O konsekwencjach

poniedziałek, sierpnia 24, 2015

- Aghrrrr - wydobywa się z wnętrza Fruzi wraz z chmurą mokrych bąbelków.
Siedzimy w bujanym fotelu. Malutka usiłuje wskrobać się na szczyt oparcia, przy okazji boleśnie depcząc po moim podbrzuszu. Głową wywija na oślep, prawo, lewo, góra, lewo, prawo, dół, góra...
- Fruzino droga, zaraz przywalisz w moją osobistę głowę - ostrzegam ją lojalnie. - Będzie płacz i zgrzytanie bezzębnymi dziąsłami.
- Aghrrrr, aghrrrrr - odpowiada mi na to niefrasobliwe dziecię.
Chwilę później następuje zbliżenie pierwszego stopnia i wielkie łuuuup.
Gwiazdki pokazują mi się przed oczami, bezgłośnie mielę w ustach jakieś przekleństwo.
Przez ułamek sekundy dziecię patrzy na mnie zdziwiona, a kiedy do jej małego mózgu dociera sygnał 'boli', zaczyna rozpaczliwie płakać.
Tulę ją, rozcieram czerwone czółko i tłumaczę:
- Przecież od razu ci mówiłam, że tak będzie.* Nie można tak postępować. Wiem, że boli, ale...
- Łeeeeee! Łeeeeee! - zawodzi Fruzia.
- No już, już - całuję ją po małej buźce. - ... ale trzeba ponosić konsekwencje swoich niekontrolowanych i lekkomyślnych zachowań...
- Łeeee! Aghrrrr! - rzuca Fruzina, powoli się uspokajając.
I ponownie zaczyna wdrapywać się na szczyt oparcia, wbijając mi stopy w powłoki brzuszne.

Cóż, niech ci będzie. Wrócimy do tej rozmowy później.

Za jakieś 15 lat.

* Muszę mieć się na baczności. Niepokojąco zaczynam słyszeć we własnych wywodach Ojca Dyrektora...

You Might Also Like

0 komentarze