Od środka

czwartek, lipca 30, 2015

Gdyby to miejsce miało mieć choć trochę prawdziwego lajfstajlu, próbowałabym Was dzisiaj przekonać, że z niemowlakiem da się wszystko i wszędzie. I choć Fruzia należy (jak dotąd, matko, jak dotąd!) do tych bobasów, z którymi naprawdę można wiele, to po pierwsze - zbyt długo pracowałam w Różowej Chmurce, żeby ośmielić się na często-odbijające-się-rykoszetem tezy, że oczywiście! zawsze! z każdym dzieckiem wszędzie! wystarczy chcieć!, a po drugie - wypowiem się w styczniu po pierwszej podróży do ojczyzny...

Niemniej jednak Fruzia to naprawdę dzielny bobas. W wieku dwóch miesięcy zaliczyła z rodziną zastępczą wakacje w Kornwalii, choć z tego, co nam wiadomo, ograniczyła się tam głównie do spania i jedzenia. Jakiś czas później została gwiazdą podczas sesji krwiodawstwa.
- To twoje dziecko? - zapytała pani w rejestracji.
- Tak - odparliśmy jednogłośnie, bo co to za twojeTwoje i twoje. Wasze. Nasze czyli.
- A w jakim jest wieku? - indagowała dalej babeczka, podejrzliwie na nas zerkając.
Mówię.
- W takim razie nie możesz oddawać krwi! - niemal wykrzyknęła, wciąż odnosząc się do mnie.
- Ale dziecka nie będziemy zmuszać do zostania dawcą - zażartował Inżynier.
I natychmiast tego pożałował, bo jego dowcip spotkał się jedynie ze zgorszonym spojrzeniem.
Nie mieliśmy pojęcia, o co jej chodzi. Staliśmy tak, usiłując zrozumieć, dlaczego raptem w obecności małego bejbika nie mogę użyczyć potrzebującym mojej krwi, aż w końcu rejestratorka zlitowała się i wyjaśniła z westchnieniem:
- Do 6 miesięcy po porodzie nie można.
Aaaa.
To ja też wyjaśniłam.
I jeszcze drugi raz, kiedy ktoś inny robił mój health check.
A potem jeszcze na fotelu, kiedy kolejna piguła złapała mnie na machaniu do stojących nieopodal Inżyniera Pifko i Fruzi. Zamarła na chwilę.
- Czy to twoje dziecko? Bo jeśli tak, to...
Wybuchnęłam śmiechem.
- Moje, ale nie ja je urodziłam - powiedziałam, dziwiąc się temu zdaniu.
Przecież wiadomo, że ja ją urodziłam!
A potem matka i ojciec na przemian leżeli na fotelach, a Fruzia rozdawała uśmiechy na prawo i lewo.

Jeździ z nami na car booty, w czasie których dyskretnie pozbywa się smoczków. Nie przyłapano jej na gorącym uczynku, ale istnieje podejrzenie, że po prostu wyrzuca je z wózka. Tak jak każdej nocy wyrzuca je z łóżeczka, co pozwoliłoby mi przypuszczać, że ich nie potrzebuje, gdyby nie ten drobny fakt, że po każdym rzucie natychmiast domaga się ich z powrotem.
Chadza na spotkania towarzystkie do pubów, na inglandzkie barbecue oraz przyjęcia urodzinowe, na których gasi pożary. Serio.
Jechała londyńskim metrem, uważnie przyglądając się zaglądającym do wózka twarzom oraz wytrzymała paskudnie przeciągające się oczekiwanie na umówioną godzinę przyjęcia taty w polskim konsulacie.
Wszędzie głośno informuje wszystkich, że jest, ale poza tym nie narzuca innym (oprócz rodziców) swojej osoby.

Gdyby to miejsce miało mieć choć trochę prawdziwego lajfstajlu, mogłabym napisać post o tym, Jak Zostać Świętą Rodziną (kategoria: parenting), choć musiałabym mocno naginać prawdę. Ale od czego w sumie jest blog?;-) Mogłabym napisać o tym, Co Zrobić, Żeby Mąż Uwierzył w Niepokalane Poczęcie (kategoria: relationships). Tyle, że u nas nie dość, że brak niepokalania, to jeszcze i poczęcie gdzieś nam umknęło. Właściwie mogłabym skrobnąć coś o Słuchawkach Wyciszających Dla Bejbików - Wpis Sponsorowany (kategoria: fashion). Tylko zapomniałam, z jakiego sklepu je mamy.

Ale żarty na bok.

Stajla nam brak, zostaje lajf. Który w zasadzie opowiada się sam.

A że to historia od środka, to już nic na to nie poradzę.

You Might Also Like

21 komentarze

  1. Aneta - O, jak fajnie!! Witaj na nowym/starym;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajny blogasek 😁 Melduję,że dotarłam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Oczywiscie kochanie jestem zawsze bede:)

    OdpowiedzUsuń
  4. No to i ja jestem...
    Fanka żużla?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może chwilowo trochę naciągana fanka, ale jestem pewna, że coś z tego będzie - zawsze, kiedy w tv jest transmisja z meczu żużlowego, Fruzia wykręca głowę na wszystkie strony, żeby tylko pogapić się w ekran...;-)

      Usuń
  5. My z Józkiem (wtedy wiek 3 miesiące) wylądowaliśmy na pokazie fajerwerków i koncercie plenerowym, mały miał na uszach słuchawki robotników co wygłuszają najwyższe dźwięki, tak just in case i co... otoczenie uznało, że to po to żeby 3 miesięczny bobas się nie zgorszył żartami ze sceny. Tak więc dobrze rozumiem kategorię LIFE bez STYLE. Uściski ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha ha, no na to bym nie wpadła! Muszę to zapamiętać, następnym razem dokładnie tak będę tłumaczyć słuchawki na uszach Fruzi;-)

      Usuń
  6. Stara gwardio, witam na nowym, wszystkich razem i każdego z osobna!! A teraz zabieram się za pisanie, żebyście nie pouciekały:-))):-**

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale jaja, tak się przyzwyczaiłam do starego formatu, że nawet nie zauważyłam, że nareszcie mogę odpowiadać każdemu z osobna bezpośrednio pod komentarzem! Cóż za rozpusta!!:-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zabłądziłam tu absolutnym przypadkiem szlajając się po e-bezdrożach (!). Czytam, czytam, myślę "skądeś znam ci ten styl, ten język, TYCH ludzi...". No, to już teraz wiem skąd;)
    Spóźnionam, ale macham energicznie łapą i wycmokuję buziaczki:*

    OdpowiedzUsuń
  9. Ha ha ha, no nie wierze!:-))) W sumie niewazne jak, wazne, ze dotarlas!:-)) :-***

    OdpowiedzUsuń