O tym, że ona też

wtorek, listopada 24, 2015

Wczesne piątkowe popołudnie. Fruzia wsuwa lunch. Umorusana od stóp do głowy warzywami, które dwa tygodnie temu postanowiła zacząć jeść sama i tylko sama, co chwilę wyciąga w moim kierunku łapkę z rozmemłaną marchewką lub brokułem i zachęca do spróbowania. Och, córko, bardzo dziękuję... Do domu wchodzi Inżynier. Wita się z szalejącym Rudolfem, wysyła mi w powietrzu buziaka i natychmiast szczerzy się do Fruzi. Ta dostaje szału z radości na widok taty. Wszystkie kończyny zaczynają tańczyć. Ręce walą w blat z warzywami, brokuł ląduje na podłodze i ścianie, nogi uderzają w siedzisko. Gdyby tylko mogła, wyfrunęłaby z tego krzesła już teraz, natychmiast. Staram się wytrzeć jej buzię i łapki, ale przy takim kankanie marnie mi idzie. Wypinam ją więc z szelek, podnoszę i taką brokułową i szalejącą wręczam Mężowi. On też za chwilę będzie pokryty warzywami, ale zupełnie nie zwraca na to uwagi. Kilka samolotów w górę i dół, buziaki i dzikie piski Fruzi, co za widok!

Sobota wieczór. Siedzimy u znajomych w salonie, kiedy elektroniczna niania daje nam znać, że Fruzia zaczyna płakać. Zrywam się natychmiast, pędzę po stromych schodach do góry. Na oślep, nawet nie włączyłam światła w przedpokoju. Niemal ląduję głową na podłodze, kiedy docieram do góry. Tam już zupełnie nic nie widać, ale nie mam czasu na szukanie włącznika. Wpadam do sypialni, światło ulicznych latarni daje przyjemne dla ciała wrażenie ciepła. Uspokajam płaczącą malutką, głaszczę ją po włoskach. Fruzia szybko zasypia.

Dwie godziny wcześniej był straszny krzyk. Po szalonej zabawie z Ajką, kiedy Fruzia ledwo już widziała na oczy, uznałam, że czas spać. Malutka rozdała wszystkim buziaki na dobranoc, pozwoliła przebrać się w śpiochy i wyglądało na to, że zaśnie tuż po przytuleniu się do swoich pluszaków, a tymczasem ona, kiedy tylko zorientowała się, że leży nie w swoim łóżeczku, wybuchnęła płaczem. Takim rozdzierającym, ze strumieniem łez i żalem w oczach. Nie miałam pojęcia, co robić. Fruzia wędrowała na oślep po łóżeczku, jakby szukając miejsca, które byłoby znajome, wciąż szlochając. Na ręku było lepiej, ale tylko w pionie. Każda próba zbliżenia się do łóżeczka powodowała nową fontannę łez. Wreszcie położyłam się z malutką na ogromnym łóżku, którego na tę noc użyczyli nam gospodarze, otuliłam ją swoim ramieniem, do noska przysunęłam Tweetiego i Kulfona, żeby czuła znajome zapachy... I Fruzia zasnęła w ciągu kilku sekund. Po dwudziestu minutach spokojnie przeniosłam ją do łóżeczka. Przespała całą noc z dwiema krótkimi pobudkami. Za każdym razem pędziłam po tych cholernych schodach, jakby świat miał się za chwilę skończyć.

Papier z sądu ma zapewniać nam spokojny sen jedynie (i aż) pod kątem naszych praw do niej i jej do nas. Choć i bez niego wiem, że jestem jej mamą, tak jak on wie, że jest jej tatą.  Nie potrzebujemy do tego żadnych potwierdzeń z zewnątrz.

A jednak to niesamowite, że ona też to wie. Wie, gdzie jest jej łóżeczko, jej dom, jej pies. Na bejbikowym, zmysłowym poziomie pojmowania wie, kto jest jej mamą i tatą.
Niby nic w tym nadzwyczajnego, to takie normalne przecież, małe dzieci szybko się przyzwyczajają... i takie tam gadki.

A jednak.

You Might Also Like

6 komentarze

  1. Zgadza się, niesamowite - jak zresztą większość rzeczy, które można u naszych dzieci zaobserwować :) I pewnie wszystko dałoby się jakoś wytłumaczyć, wyjaśnić w kategoriach bardziej naukowych - ja jednak wolę postrzegać to jako wspaniały, niewytłumaczalny CUD; taki jedyny w swoim rodzaju i nie do podrobienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak, tak! Wiesz, ja zdaję sobie sprawę z tego, że może przynudzam z tymi zachwytami nad faktem posiadania dziecka i na blogu jestem lekko monotematyczna (w realu staram sie zachować zdrowy rozsądek, tutaj nawet nie próbuję), ale zbyt długo na to czekałam, żeby teraz trzymać się w ryzach;-)

      Usuń
  2. A tak na marginesie, ten papier z sądu już dostaliście?
    Chciałabym ją zobaczyć w tych brokułach:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, pytanie całkiem na czasie. Biurokracja doprowadza nas do szału... Zajrzyj jutro na stare śmieci :-*

      Usuń
  3. Normalnie widzę siebie po tych schodach na oślep, też tak gnam jak w środku nocy starsza córka, która ma pokój na poddaszu się obudzi z jakiegoś powodu. Z sypialni na dole po ciemku przez korytarz, duży pokój, po schodach i u niej w korytarzyku światło na szczęście zapala się samo więc małe prawdopodobeństwo że trafię glową w przymknięte drzwi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co za baby z nas, a wystarczyłoby włączyć światło!;-)

      Usuń