O matce pijącej

poniedziałek, października 26, 2015

Od tygodnia miałam fazę na fazę.
- Mamy jakieś piwo? - zapytałam w niedzielny wieczór Inżyniera Pifko.
Typowy błąd niedzielnego pijaka. Nie zadaje się facetowi takich pytań w końcówce weekendu.
Pifko pokręcił głową.
- A wino? - zapytałam z nadzieją w głosie. - Albo wódkę?
Mąż Mój zaczął się śmiać.
- Nic. A co się stało?
- Czuję, że muszę się napić. Najlepiej natychmiast - wyznałam.
Dlaczego dopiero teraz zdałam sobie z tego sprawę?
A przecież to jeszcze nie była ta niedziela, kiedy wygrał Peace.

Wytrzymałam do piątku.
- To o której pijesz? - zapytał Pifko, kiedy wracaliśmy z zakupów z butelką Smirnoffa*.
- Jak Fruzia pójdzie spać - odpowiedziałam po chwili namysłu.
Ach.
To teraz tak to się odbywa.
Teraz potrzebujemy nie tyle knajpy, imprezy i towarzystwa znajomych, co śpiącego dziecka i jednego dorosłego, który zadba o jego bezpieczny sen. A zamiast pubu wystarczy sofa i koc.
Zmieniło się też pre-party. Zamiast makijażu w towarzystwie pierwszego drinka u przyjaciółki, teraz człowiek (matka) po spacyfikowaniu potomka sprząta zabawki, składa ubranka i gotuje wodę na poranne mleko, bo przewiduje, że o leżący na podłodze bębenek może się potknąć w tym stanie, a jutrzejsze marudzenie Fruzi, bo mleko za długo się chłodzi, może być boleśniejsze niż zwykle.
O tak, matka potrafi przewidywać.

Ale to ciepło, które rozchodzi się po ciele po pierwszych łykach Smirnoffa ze Sprite'm* zupełnie się nie zmieniło!
Mąż Mój z wyraźnym rozbawieniem patrzył na swoją upadającą żonę.
On lubi takie obrazki.

Obudziłam się o czwartej, bo Fruzia zgubiła smoczka. Mąż Mój spał, choć potem twierdził, że w nocy musiał raz do córki wstać (usłyszał, alleluja!). Z zadowoleniem stwierdziłam, że myśli mam już czytelne, choć w głowie mi się jeszcze kręciło. Spojrzałam na swoje wdzianko. Różowy, o rozmiar za duży t-shirt z Race for Life 2014 i bladoróżowe majtki. Pifko twierdzi, że wskoczyłam w nie sama, ale kto go tam wie. Pomogłam Fruzi odnaleźć smoczek i wróciłam do łóżka z niejasnym poczuciem, że nie pamiętam, jak się w tym łóżku znalazłam.

W ciągu dnia z pomocą Męża odtworzyłam przebieg wieczoru.

Oglądaliśmy film. "Pogoda na jutro" ze Stuhrami. Bardzo dobry, choć z drugiej połowy pamiętam tylko końcową scenę.
Popłakałam się, bo we wszystkich rodzicielskich scenach (Stuhr martwiący się o dzieci) widziałam nas i Fruzię.
Popłakałam się, czytając w łazience post Brytusi.
(Ale tak poza tym to było mi wesoło, choć umiarkowanie, a nie tak durnowato jak kiedyś.)
Na ułamek sekundy dotknęłam absolutu (nie, że jeszcze Absolut* pojawił się w mojej szklance, no skąd!), dochodząc do wniosku, że wiem, o co chodzi w życiu. Doprawdy nie pamiętam, czy znów chodziło mi o rodzinę, czy może o takie wieczory jak ten. (Litości!)
Oglądaliśmy kolejny film. "Chłopaki nie płaczą". Uwierzyłam Inżynierowi dopiero późno wieczorem, kiedy włączył go po raz kolejny, bo oboje zasnęliśmy podczas seansu.

Ekscytujący wieczór. Serio, bawiłam się wyśmienicie.
To znaczy... tak to pamiętam.
(A przecież Stuhr powiedział, że "życie to nie to, co się przeżyło, ale to, co się pamięta.")

- Kiedyś człowiek umierał, kiedy budził się po pijaństwie, a w tym wieku raczej czuje, że żyje - wymamrotałam odkrywczo do Męża Mego, kiedy już na dobre się rozbudziłam.
- Tak? - w głosie Pifka pobrzmiewało rozbawienie. - To my chyba kiedyś mieliśmy zupełnie inne podejście do picia i kaca.
- A ty nie umierałeś? - teraz to ja byłam zdziwiona.
No przecież wyraźnie pamiętam wszystkich facetów w naszej rodzinie, którzy na kacu deklarowali, że nigdy więcej.
- Eeee - Pifko przybrał lekki ton. - Ja się budziłem i piłem dalej.
Ech.
W tej kwestii zawsze bardzo się różniliśmy.


* To nie jest wpis sponsorowany, chociaż przysięgam, że jeśli ktoś chciałby mi zapłacić, nie wahałabym się ani chwili. Mogę testować takie produkty!

You Might Also Like

3 komentarze