O nowym hobby Fruzi

poniedziałek, września 07, 2015

Niedawno Pifko dopiął swego i uczynił z córki fankę żużla.

Godzina 21.20. Za chwilę ostatni bieg tego meczu. Na zewnątrz zrobiło się trochę chłodno, więc już dużo wcześniej uwiłyśmy sobie z Fruzią spokojne gniazdko w kąciku pomieszczenia, które byłoby kawiarnią, gdyby serwowano w nim kawę lub choćby herbatę, a wygląda jak skrzyżowanie dworcowej poczekalni z salą gry w bingo dla emerytów. Przy stołach kibice pilnie zapisujący punkty w gazetkach meczowych, wszyscy wpatrują się w to, co dzieje się za oszklonymi ścianami oddzielającymi ich od toru lub w telebimy wiszące nad ich głowami. Z głośników płynie muzyka, taka do tup-tupania w rytm ryku motorów.
Mała grandzi. W wielkich, wyciszających słuchawkach dla bejbików wygląda komicznie, ale zdaje się ich nie zauważać. Odmawia siedzenia w wózku, żąda natomiast uwagi, interakcji oraz wyjaśniania jej tajników żużlowego sportu. Tym ostatnim zajmuje się Inżynier, wpadający do nas z zewnatrz pomiędzy biegami. Donosi nam herbatę, nowinki z toru, obcałowuje córkę, pokazuje jej żużlowców, po czym znów znika, a my z Fruziną organizujemy sobie czas.
Kiedy ze stadionu ponownie dociera do nas ryk motorów, Fruzia zaczyna smęcić. Dopiero teraz, RanyBoskieTenDzieciakOdDwóchGodzinPowinienSpać!
- Jesteś jak Rudolf - mówię do niej.
Się dzieje, to spać nie będę.
Zaczynam ją kołysać, bo każda próba umieszczenia jej w wózku kończy się krzykiem.
Na ręku jest nieźle, pomimo zdjętych słuchawek i hałasu wokół, Fruzia zaczyna odpływać.
Ale obrazek!, myślę sobie i uśmiecham się do siebie.
Chodzę po stadionowej kawiarni w tę i z powrotem.
Kibice w ogóle nie zwracają na nas uwagi. Pełny luz. Żadnych krzywych spojrzeń z serii "wyrodna matka trzyma dziecko w takim miejscu, w środku nocy". Mimo wszystko cieszę się, że nikt z teamu adopcyjnego nas tu nie widzi. A przynajmniej taką mam nadzieję.
Po ostatnim biegu wraca do nas Mąż Mój i zaczyna bacznie mi się przyglądać.
- Wyglądasz jak Matka Boska - wyznaje w końcu.
O tak. Zdecydowanie. W uwalanej bananem bluzie, potarganych włosach i trampkach muszę przypominać nie tylko matkę, ale i jeszcze boską.
To chyba jednak był komplement, więc rewanżuję się uprzejmie:
- A ty wyglądasz jak Święty Józef.
Po czym oboje zerkamy na nasze dzieciątko. Biała bluza z kapturem i jeansowe ogrodniczki.

Wizualnie jej chyba najbliżej do nowego wizerunku...

You Might Also Like

0 komentarze