Adopcja w UK (2): Od czego zacząć?

środa, września 30, 2015

Rozbroiło mnie to, że na polskich stronach w sieci można znaleźć tyle błędnych lub dziwnych informacji na temat adopcji w UK. Część z nich jest po prostu przeterminowana, bo prawo zmieniło się na korzyść dzieci i rodzin adopcyjnych, ale wciąż nie wiem, dlaczego ktoś kategorycznie stwierdza, że na roczne dziecko trzeba czekać na długiej liście oczekujących nawet do 10 lat (być może ktoś tyle czekał, ale to nie jest norma!), że osoby z obywatelstwem innym niż brytyjskie nie mogą adoptować (rozumiem, że tak było kiedyś, ale nie obecnie), że kandydatom na rodziców adopcyjnych potrzebne jest zameldowanie (nie ma czegoś takiego jak zameldowanie w Wielkiej Brytanii) albo zaświadczenie z poradni uzależnień, że się nie figuruje na liście pacjentów (naprawdę??) Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie mogę tego czytać. Nie uważam się za eksperta do spraw adopcji, ale jeśli tym, co tu napiszę, pomogę choć jednej osobie (no dobra, chociaż dwóm!), to znaczy, że warto było.

O tym, jakie wymagania formalne stawiane są przed kandydatami na rodziców adopcyjnych w UK napisałam w zakładce Adopcja w UK (klik). W kolejnych postach z tej serii (publikowanych nie częściej niż dwa razy w miesiącu) opowiem wam o tym, jakich dokumentów będziecie potrzebować, czego możecie oczekiwać podczas pierwszej wizyty pracownika opieki społecznej, o szkoleniach, home study, panelu adopcyjnym... Dzisiaj natomiast - o tym, dokąd skierować pierwsze kroki.

Jeśli więc wiecie już, że adopcja to jest wasza droga, będziecie musieli zrobić małe rozeznanie po własnej okolicy. Są dwie ścieżki, którymi możecie pójść:

a) adopcja przez agencję działającą jako część local authority (LA), czyli przy miejscowym councilu
b) adopcja przez voluntary agencies (VA), które prowadzone są przez organizacje charytatywne, np. Barnardo's.

W przypadku pierwszej opcji wystarczy wyszukać na stronie lokalnego councilu dane kontaktowe do Adoption Services i ... zadzwonić po informacje. Plus takiego działania jest taki, że LA ma pod swoimi skrzydłami dzieci czekające na adopcję i do was pierwszych będą trafiać ich profile (zamiast np. do kandydatów w innych hrabstwach); wyjątkiem są rzadkie sytuacje, gdy dla dobra dziecka powinno ono znaleźć rodzinę adopcyjną jak najdalej od miejsca aktualnego pobytu.
VA nie mają pod swoimi skrzydłami dzieci, ale proces adopcyjny wygląda dokładnie tak samo i wasz team jest z wami do końca, tzn. pomaga rodzinom się odnaleźć i doprowadzić do szczęśliwego finału. Sami musicie jednak zdecydować, szperając w sieci, dowiadując się, dzwoniąc, którą agencję wybrać. Możecie to zrobić np. poprzez Adoption UK - Find an agency near you (klik), wpisując wasz kod pocztowy

Którąkolwiek drogą pójdziecie, nie martwcie się - na żadnym etapie nie zostajecie na niej sami.

Skoro już wiecie, z jaką agencją chcielibyście współpracować, telefon w łapkę i dzwonimy.

Tak było u nas: Ten numer wykręciłam tylko dlatego, że chciałam nas zapisać na otwarte spotkanie dla potencjalnych kandydatów na adoptersów, o którym zresztą dowiedziałam się przypadkiem, buszując po sieci. Sądziłam, że podam nasze dane i tyle. Okazało się, że aby zostać zaproszonym na spotkanie, najpierw musimy się zarejestrować w bazie. To była bardzo szczegółowa rejestracja. Dobre 20 minut rozmowy. Oprócz oczywistych pytań o  zawód czy o to, od jak dawna jesteśmy w UK, przemiła pani wypytywała o naszą motywację adopcyjną, mieszkanie, dziecko z jakiej grupy wiekowej chcielibyśmy adoptować, czy zakończyliśmy leczenie, które z nas i jak długo zostanie z dzieckiem w domu itp. Wszystko to, o czym rozmawiałyśmy od razu lądowało w bazie. Dzięki tej rozmowie nie byliśmy już anonimowi, kiedy pół roku później, po zakończonym leczeniu, nasze ROI (Registration of Interest) wylądowało na czyimś biurku. Wtedy zostaliśmy zaproszeni na spotkanie, ale dowiedzieliśmy się też, że musimy się przeprowadzić do większego mieszkania, żeby można było w ogóle rozważać rozpoczęcie procesu. 
Co oczywiście uczyniliśmy:-)

Nie zniechęcajcie się, jeśli usłyszycie, że chwilowo dana agencja ma tylu kandydatów na adoptersów, że nie może się wami zająć. Wypytajcie o to, jak długo może potrwać oczekiwanie. Jeśli zbyt długo, a wy nie chcecie tracić czasu, uderzajcie do innej agencji. To naprawdę działa - przetestowali to nasi znajomi, którzy po kilku tygodniach nerwowego oczekiwania na odpowiedź z councilu, zdecydowali się skontaktować z inną agencją. Dziś mają synka.

Pytanie o to, dlaczego chcecie adoptować, to pytanie kluczowe. Jak zawsze w takich przypadkach, najlepiej postawić na szczerość. Nikogo nie przekona przemowa na temat tego, jakie te dzieci są biedne, a ty chcesz im pomóc. Powiedz prawdę. Zakładam, że masz dobre intencje. A jeśli rzeczywiście twoją motywacją jest czysta chęć niesienia pomocy, to błagam, niech w twoim głosie nie pobrzmiewa nuta litości. Chyba nikt jej nie lubi. (Tak, mnie też się kroi serce jak sobie myślę o tych wszystkich czekających dzieciach. Ale w adopcji potrzeba i serca i głosu rozsądku.)

Tak było u nas: W odpowiedzi na to pytanie powiedziałam, że nie możemy mieć dzieci biologicznych, że natura i medycyna prokreacyjna zawiodły, a my jesteśmy już zmęczeni leczeniem. Dodałam, że po prostu pragniemy być rodzicami, nie wyobrażamy sobie życia bez dzieci oraz że nasze rodziny wspierają nas w tej decyzji. Ot, sama prawda. 

Co potem?

Być może będziecie zaproszeni na rozmowę do wybranej agencji, ale nie zawsze i nie wszędzie tak jest.  Prawdopodobnie otrzymacie Registration of Interest Form, pełnego różnych rubryk do wypełnienia oraz miejsca na małe wypracowanie - o tym, dlaczego chcecie adoptować, kim jesteście, co możecie zaoferować dziecku / dzieciom. Radziłabym odpuścić w tym miejscu takie szczegóły jak nazwy polskich miejscowości, w których się urodziliście lub mieszkaliście, zbyt dużo dat i tym podobnych detali.

Tak było u nas: Przedstawiliśmy się - imiona, narodowość, od jak dawna mieszkamy w UK. Następnie krótko napisaliśmy o tym, że rodzina jest dla nas najważniejszą wartością w życiu, a ponieważ nie możemy mieć dzieci, chcielibyśmy jedno lub dwoje adoptować. Potem o tym, jak długo jesteśmy małżeństwem, gdzie mieszkamy, czym się zajmujemy,  jakie są nasze pasje, a także o sierściuchu. Podsumowaliśmy wszystko zdaniem, że chcemy zaoferować dziecku stabilną, kochającą rodzinę i że głęboko wierzymy, że będzie to najlepsza decyzja naszego życia. W sumie około jednej strony A4.

A potem to już tylko wrzucacie formularz do koperty, tę do skrzynki i czekacie na dobre wieści od agencji, że macie przydzielonego  social worker (SW). I że to on niebawem was nawiedzi.:-)

You Might Also Like

0 komentarze