O miłości i innych demonach

poniedziałek, września 21, 2015

Nocami, kiedy nie śpię, czasem włącza mi się strach. Umysł wyświetla złe filmy, wyobraźnia podszeptuje słowa, od których cierpnie mi skóra. Nie chcę ich, ale one płyną nieprzerwanym strumieniem i końca ich nie wydać. Tylko sen, jasność dnia i jej uśmiech mogą pomóc przetrwać ten lęk. Lęk, który już nigdy mnie nie opuści.

Patrzymy na nią, kiedy śpi. Co wieczór, choćby przez chwilę. Codziennnie głaszczę ją po małej główce i mówię jej, że kocham ją najmocniej w kosmosie. Najmocniej w całym kosmosie, słyszysz, maleńka? Opieram się o barierkę łóżeczka i tak sobie trwamy. Ona śpi, oddycha spokojnie, a mnie często łzy napływają do oczu z tej miłości.

Bo ta miłość aż boli, tak do szpiku kości. Ta miłość każe całować ją setki razy dziennie, wtulać się w małą szyję i wdychać jej zapach. On mówi, że ma ochotę ścisnąć ją jak cytrynę. Z miłości tak. Z tej miłości, która aż się z nas wylewa. To aż boli fizycznie, tak kochać i nie móc tego wyrazić, bo słów brakuje, a ręce związane. Wybiegać ani wykrzyczeć też się tego nie da.

Nie chcę być matką nadopiekuńczą, matką wciąż się lękającą, matką histeryczką. Więc śmieję się z tej jej rosnącej samowolki, ustawiając dmuchane kółko tak, żeby nie walnęła w coś głową, kiedy znów mnie oszuka i wylezie. Wiem, że w końcu i tak gdzieś nabije sobie o coś guza. Pozwolę jej odkrywać nowe, mimo że jeszcze nie raz przyprawi mnie o siwe włosy swoją brawurą i dziecięcą beztroską. Będę patrzeć, jak wdrapuje się na szczyt ślizgawki, bijąc brawo i pęczniejąc z dumy, że taka zwinna. Będę stała wtedy z boku z zadowoloną miną, emanując pozornym spokojem. Gotowa do skoku, gdyby. Później nieustannie będę myśleć, dlaczego się spóźnia, przecież już powinna być w domu. Znów nie będę spać po nocach, kiedy w najlepsze będzie imprezować na dyskotece. Pewnie będę robić jej wyrzuty, że powinna była zadzwonić. A przy tym wszystkim będę wyluzowana. Będę mówić jej, że wszystko może, jeśli tylko zechce. Poznawaj świat. Bądź ostrożna, ale ufaj ludziom. Podróżuj. Smakuj. Jedź, pewnie, że jedź. Baw się dobrze!

Wiem, że on też, tak jak ja. Oddalibyśmy jej wszystko, wszystko za nią, wszystko dla niej. Oddalibyśmy jej nerkę, rękę, nogę, głowę, cokolwiek byłoby jej potrzebne. A nawet więcej. Serca już oddaliśmy, więc cała reszta nie miałaby znaczenia.

"Nie wiem, jak się kocha urodzone przez siebie dziecko. Nie dowiem się. Zapewne każdego człowieka kocha się nieco inaczej." *

Wiem za to, jak kocham(y) Fruzię.

Aż do łez.

* "Wieża z klocków" Katarzyna Kotowska

You Might Also Like

8 komentarze

  1. Rodzone dziecko kocha się tak samo jak Wy kochacie Fruzinke do bólu zrobiloby sie dla tego malego Istnienia wszystko oddalibysmy tez wszystko całych siebie.To tylko biologia. .. a miłość rodzi sie w sercu a nie w brzuchu :-).Ja miałam obawy czy przez to ze urodzi sie Gwiazdeczka jakos inaczej bede ich kochac nie prawda kocha sie tak samo oboje nad zycie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nicole, tak wlasnie bedziemy o tym opowiadac Fruzi - ze nosilam ja w sercu, a nie brzuchu. I z tego, co piszesz, wniosek jest taki, ze na punkcie drugiego smyka tez oszalejemy:-) :-*

      Usuń
  2. Witaj w gronie Matek! Tej miłości do dziecka nie da się opisać, czuję dosłownie to samo w stosunku do moich chłopaków. A wyobraź sobie ile tej miłości jest gdy ma się więcej dzieci. Bo ta miłość się nigdy nie dzieli, tylko wciąż mnoży :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I właśnie dlatego chcemy się o tym przekonać na własnej skórze!:-)

      Usuń