O edukacji

piątek, października 16, 2015

Kraina Deszczu, rok 2015

Znajoma Liz pyta w bibliotece o książkę "Nutmeg gets adopted". Seria o Nutmegu, adoptowanej wiewiórce, to cykl jak dotąd 6 książek dla dzieci skupiających się na wiadomej tematyce i mającej pomóc rodzicom w rozmowach z pociechami.
Bibliotekarz sprawdza w komputerze dostępność pozycji i błyskotliwie zagaduje do kobiety:
- To jaka jest kolejna część? "Nutmeg idzie do więzienia"?

Czujecie to?!

***
Teoretycznie to nie jest blog o adopcji. To jest blog o naszym codziennym życiu, o naszej rodzinie. A ponieważ adopcja jest częścią tego naszego życia, będę o niej pisać tyle, ile uważam za słuszne, tak jak w dawnych czasach pisałam o niepłodności albo o tym, że pracuję w szkole i że czasem mam dość. Uważam też, że powinno się o tym mówić, edukować społeczeństwo - zarówno to polskie, angielskie, jak i każde inne. Żeby takie sytuacje jak ta przytoczona wyżej, nie miały miejsca.

Bo #adopcjaTOnieTABU, o czym pięknie napisała Ala na swoim blogu.

Jeśli jest tu ktoś wątpiący i szukający odpowiedzi na ważne pytania adopcyjno-rodzicielskie, myślę, że Ala jest w stanie na niektóre z nich odpowiedzieć. Dlaczego akurat ona? Zajrzyjcie, żeby się przekonać.

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Ja wątpliwości już żadnych nie mam, bo sama jestem adopcyjną mamą 16-miesięcznego Bąbelka :) Natomiast bardzo chętnie zamieniłabym sobie parę zdań ze wspomnianym przez Ciebie bibliotekarzem, bo chyba faktycznie przydałoby się go gruntownie wyedukować w tym temacie. A już myślałam, że takie teksty to tylko w "Polszcze"...

    Pozdrawiam serdecznie całą Waszą Rodzinkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wiesz, ja myślę, że takie teksty można usłyszeć tam, gdzie znajdziesz ludzi niewychowanych, czyli wszędzie. Niestety. Bo jedna rzecz to usłyszeć coś, co może wypływać z czyjejś niewiedzy, a co innego, jeśli to zwykłe chamstwo. Muszę przyznać, że my akurat spotykamy się z rewelacyjnymi reakacjami ludzi - i tu, w Krainie Deszczu, i w Polsce. Ludzie zwyczajnie się cieszą i gratulują. Jedyny dziwny tekst, jaki usłyszeliśmy, to było pytanie "a będziecie chcieli, żeby mówiła do was mamo i tato?" Trochę nam ręce opadły, ale to też nie było powiedziane złośliwie, ot, ta osoba szczerze była ciekawa...;-)
    Na tego biblitekarza została złożona skarga. I słusznie. Jeśli do niektórych normalnie nie dociera, to trzeba w inny sposób.

    A tak w ogóle to witam w moich progach. Twoje już też odwiedziłam:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Straszne.. Co to w ogóle za skojarzenie??

    OdpowiedzUsuń
  4. Brak empatii i piątej klepki u Pana. Ale nie martw się takimi. Ja jestem zafascynowana postawą ludzi adoptujących. My z mężem również nie zawahamy się tego kroku, jeśli życie da nam taką szansę - trudno o konkrety niecałe 2 miesiące po ślubie w wieku 22 lat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to zupełnie przestałam się przejmować tym, co kto, a jest mi o tyle łatwiej, że naprawdę dostajemy od ludzi dużo dobrego, ale teksty takie jak ten wyżej zwyczajnie mnie szokują.
      Wiesz, nie wiem, czy w naszej postawie jest coś fascynującego;-), ale wiem, co masz na myśli. Ja też myślałam kiedyś o adopcji - że chciałabym, bo to dobre i szlachetne:-). Prawda jest taka, że zanim do adopcji doszło, musieliśmy się trochę nacierpieć i zadać sobie pytania, których w normalnych okolicznościach przyrody być może nigdy byśmy sobie nie zadali. Warto było, oczywiście że warto, dziś mamy nasze wyczekane dziecko, ale dziś już nie patrzę na to tak altruistycznie. Jak często podkreślają to rodziny po adopcji - to ona uratowała nas, a nie my ją.:-)
      Mam nadzieję, że mój wywód jest zrozumiały:-) Niech Wam się spełnią wszelkie plany i marzenia.

      Usuń
  5. Cóż....powiedzmy, że to był ten sławny angielski humor, z nutą sarkazmu. Jeśli chodzi o adopcje, ciągle jest to temat trudny Podobnie jak trudno jest wielu matkom powiedzieć własnym dzieciom, że ten którego nazywają tatą, biologicznym ojcem nie jest. A kiedy otrzymują taką informację, często złośliwą, od przypadkowej osoby na mądre i spokojne rozmowy jest już za późno. Trzymam za Was kciuki,

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, Pieprzu. Tak, ja też bym nie chciała, żeby Fruzia dowiadywała się czegoś o swoim życiu od 'życzliwych'. A w świecie internetu, mediów społecznościowych i przepływu informacji o prędkości światła słowo 'sekret' to jakiś archaizm. Zresztą, nie wyobrażam sobie życia w kłamstwie.
      PS. Tak, powiedzmy, że ten pan był akurat w wyśmienitym, angielskim nastroju;-)

      Usuń
  6. Ludzie potrafią słowami ranić, z premedytacja. Ale tu myślę, że mamy do czynienia z czystą bezmyślnością :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, z bezmyślnością trudno się walczy. Ale wciąż myślę, że warto.

      Usuń