali się w odwiedziny do chrzestnego Ojca Dyrektora. Wybierali się jak sójka za morze, bo zawsze coś stawało im na przeszkodzie, mijały więc całe miesiące, a potem lata, kiedy z wujkiem Ojca nie było właściwie żadnego kontaktu. Wreszcie postanowili - tak dalej być nie może, wizyta u chrzestnego zaczyna być jednym wielkim wyrzutem sumienia, czas więc jechać. Pojechali. Bez zapowiedzi, bo i czasy były inne, a starsi ludzie na wsiach przecież zawsze byli w domu, nawet jak ich nie było. Pojechali.
Kiedy dotarli do wioski wujka, początkowo Ojciec pamiętał drogę, ale szybko uznał, że już nie wie, co dalej. Może to ten orszak żałobny, który minęli, tak go wybił z rytmu albo te lata, które minęły same, nie wiadomo kiedy. Tak czy inaczej, postanowili zapytać kogoś o drogę do wujka. Przecież na wioskach wszyscy wszystkich znają, będą wiedzieć. Zaczepiony przechodzień spojrzał na nich tak, jakby to pytanie nie było tego dnia pierwsze.
- Aaaa, do kościoła to tam - wskazał drogę.
Rodziciele wyglądali na lekko zdezorientowanych, więc zapytany uściślił dla porządku:
- Na jego pogrzeb przyjechaliście, tak?
Ten orszak żałobny to była wujka ostatnia droga.

To jedna z tych historii, które w opowieściach Mamuśki brzmią jak z książek Marqueza. Przyprawiają o gęsią skórkę, przypominają o sobie w ponure wieczory, jawę mieszają ze snem. Mamuśka Moja jest jak medium, już nie raz coś wyśniła, przeczuła, wyczuła. Cieszę się, że taki koncertowy tchórz jak ja nie odziedziczył po Mamie akurat tej cechy. Tylko jeden raz miałam sen, z którym do dziś dziwnie się czuję, i który przypomina o sobie, ilekroć przeglądam albumy ze zdjęciami.

Wrzesień 2012
Byłam na ogromnym polu z zieloną,  typowo angielską trawą. Wyglądało to trochę jak car boot, tyle że zamiast samochodów na polu stały boksy, takie niewielkie przestrzenie oddzielone od siebie drewnianymi parawanami. Wiem, że była tam też koleżanka z Różowej Chmurki, z którą rozmawiałam w angielskim narzeczu. I generalnie czułam się jak w pracy. Koszmar polegał na tym, że tak naprawdę było to ogromne krematorium na świeżym powietrzu. Zwłoki wieszano na sznurach, takich mini szubienicach, po czym tak wiszące podpalano.  Co ciekawe, podczas mojej wędrówki po tym krematorium widziałam tylko jedno kremowane ciało - moje własne. Wyglądało jak z gumy, dosłownie taka powłoka, która z jednej strony wzbudzała we mnie strach, ale jednocześnie cieszyła mnie świadomość, że nie będę leżała w trumnie [zawsze mnie to przerażało, więc wymogłam na rodzinie obietnicę kremacji]  i że dostałam drugie życie, dzięki któremu nadal chodzę po świecie i mam się świetnie. W boksach były też małe pieski, a konkretnie jeden - szczeniak labradora, wyglądający jak Rudolf. Żywy szczeniak. A potem, na tym samym polu, koleżanka z Chmurki wręczyła mi bliźnięta, dziewczynkę i chłopca. Chłopiec miał śliczne, duże oczy, a dziewczynka twarz i blond włoski małej Jemimy z mojego przedszkola! Mały nie patrzył na mnie, ale dziewczynka wpatrywała się we mnie intensywnie, jakby trochę lekko zdziwiona moją obecnością. Koleżanka oświadczyła, że matka bliźniąt ich nie chce, więc jeśli mam ochotę, mogę je adoptować i natychmiast zabrać do domu, na co ja oczywiście skwapliwie się zgodziłam.

Fruzia nie jest podobna do Jemimy. Tylko kolor włosów się zgadza, a ta powaga małej ze snu nijak ma się do żywiołowości naszej córki. Fruzia zdecydowanie nie jest podobna do Jemimy.

Tylko na jednym, jedynym zdjęciu, zrobionym podczas drugiej wizyty u Fostersów, kiedy malutka była naprawdę mini, Fruzia wygląda identycznie jak ona.

You Might Also Like

7 komentarze

  1. Ha ha, i tak Rudolf wrócił na chwilę do korzeni! (Dla spostrzegawczych;-))

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz co? Ciary dostałam po tym poście ;) Taki niby pół żartem - pół serio, ale jednak strach mnie obleciał ;) Też mam jedną taką historię w swojej rodzinie, może kiedyś opowiem na blogu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez z tych, co to natychmiast dostaja gesiej skorki. Na dwie raty musialam pisac ten post, bo dziwnie mi sie robilo przed laptopem! Co tylko dowodzi tego, ze horrorow to ja bym nie mogla pisac:-)

      Usuń
  3. Krąży w świecie jakaś znamienna siła, która popycha nas w kierunku konkretnych osób i działań, a Twoi rodzice są na to żywym dowodem... Szkoda tylko, że w takich okolicznościach...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, sa zdarzenia i "przypadki", o ktorych nie snilo sie filozofom.

      Usuń
  4. Niezła historia! I niesamowity sen ☺ To teraz pora na synusia ;)

    OdpowiedzUsuń