Fruzia - odsłona ósma

czwartek, października 29, 2015

Rośnie nam łobuziara, to już oficjalne ustalone. Taka, której żadne drzewo nie będzie straszne, i do której zawsze będzie należało ostatnie słowo. Z tym ostatnim zamierzamy walczyć połowicznie - w domowych warunkach "natychmiast marsz do swojego pokoju!", publicznie - "dobrze mu się odgryzłaś". No, chyba że publicznie odgryzie się nam. Tej wersji jeszcze nie przemyśleliśmy zbyt dobrze.

Kręcą ją wszelkie miejsca, w których nie powinna być. Włazi pod łóżeczko, własny fotelik (po czym nie wie, co z tym fantem uczynić), przełazi z pokoju do pokoju, zatrzymując się tuż pod drzwiami łazienki, śledzi moje kapcie i usiłuje dowiedzieć się, co jest pod wózkiem. Uroczyście przecięła wstęgę z napisem 'faza roz- i wywalania'. Fruwają jej własne pieluchy, torebki do nich i kremy ułożone równiutko w koszyczku. Daj jej Newsweeka, a porwie go na strzępy. Pozwól potrzymać tablet, a wyjmie go z etui na skróty, przegryzając skórzaną oprawę.

W tym wszystkim jednak przywiązuje wagę do szczegółów. Na dywanie znajdzie maleńki okruszek, który tak długo będzie próbowała podnieść, aż jej się uda. Liść znaleziony na placu zabaw będzie oglądać z każdej strony (zanim zdecyduje się go zjeść). Plastikowy włącznik światła w łazience - typowo angielski maleńki, plastikowy dzwonek na sznurku - uparcie będzie próbowała złapać w dwa palce. Nieważne, że trzydzieści razy jej ucieknie. Warto się starać dla tego trzydziestego pierwszego.

Przemieszczając się na brzuchu po mieszkaniu ślizgiem prostym i skośnym coraz częściej podnosi mały tyłek, staje jak Rudolf na czterech łapach i na chwilę zastyga. Jeszcze nie wie, że ten rodzaj własnego transportu znacznie usprawni jej łobuzerstwo, ale wyraźnie czuje, że coś się za tym kryje. Wygodna (wyrodna?) matka siedzi cicho jak mysz pod miotłą, udając, że daje swemu dziecku czas na dorastanie we własnym tempie.

Podtrzymywana pod pachami, staje w pionie na palcach.
- Rośnie wam baletnica - śmiała się Foster Mama.
Cóż. Jeśli balet da się połączyć z łażeniem po drzewach...

Nosi buty! Dużo za duże, ale po wielu bojach zaakceptowała cokolwiek na swoich stopach. Nareszcie nasza córka nie świeci gołymi nogami w czasie jesiennych spacerów!

Urosły jej włosy, szczególnie grzywka, więc robię jej kitki. Cienkie, śmieszne kitajki oplecione maleńkimi gumeczkami, które triumfalnie wyszperał dla niej tata w wielkim supermarkecie. Wygląda jak Pończoszanka. Fruzia Pończoszanka. Ciocia Kocur już pewnie zaciera ręce na myśl o kitkach i warkoczach, które będzie jej plotła. (Choć za dużo to Ty się nie napleciesz, Kocurze.)

Zaczyna reagować na swoje imię. Kiedy je słyszy, najczęściej podnosi na mówiącego te swoje niewinne oczęta, a kąciki ust po chwili automatycznie się podnoszą. To dziecko chyba urodziło się uśmiechnięte. Czasem oczywiście nas ignoruje, a kiedy uzna, że jesteśmy zbyt natarczywi z zaczepianiem jej, po prostu nas odpycha, potrząsa gwałtownie głową i daje do zrozumienia, że mamy spadać, ona jest zajęta. Sprzedawanie buziaczków też ograniczyła. Rozumie, co od niej chcemy, ale to ona decyduje, czy warto.

Piski to jej sposób komunikacji. Według Fruzi, wysokie c wciąż jest w modzie. Od czasu do czasu uraczy nas głębokim, diabelskim głosem, takim z samego dna jej jestestwa. Po każdym takim show czeka na porcję zachwytów i naszego uwielbienia.
- Tasman, normalnie Tasman - mówi Inżynier i łaskocze ją, aż ta dostaje czkawki.
(Obie Babcie zabraniają nam nazywać ją diabłem.
- Ale Mamuśko, Diabeł Tasmański to postać z kreskówki - tłumaczę po raz setny.
- Nie szkodzi - po raz setny odpowiada niezrażona Mama. - Ona jest malutka, żaden z niej diabeł.
- A na mnie tak nie mówiłaś? - pytam chytrze.
- Tak brzydko? Nigdy! - mówi dumna z siebie Rodzicielka.
- Ale zmorą nazywałaś mnie dość często - wypominam triumfująco.
- Aaaaa! - Mama uśmiecha się szelmowsko. - To co innego. Ty czasem byłaś zmorą!)

Uwielbia oglądać własne zdjęcia i filmiki o sobie. Cieszy się jak szalona, kiedy pokazuję jej w aparacie najnowsze nagranie. Mam wrażenie, że tak jak w lustrze, rozpoznaje na nim siebie, ale kto ją tam wie. Może po prostu widzi tam fajnego towarzysza zabaw?

Każdą sesję na skypie musi rozłączyć przynajmniej trzy razy. Wali łapkami w klawiaturę i co rusz muszę na nowo dzwonić do Mamuśki.
- Fruziu, przestań rozrabiać - cieszy się Babcia do wnuczki.
Fruzia ani myśli.

Odkryła, że lubi tańczyć. Którego dnia po prostu zaczęła ruszać korpusem na boki w rytm Macareny i tak jej zostało. Kiedy leży, dołącza do tego resztę ciała. Wygląda komicznie. Z tatą w duecie nie mają sobie równych. Najlepiej wychodzi im freestyle do "Ostatni raz zatańczysz ze mną" Krawczyka.

Kiedy tak obserwuję, ile energii spala i jak się rusza, to wiem, że czas na poważnie wrócić do sportu. Niedługo mogę za nią nie nadążyć.

You Might Also Like

3 komentarze

  1. Ten czas tak szybko leci.. jeszcze chwilą i zacznie chodzić i gadać- wiadomo najpierw po swojemu ;) Nie mogę przypomnieć sobie już jak to było, gdy mój Junior był taki mały i przeżywałam to co Ty teraz... Jak to szybko minęło, uciekło :( Ciesz się więc każda chwilą! ☺

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale fajnie się to czyta :) Taki mały Szkrab, a tyle ciekawych rzeczy można zaobserwować, że całą powieść udałoby się napisać, a nie tylko jeden wpis na blogu :)

    Nasz Bąbel też z tych mocno roztańczonych - może kiedyś wystąpią z Fruzią w duecie ;)

    OdpowiedzUsuń