O rzeczach gorszych

piątek, września 18, 2015

Siedzimy w trójkę w przychodni. Fruzia, można się było tego domyślić, odzyskała dobry humor i nie wygląda na kogoś, komu coś dolega. Łazi po nas, zagaduje piskliwym tonem do siedzącej obok kobiety, szczerzy się do wszystkich wokoło. Zastanawiam się, czy ta wysypka, z którą tu przyszliśmy, wciąż jeszcze tam jest. I czy ten jej podły nastrój przypadkiem nam się nie przyśnił.
Naprzeciwko nas para, mniej więcej w naszym wieku. Trzymają się za ręce, coś do siebie szepczą, zerkają na Fruzię, uśmiechają się do niej. Za chwilę pada nazwisko dziewczyny. Oboje podnoszą się i z plikiem kartek w dłoniach razem wędrują do gabinetu.
Skojarzenie mam jedno. W ułamku sekundy.
Mój umysł naprawdę został zinfekowany na wieki.

Do gabinetu wywołuje nas mama małej Abi z Różowej Chmurki. Imię i nazwisko Fruzi wymawia tak, że spoglądamy na siebie pytająco. To było do nas? Najwyraźniej.
- Tęsknisz za pracą? - babeczka uśmiecha się przyjaźnie.
- O, tak! - rzucam ze śmiechem.
Mam nadzieję, że zawarłam w nim wystarczająco czytelną ironię.
Cieszę się, że nie zadaje pytania-które-zadają-wszyscy-rodzice-Lucasów. Wracasz?
Aktualnie moja przyszłość zawodowa owiana jest mgłą tajemnicy. Gęsta ta mgła, mówiąc szczerze, ale coś przecież za nią jest. Przecież nawet w osiedlowej budzie sprzedają coś, choć wygląda to jak nic.
Cieszę się, że nie muszę odpowiadać. Jeszcze-nie-wiem-czas-pokaże.
A właśnie, że wiem.

Wysypka nadal jest tam, gdzie była. Piguła uważnie ogląda Fruzi plecy i brzuszek. Mierzy temperaturę. Zagląda do ucha. Maca główkę. Przykłada mały aparacik do paluszków u stóp i coś sprawdza. Refleks niewyspanej matki każe mi zapytać Inżyniera kilka dobrych godzin później, w środku nocy:
- A właściwie to co to było to coś przyłożone do jej stóp?
Pifko też niewyspany i też ząbkujący, więc mówi równie błyskotliwie:
- Nie wiem, ale też się nad tym zastanawiałem.
O.
Człowiek uczy się całe życie.

- It's viral - mówi w końcu mama Abi.

Innymi słowy to, co przypisywaliśmy nieznośnej prawej dolnej jedynce, w dużej mierze mogło być zasługą wirusa, który nie dał nam wszystkim spać. Mogło, choć nie musiało. Wielce prawdopodobne jest, że przyczyną naszych bolączek jest suszarka Zamroczonej z mieszkania nad Piątą Chatką. Suszarka, która wydaje z siebie dźwięk podobny do, o złośliwy losie!, wiertła dentystycznego. Suszarka, która przez ostatnie dni nic tylko suszy i wyje, suszy i wyje, suszy i wyje...

Albo Zamroczona przez cały sierpień prała i teraz dopiero zaczęła suszyć, albo tym wyjcem zagłusza swoje problemy egzystencjalne.

Zaprawdę powiadam Wam, są na tym świecie rzeczy gorsze niż wirusy, wysypki, czy wyrzynające się zęby.

You Might Also Like

2 komentarze

  1. Sąsiedzi... ale dzieci ponoć lubią nawet dziwne dźwięki urządzeń elektrycznych ;-) (moim chyba są one obojętne).

    OdpowiedzUsuń
  2. Być może Fruzi suszarka nie przeszkadza. W przeciwieństwie do nas... (Od piątkowego wieczoru względny spokój. Odpukać!;-))

    OdpowiedzUsuń