O czym myślę, kiedy śpiewam

czwartek, października 22, 2015

W piątkowe przedpołudnie do lokalnej biblioteki schodzą się mamy i bobasy. Mamy siadają w okręgu na pufach, dywanie, drewnianych stopniach do regałów, bejbiki rozpełzują się po pomieszczeniu, choć wciąż w zasięgu czujnych rodzicielskich rąk. O jedenastej przychodzi Wolontariusz i zaczynamy rhyme time.
- Good morning Fruzia, good morning JJ, good morning Freddie, it's good to see you here - śpiewamy na powitanie.
Nie mogę się zdecydować, na ile lat wygląda Wolontariusz, ale w mojej głowie mieści w granicach 45-55. Mówi cicho, jeszcze ciszej śpiewa, wciąż się uśmiecha, tak po angielsku, bo uprzejmie, ale jego body language daleki jest od tak potrzebnego w pracy z bejbikami drobnego choćby entuzjazmu. Trudno chyba pogodzić angielską powściągliwość z misją zabawiania dzieci.
Śpiewamy dalej. The wheels on the bus go round and round, round and round... Wolontariusz, wyprostowany jak struna, wywija dłońmi, naśladując kręcące się koła. Mamuśki produkują się aktorsko, bejbiki pełzną, gryzą zabawki, któreś zostało zatkane butelką, inne cyckiem. Fruzia zaczepia JJ'a, koniecznie chce go uszczypnąć w policzek. Ten wyciąga do niej łapkę, chyba zrozumiał, że z tą małą nie będzie łatwo i trzeba się bronić. Niemal jednocześnie Em i ja stwierdzamy, że najpilniejszą sprawą przed wyjściem na rhyme time okazuje się obcięcie maluchom paznokci. Miesiąc temu JJ przez tydzień pokornie nosił na policzku kilkucentymetrowe zadrapanie po Fruzinym wybuchu czułości.
Patrzę na Wolontariusza i nie pierwszy już raz przychodzi mi do głowy, że równie dobrze Ojciec Dyrektor mógłby poprowadzić tę imprezę. Języka nie zna, ale z jego zdolnościami nauczyłby się kilku pieśni w jeden poranek. I chociaż do bejbików nie ma ręki (pojawienie się Fruzi zdaje się gwałtownie zaprzeczać tej tezie), to do wodzirejstwa i towarzyskiego wodolejstwa nadaje się jak nikt inny. Ojciec Dyrektor nie pozwoliłby, żeby jego głos rozmył się wśród żeńskich głosów mamusiek. Nadawałby ton, rozmach i kolor tej zabawie. A nade wszystko, dyrygowałby ze skupioną miną, w duchu rechocząc ze śmiechu. Chyba już wiem, po kim mam to rozdwojenie jaźni.
Tak mnie rozbawia ta wizja, że całkiem nieświadomie obdarzam Wolontariusza szerokim uśmiechem. Ten odwzajemnia wyrazy sympatii, a w jego oczach widzę czystą radość, że najwidoczniej komuś ta impreza się podoba. Coś do mnie mówi, ale tak cicho, że nic nie rozumiem. Uśmiecham się więc jeszcze szerzej i na czuja kiwam głową. Uff, chyba trafiłam.
- Goodbye Fruzia, goodbye JJ, goodbye Freddie it's good to see you here - śpiewamy na pożegnanie.

Jeszcze w drodze powrotnej do domu pękam ze śmiechu.
Ojciec Dyrektor w roli bejbikowego leadera!

Z tą myślą jutro znowu pójdziemy do biblioteki.

***
A tymczasem na Starych Śmieciach... :-)

You Might Also Like

10 komentarze

  1. Fajnie, że macie takie miejsce dla mam i dzieciaczkow ☺ Mi brakowało takiego wyjścia do ludzi, gdy Junior był malutki..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, musze przyznac, ze jest dokad pojsc z dzieckiem I to w takiej malej miescinie jak nasza. Bardzo to doceniam, bo nie musimy zostawac w domu nawet w deszcz. Wystarczy, ze podjade autobusem dwa przystanki i juz jestem wsrod ludzi:-) (Inna sprawa, ze dobrze miec kolezanki, z ktorymi da sie pogadac o czym innym niz dzieci. W koncu ile mozna walkowac rozwoj niemowlaka?;-))

      Usuń
  2. Gniezno to pod tym względem "śpi" . Tutaj mama z dzieckiem jak sobie sama czegoś nie zorganizue to nie znajdzie miejsca, które ja chętnie "przygarnie" a szkoda..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, to prawda, bo przecież zorganizowanie takich zajęć to w zasadzie nie powinna być żadna wielka filozofia dla jakiegoś domu kultury czy biblioteki...

      Usuń
  3. Jesteś już drugą blogującą mamą, u której trafiłam dziś na opis tego typu zajęć. Szkoda, że w naszej miejscowości nikomu nie przyszło do głowy, by coś takiego poprowadzić. Może poszukam w jakimś większym mieście, bo jestem naprawdę zaintrygowana i przekonana, że mojemu Bąblowi by się to spodobało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, dzieciaki uwielbiają takie spotkania, przede wszystkim dlatego, że mają okazję pobyć z innymi dziećmi i narobić hałasu grzechotkami;-)

      Usuń
  4. Ja się nawet w kwestii wyjść nie wypowiem :) My na wsi to co najwyżej do sklepu po buły! :)
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Juti, my też tak jakby na wsi. Na szczęście nawet tutaj jest co robić:-) Buziaki!

      Usuń
  5. Ależ Wy się imprezujecie! Wyobraziłam sobie mojego tatę w roli wodzireja i też zaczęłam dziko chichotać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, jeśli klaszczące w kółeczku mamuśki podpadają pod imprezę, to faktycznie, zrobiliśmy się strasznie imprezowi!;-)

      Usuń