O sępach

wtorek, października 20, 2015

Właściwie to mogłam się domyślić.

W Różowej Chmurce chowałyśmy się w przysalowej kuchni, żeby ukradkiem zjeść kawałek czekolady, a bejbiki i tak potrafiły zwęszyć spisek. Pędziły za nami na tych swoich krótkich nóżkach, przyklejały noski do grubej szyby w drzwiach i wpatrywały w nas tymi swoimi niewinnymi oczętami. Nam szybko odechciewało się jeść. Albo deptałyśmy święte Chmurkowe reguły, kruszyłyśmy czekoladę w dłoniach i karmiłyśmy Lucasów maleńkimi okruszkami mlecznego raju, modląc się o przebaczenie.

Mogłam się domyślić, bo przecież jednego takiego wiecznie-żebrzącego już mamy.
I żeby to tylko o czekoladę chodziło.

A jednak nie wpadłam na to, że po magicznych sześciu miesiącach  wszystko będę musiała dzielić na trzy.

Siadam do śniadania.
(Staram się jeść w tych samych godzinach, co Fruzia, ale nie zawsze się udaje. A nawet jeśli, to ona i tak chce jeść to, co ja. A ja nie zawsze chcę jeść to, co ona może...)
Rudolf natychmiast złazi z kanapy i ustawia się na strategicznej pozycji, obok mnie i wózka / krzesełka małej. Wlepia we mnie swe brązowe ślepia. On zawsze chce jeść, w sumie nieważne co.
Mała przestaje się bawić i kiedy ja zabieram się za pierwszy kęs, ona automatycznie otwiera mały dziób, dając mi do zrozumienia, że ona też. Jeszcze jest głodna. No przecież od jej śniadania upłynęły już 3 minuty!

Dwa gapiące się na mnie sępy.

Wzdycham. Nie chcę przekarmiać Fruzi, więc dostaje jeszcze kawałek owocu lub ryżowego ciastka, nie dam jej przecież wczorajszej pizzy. Jeszcze nie. Czasem dzielę się swoim śniadaniem. Kęs dla mnie, dla Fruzi, co drugi dla Rudolfa. Takie okruszki, żadne z nich się tym nie naje, ale szczęśliwi, jakby w totka wygrali. Na czekoladę i ciastka przychodzi czas, kiedy mała zasypia.

Czasem tylko zastanawiam się, co będzie dalej. Kiedy już nie da się jej oszukać, a szafka ze słodyczami będzie głównym punktem jej pielgrzymek do kuchni. Oddałabym jej przecież wszystko, ale uzależnieniem od cukru nie chciałabym się dzielić.
- Będziemy musieli założyć sobie dobrze strzeżone skrytki - oznajmiłam Mężowi po tym, jak Fruzia podejrzanie ochoczo zaczęła częstować mnie soczystymi buziakami z wytkniętym językiem.
Chwilę wcześniej widziała, jak jem czekoladę.
- Twoja na słodkie, a moja na piwo? - zapytał retorycznie Inżynier.

Dobrze przynajmniej, że nie jestem w tym sama.

You Might Also Like

12 komentarze

  1. Oj tak ja nadal muszę chować słodycze przed Juniorem, bo słodkie jadlby najlepiej na śniadanie, obiad i kolację ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba większość dzieci tak ma, niestety, a my musimy kombinować, żeby jadły coś innego. Ciężkie życie rodzica...;-)

      Usuń
  2. Rozumiem te dylematy i widze te oczy megovsyna jak kota ze szreka ;-).Ale ja mam slodycze w dolnej szafce po tym jak synus akrobacje odstawial kiedy poszlam się umyc z duszą na ramieniu. Na mohwgo synka dziala zaprzyjaziona baaardzo fajna dentystka:-) i to ze będzie mial robale w zebacj na ktore to moje dziecie ma kompletnego fiola tzn musza byc czyste błyszczące i przede wszystkim zdtowe :-) takze wiesz Fruzia na bank będzie mądra i rozsądną dziewczynks jak moj synus pod yym względem :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nicole, skorzystam z tej dentystycznej podpowiedzi, jak Fruzia zacznie już kumać, co robi dentysta;-)

      Usuń
  3. A ja myslalam ze tylko Ala chce jesc 3 min po swoim snidanku moje jedzonko uffff co za ulga, Kochana mam to samo ;)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Megi, ja czasem myślę, że my mamy w domu dwa labradory...:-) Już wiem, co będą robiły nasze dziewczyny, jak dorosną i będą się spotykać. Będą jeść!:-)

      Usuń
  4. Zastanawiałam się kiedyś czy przed wizytą dziecka nie schować lodówki, ale chociaż nie przenieść jej na parę dni do znajomych.:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze można trzymać w domu pustą lodówkę...;-)

      Usuń
  5. Oooo, skąd ja to znam ? ;) Bąblowi wartościowego pożywienia nie przemycisz czasami ani prośbą, ani groźbą, ani przekupstwem. Natomiast kiedy tylko otwieram pudło pełne słodkości (bo też jestem czekoladomaniaczką :) ), od razu się przy mnie materializuje, choć jeszcze przed sekundą był czymś bardzo zajęty z tatą, w zupełnie innym pomieszczeniu :) Jakby jakiś radar miał czy coś... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe. Ja też mam taki czekoladowy radar;-) W zasadzie to ja nie powinnam narzekać, bo Fruzia je wszystko - wartościowe też, sęk w tym, że ja sie boję o przyszłość. Bo teraz jeszcze mam jako taką kontrolę nad tym, co je, ale już za chwilę nie będę miała kontroli nad niczym;-)

      Usuń
  6. Podzielam obawy, mimo że mam za sobą 5,5 lat kontroli :-) i choć do tej pory nie narzekam, bo deser jest raz dziennie
    Pozdrawiam słonecznie
    Greta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę, właśnie to 'deser jest raz dziennie' (tylko!) martwi mnie najmocniej!;-)

      Usuń