O zębaczu

środa, sierpnia 26, 2015

- Pokaż, Fruzino, co tam masz w buzi - zagaiłam uprzejmie do córki wiedziona nagłą intuicją.
Fruzia natychmiast zassała mój palec wskazujący, za nic sobie mając bon ton, który mówi, że ludzkich palców to się raczej nie je. Prawdopodobnie był to odwet za pogwałcenie przez matkę tegoż samego bon tonu, który mówi również, że nie grzebie się innym ludziom w buzi, nawet tym ludziom w wersji mini. Rewanż czy nie, zassało dziecię ten palec, pomemłało i wypluło. Tych kilka sekund wystarczyło mi jednak na dogłębną analizę stanu jej jamy ustnej.
- Jest, jest, Fruzino, mamy zęba! - wykrzyknęłam radośnie, błyskawicznie dopisując sobie zasługi córki w temacie zębnej produkcji.
Jak na komendę, mała uśmiechnęła się lekko pobłażliwie od ucha do ucha, jakby chciała powiedzieć, że przecież dlatego pojękiwałam w nocy przez sen, niedomyślna matko!

- Mamuśko, Mamuśko, wczoraj Fruzi wyszedł ząb! - poinformowałam entuzjastycznie dzisiejszego poranka.
Mama stała akurat w kolejce w sklepie.
- To wspaniale! - ucieszyła się.
I natychmiast przeszła do praktycznych pytań:
- Kto znalazł?
- Ja - odrzekłam dumnie.
- W takim razie mąż musi ci kupić prezent - oświadczyła z mocą Rodzicielka. - Taki jest zwyczaj.

Jestem przekonana, że Mamuśka uważa ten zwyczaj za obowiązujący na całym świecie i we wszystkich wyznaniach. Ja usłyszałam o nim po raz pierwszy w życiu tuż przed ich wizytą w Krainie Deszczu, jako że Mamuśka postanowiła, że to ona znajdzie ten pierwszy ząb i wtedy to jej przypadnie w udziale nagroda.

Fruzia, jak widać, miała inne postanowienia. Charakternie wstrzymała się do 25 sierpnia, pokazując światu (= rodzicom) maleńką, białą, ale za to bardzo ostrą lewą dolną jedynkę.

Bezzębne dziąsła odchodzą do lamusa.

You Might Also Like

0 komentarze