Rodzinne dialogi (1)

sobota, sierpnia 22, 2015

- Ależ macie ładne i fajne dziecko! - westchnęła po raz setny Mamuśka, siedząc po drugiej stronie monitora.
Fruzia usiłowała właśnie zjeść klawiaturę od laptopa.
- Eeee... - machnęłam niedbale dłonią. - My przecież tylko takie robimy...

Wystarczy spojrzeć na Rudolfa...

Wieczorem Inżynier długo przypatruje się córce.
-Wiesz co? - mówi w końcu. - My nigdy nie zrobilibyśmy tak fajnego dziecka!

Czyżby Ten u Góry jednak wiedział, co robi?

***
Sadzam Fruzię w wózku, Mamuśkę w monitorze na blacie kuchennym, oczywiście w pozycji "na malutką", a sama przygotowuję sobie śniadanie. Jak co dzień plotkujemy z Mamą o wszystkim i o niczym.
- Co będziesz jadła? - pyta Rodzicielka.
- Owsiankę z bananem i morelą - mówię.
Podtykam miseczkę z owocami pod kamerę i dumnie prezentuję gotowy posiłek.
- Owsiankę! - ironicznie powtarza Mamuśka. - Lepiej byś sobie chleb z serem i szyneczką zjadła, coś porządnego, jakieś warzywka...
- Mamuśko! - burzę się natychmiast. - To najzdrowsze i najbardziej pożywne śniadanie na świecie, a ty jeszcze marudzisz! No wiesz! Może te twoje jajeczka powinnam jeszcze dorzucić, co? - teraz to ja rzucam sarkastyczną uwagę.
Rodzicielka milknie.
Już, już zaczynam żałować, że tak na nią wyskoczyłam, kiedy Mamuśka wypala z diabłem w oczach:
- Eeee... Mów co chcesz. To psie gówno, a nie śniadanie!

W domyśle: "smacznego, córeczko!"

***
U nas nad ranem była taka burza, że jak wyszłam do kuchni, to była cała w ogniu, doniosła pewnego dnia Mama. Przypatrywałam się tej treści chwilę, zanim zdecydowałam się zadzwonić. Pewnie nic takiego, ale sprawdzę na wszelki wypadek, pomyślałam.
- Kochanie, czegoś takiego to jeszcze nie przeżyłam! - zaczęła Mama, a mnie już się gęba uśmiechnęła na dźwięk jej przejętego głosu. - W blok obok chyba musiał grzmotnąć piorun, bo raptem był taki huk, że mi w głowie zadzwoniło, a cała kuchnia zrobiła się pomarańczowa, jakby w płomieniach stanęła!
- Ale nic się nie zapaliło? - upewniam się.
- No nie, oczywiście, że nie, ale przysięgam, przez chwilę mi się wydawało, że mnie żywcem do piekła wzięli! - wyznała Mama.

Zarząd piekła musiałby na głowę upaść, żeby ją brać do siebie.
Mamuśka szybko dokonałaby zamachu stanu i przejęła stery...

***
Fruzia rozrabia wieczorem na kolanach Inżyniera. Widzimy w końcu, że zaczyna trzeć powieki. Dla nas to oczywisty znak, że robi się zmęczona.
- Idziemy do łóżeczka? - pytam retorycznie Fruzię, bo decyzja i tak już została podjęta.

Ledwie stawiam w powietrzu znak zapytania, a malutka w ułamku sekundy gwałtownie potrząsa głową na prawo i lewo, wydając z siebie niekontrolowane i przeciągłe neeeeeee!

Czyżby pierwszy... bunt?

You Might Also Like

0 komentarze